Reklama

Śląscy biskupi walczą o niedzielę wolną od handlu

Śląscy biskupi walczą o niedzielę wolną od handlu

20.06.2016
Czyta się kilka minut
Takiego zaangażowania Kościoła instytucjonalnego w tworzenie prawa od czasów transformacji ustrojowej jeszcze nie było.
Ksiądz w kaplicy św. Barbary w centrum handlowym Silesia City Center, Katowice, grudzień 2005 r. / FOT. KRZYSZTOF SZEWCZYK / FORUM
W

W kościołach Śląska i Zagłębia w ostatnią niedzielę został odczytany komunikat biskupów czterech diecezji: sosnowieckiej, opolskiej, gliwickiej i archidiecezji katowickiej, wzywający wiernych do wsparcia inicjatywy ustawodawczej zbierania podpisów pod społecznym projektem ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Do komunikatu dołączono zarządzenie, co konkretnie mają zrobić duszpasterze: oprócz odczytania komunikatu na mszach 19 czerwca, powinni go zamieścić w gazetce parafialnej i na stronie internetowej; poczynając od niedzieli 26 czerwca mają umożliwić świeckim przeprowadzenie zbiórki podpisów przez udostępnienie pomieszczeń – „może nimi być kancelaria parafialna lub inne pomieszczenia parafialne”; podczas kolejnych niedziel „informację o zbiórce podpisów należy włączyć do ogłoszeń duszpasterskich, ze wskazaniem miejsca umożliwiającego wiernym złożenie podpisu na deklaracji poparcia”; a zebrane podpisy przesłać na adres Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, który właśnie 2 czerwca zarejestrował się w Sejmie. Parafie mają na to niecałe 3 miesiące. 

Projekt ustawy przewiduje rozciągnięcie na niedziele przepisów, które obecnie regulują handel w święta państwowe. Otwarte byłyby apteki, stacje benzynowe, kioski z gazetami, pamiątkami i dewocjonaliami, kwiaciarnie, niewielkie sklepy na dworcach, w portach lotniczych, hotelach i szpitalach oraz sklepy prowadzone przez właścicieli będących osobami fizycznymi. W Wigilię Bożego Narodzenia oraz w Wielką Sobotę handel byłby dozwolony do godziny 14.00. Wyłączone z zakazu handlu byłyby dwie niedziele przed Świętami Bożego Narodzenia, niedziela przed Wielkanocą, ostatnia niedziela stycznia, czerwca i sierpnia oraz pierwsza niedziela lipca.

Warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Nie jest to akcja stricte polityczna – dotyczy ważnego społecznie problemu, który jest światopoglądowo neutralny. Argumenty przytoczone przez biskupów w komunikacie mogą trafić zarówno do zwolenników lewicy (ustawa dotyczy ok. 1,3 mln osób pracujących w niedzielę), jak i zwolenników prawicy (wolna niedziela wspomoże „budowanie wspólnoty religijnej i narodowej”). 

Ochrona niedzieli nie jest zresztą czymś wyjątkowym. „Wydaje się, że także my powinniśmy przyjąć odnośnie do niedzieli rozwiązania podobne, jak w wielu nowoczesnych krajach Europy!” – argumentują biskupi. 

Choć inicjatorem akcji ustawodawczej jest Krajowy Sekretariat Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”, biskupi – wspierając zbieranie podpisów – nie zamierzają popierać żadnego konkretnego podmiotu politycznego. Nie jest to więc przykład sojuszu ołtarza z tronem – niezdrowego zarówno dla państwa, jak i dla Kościoła.

Dostrzegam jedno niebezpieczeństwo wiążące się z tym lokalnym zaangażowaniem. Śląski eksperyment z pewnością będzie uważnie obserwowany przez biskupów innych diecezji. Jeśli się powiedzie, a jest na to szansa, może zostać potraktowany jako wzorzec angażowania się Kościoła w sprawy publiczne. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

natychmiast mi się nasuwa jedno pytanie: czy tych wielebnych biskupów ktoś siłą ciągnie do sklepów? To samo tyczy się również innych "wiernych". Po raz kolejny wiedzą lepiej. Nie pozostawiają prawa do decyzji. Może mają nadzieję, że znudzony "ciemny lud" tłumnie rzuci się do kościołów zostawiając odpowiednią ilość kasy na tacy? Po co znowu rozpętywać konflikt? A czy na wezwania Papieża Franciszka dotyczące uchodźców jakoś odpowiedzieli? Mam na myśli czyny.

Zwykle prezentuję poglądy dość liberalne ale ten pomysł bardzo przypada mi do gustu. Powód jest prozaiczny- jestem żoną sprzedawcy - nie lekarza, nie ratownika medycznego, nie strażaka ratującego ludzi czy policjanta tylko klowna pomagającego znudzonym Apaczom (aaaa pacze se tylko) znieść trudy niedzielnego bezrobocia. Mąż pracuje w tygodniu do 19 w sobotę do 18 i w niedzielę do 16 – i to właśnie rytm jego pracy określa byt całej rodziny. Dzięki tej pracy rodzina zaspokaja jedynie najpilniejsze potrzeby i żadnych wyższych. Chciałam w tym miesiącu zorganizować dziecku urodziny - nie ma kiedy bo tata ma wolne tylko we wtorki, kiedy potencjalni goście pracują. Od 10 lat mieliśmy 3 wolne weekendy - tyle było wesel w najbliższej rodzinie. Od tego samego czasu jestem słomianą wdową a moje dzieci sierotami - nie wyjdziemy na wspólny rodzinny spacer, nie pojedziemy nad wodę ani do zoo, tata nie zobaczy występu tanecznego córki ani sukcesów syna. Nie mamy nawet czasu porozmawiać o rzeczach bardziej skomplikowanych niż lista zakupów czy prace domowe. Decyzje o drugim dziecku odkładaliśmy ponad 6 lat, choć warunki finansowe już pozwalały – czas nie. Nie żyjemy razem tylko obok siebie - kiedy on już dostanie wolne za niedzielę (jest lepiej bo nie zawsze dostawał - ot katolickie poszanowanie praw pracowniczych) to my wszyscy mamy zwykłe obowiązki szkolne i pracownicze. Dziwię się że ciągle jesteśmy razem i zastanawiam jak długo. Ci którzy radzą „wziąć kredyt i zmienić pracę” powiedzieliby pewnie zmień męża – może nawet tak zrobię ale dodatkowo zmienię jeszcze kraj. Od lat z zazdrością patrzę bowiem na Wiedeń gdzie sklepy zamykane są w sobotę o 13/14 a mieszkańcy zaludniają parki i żałuję że nie żyję w Galicji. Jeśli ta ustawa przejdzie moje dzieci będą miały ojca przynajmniej 1 dzień w tygodniu, jeśli nie – zabiorę je kiedyś do Wiednia, może chociaż one tam zostaną.

Fakt, ze nie będę mogła zrobić zakupów w niedzielę, nie sprawi, ze będę poświęcać więcej czasu modlitwie. Ja w niedziele pracuję. Siedze w bibliotekach, bo w niedziele jest tam większy luz. Inni pracują także, bo stanowią słuzbe zdrowia, prowadzą tramwaj lub autobus, są dziennikarzami telewizyjnymi lub radiowymi, pracownikami elektrowni, wodociągów, lub kelnerami i kucharzami w restauracjach. Co to za psychopatyczna chuć, żeby uniemożliwić pracę handlowcom, a normalnym ludziom robienie zakupów wtedy, kiedy im pasuje?

Ksiądz Lemański powiedział któregoś razu, że mimo, iż można kupić alkohol, nie znaczy, że musimy się nim upijać. Mimo, że sklepy są otwarte w niedzielę, nie musimy kupować w niedzielę. Każdy ma wybór. Pochylamy się nad pracownikami sklepów, a zapominamy o ludziach pracujących w różnego rodzaju instytucjach, których praca musi być zapewniona całodobowo. Wszyscy chcą mieć urlopy w lato, a budowlańcy mogą zapomnieć o urlopach w tym czasie, itd. Podejmując daną pracę, każdy zna jej realia. Sam decyduje. Zgadzam się z Panią w całości - biskupi działając wybiórczo, tylko pogłębiają niechęć do siebie i niestety do kościoła ...

w ogóle zabraniać ludziom robić to czego akurat chcą? A jednak regulujemy życie społeczne a nie oddajemy się swobodnej anarchii. Mamy czelność mówić pedofilom czego im nie wolno, a kierowcom o trzeźwości, pasach i fotelikach. Regulujemy kwestie zatrudnienia, opieki nad dziećmi, tworzymy nawet normy jakości produkowanych towarów i zasady uboju zwierząt. Mamy nawet regulacje dotyczące ciszy nocnej, sikania na skwerach a nawet palenia w miejscach publicznych. I jeszcze uważamy że te regulacje są konieczne zamiast ufać że każdy wie co robi i na pewno zrobi tak żeby innemu nie szkodzić. Następnym razem kiedy ktoś uniemożliwi pani spokojny sen głośną muzyką - proszę się nie unosić i nie uniemożliwiać zabawy pijącym w końcu oni właśnie chcą się bawić.

Porównujac osoby pracujące 24 godziny na dobę i praktycznie przez cały tydzień (jak np. ja), które chcą robic zakupy wówczas, gdy maja czas, do pedofilów, chyba przekroczyla Pani granicę rozsądku i śmieszności. Proszę raczej zastanowić się nad tym, dlaczego mamy zabronić niedzielnej pracy handlowcom, a wymagamy jej od lekarzy i pielęgniarek, kierowców komunikacji miejskiej, kelnerów w restauracjach etc. Wszystkie te zawody służą ludziom, a lekarz po zakończonym niedzielnym dyżurze powinien móc zrobić zakupy, i to w sklepie czynnym przez 24 godziny. Natomiast samowolka obyczajowa i prawna, która Pani opisała, o wiele bardziej pasuje do Pani postulatów zakazu handlu niedzielnego. A jedynym argumentem jest: bo Pani się tak podoba.

Otóż to Pani kalino16. po lekturze wpisów Pani kolorek79 też nasuwa mi się obraz typowo polskiej bojowniczki o swoją i tylko swoją sprawę. A mnie cały czas mierzi to, że o takich sprawach zaczynają mówić biskupi. Niechżeż oni zaczną nareszcie "pochylać się" nad sprawami istotnymi dla ludzi: na przykład nad przemocą w rodzinach, nad nierównościami wobec kobiet w naszym kraju, nad terrorystami na naszych drogach i ulicach i można tak wymieniać aż do znudzenia. A oni za cel od lat obrali sobie "świętość" niedziel. Dla jednych święte, dla innych jedyna możliwość zrobienia luźnych zakupów. Nie narzucać na siłę swojego zdania. Różni ludzie żyją w Polsce, o różnych zapatrywaniach i możliwościach.

Panie Melchiorze, byłabym w stanie zrozumieć apel biskupów, gdyby dotyczył przykazania: pamiętaj, abyś dzień swiety swiecił. Tyle, ze jest jasne, ze we współczesnym swiecie to przykazanie jest nie do wykonania, jako ze jest mnóstwo zawodów, które musza być wykonywane non stop. Po co wiec odbierać zarobek akurat handlowcom, a ludziom pracujacym w swiatek i piątek utrudniać zycie i pozbawiać ich mozliwosci dokonania podstawowych zakupów? Ktos powoływał się na Wiedeń. Przeczytałam ten post ze zdumieniem. Mieszkałam przez dwa tygodnie w Wiedniu w polskiej stacji PAN. Na dole była galeria handlowa otwarta przez cały tydzień i do późna w nocy. Może to był jedyny sklep w Wiedniu otwarty w niedziele, nie wiem. W każdym razie ani przez moment nie byłam pozbawiona możliwości kupienia chleba z masłem, nawet kiedy wracałam do Wiednia późnym wieczorem z Melku, czy Salzburga.

A mnie wciąż chodzi o to, że jest to kolejny przypadek kiedy biskupi wiedzą lepiej. To ta sama seria co in vitro, aborcja, prawa kobiet do równego traktowania, przemoc w rodzinie itp. Oni wiedzą lepiej i nie dopuszczają do siebie myśli, że społeczeństwo jest różnorodne. Sprowadza się to do nieposzanowania poglądów inaczej myślących. Niech narzucają swoje zdanie swojej trzódce i niech patrzą jak ta trzódka wypełnia ich wytyczne. Bo bardzo różnie z tym wypełnianiem bywa. Tym niech się martwią i nad tym pochylają.

W Niemczech sklepy w niedziele sa zamkniete, choc kilka razy w roku jest tzw. Verkaufsoffener Sonntag (13-18). Fakt, ze wszystkie sklepy sa zamkniete, na pewno wplywa na sposob planowania calego weekendu. Rodzinne , duze zakupy robi sie w piatek wieczorem lub w sobote rano (ja osobiscie wole sobote rano ). W miescie czynne sa wylacznie prywatne piekarnie, ktore pelnia rowniez funkcje kawiarenki . Wiele niemieckich rodzin wybiera sie w niedziele na rodzinny brunch (czyli takie przedluzone sniadanie w formie bufetu) . Mozna spotkac sie z rodzina czy znajomymi i spedzic milo czas. Bardzo duzo Niemcow spedza niedziele poza domem wyjezdzajac w gory, nad jeziora, czy wycieczki rowerowe. Czego mi tutaj na poczatku brakowalo to polskiego “spontanu” , bo trzeba sie wczesniej umowic, ale z tym mozna sobie poradzic wczesniej planujac wizyte. // Co do biskupow - nie rozumiem dlaczego tak bardzo angazuja sie w sprawy o ktorych nie maja pojecia. Jeszcze nigdy nie spotkalam biskupa z koszykiem na zakupach w markecie. Jako alternatywe proponuje wiecej mszy w ciagu tygodnia, zacheci to ludzi chorych, samotnych, bezrobotnych do udzialu w mszy bez niedzielnego tloku.

zakupów nie robią ale spowiadają wiele osób, którym z powodu pracy w weekendy rozpadły się rodziny, popadli w nałogi, zwątpili i wyjechali szukać lepszego życia albo popadli w choroby. Myślę że akurat oni maja najwięcej danych do tego żeby ocenić społeczne koszty pracy w niedzielę- bo tu nie chodzi o tych którzy robią rodzinne wycieczki do galerii ale o tych którzy w tej galerii bez rodzin spędzają 7 dni w tygodniu (jesteśmy w Polsce - zapomnijcie o uczciwości i 40 godzinnym tygodniu pracy sprzedawców). Akurat duchowieństwo jako pierwsze powinno się upomnieć o świętość niedzieli i nie chodzi tylko o czas na modlitwę - ale o czas dla siebie dla rodziny o możliwość spotkania się przy stole i uczestniczenia w życiu rodziny inaczej niż tylko poprzez comiesięczne przelewy. Ludzie którzy żyją w pędzie i nie mają czasu na przemyślenie sobie czegokolwiek po wielu latach takiego pędu gubią się, popadają w konflikty rodzinne i nałogi. Po raz pierwszy popieram inicjatywę biskupów.

Rozumiem, ze najtrwalsze są w Polsce małżeństwa urzędasów pracujących od 8-ej do 16-ej od poniedziałku do piątku. Natomiast małżeństwa lekarzy, pracowników upowszechniania kultury, restauratorów, kierowców, dziennikarzy etc. rozpadają się z powodu pracy zawodowej:))) Proszę się już dalej nie ośmieszać, bo zal serce ściska, gdy się pomyśli o takim poziomie refleksji w polskim społeczeństwie.

Powtarzam raz jeszcze: dla jednych "święte" dla innych dające okazję do robienia tego co się chce, albo co akurat w ten dzień zrobić można, na przykład spokoje zakupy. Proszę nie pakować wszystkich do jednego, świętego, wora. A uważający ten dzień za święty , katolik, niech sobie po katolicku spędza czas i nie narzuca tego innym.

Bo takich katolików, co po katolicku swe życie wiodą jest jak na lekarstwo. Za to obrodzili wśród wiernych faryzeusze - zamordyści, tacy, co przede wszystkim bliźniemu podyktują jak ma żyć. Obrzydliwa rasa.

Koscioły w mojej okolicy (czyli Warszawie) sa w niedziele pełne, więc raczej nie widze zagrozenia dla praktyk religijnych ze strony mozliwsci zrobienia niedzielnych zakupów. Ludzie robia zakupy, a potem ida na msze. Albo na odwrót. Natomiast widze bardzo niebezpieczną tendencję, o której Pan napomknął: Kosciół usiłuje pokazać "waaadzę" poprzez zmuszanie do stosowania się do przykazań religijnych. Wczesniej zażądał bezwzględnego zakazu aborcji.

Kiedy biskupi się doigrają, nawet ONZ im nie pomoże

sprowadzają się po prostu do obrony świętego prawa do robienia tego czego się akurat chce bez chęci dostrzeżenia choćby przez moment ewentualnych skutków - to faktycznie najświętsze z praw. Ale sugestia nie ośmieszania się poprzez przedstawianie własnych poglądów jakoś mnie ubodła - nie nawykłam do tego poziomu dyskusji i nawet świadomość że autor wypowiedzi niewiele miał na myśli nie poprawia mi nastroju. Jeśli pisze to osoba wykształcona to jedynie żal polskiej inteligencji bo umiejętność rozmowy i dyskusji była kiedyś ceniona wśród tego grona. Widać teraz będziemy sobie usta zamykać i dyskredytować się nie podejmując żadnych polemik - pewnie można i tak. Sukcesów życzę.

Szanowna Pani się nie obraża za słowa krytyki, choćby i wyraziste. No jak się takie karkołomne tezy stawia to nic dziwnego, że ludziom stylistyka się grzeje.

Byłabym wdzięczna za podanie choć jednego poważnego negatywnego skutku robienia zakupów w niedziele. Tylko proszę nie przytaczać już swoich zalów na nieobecność meza w tym dniu. Proszę raczej poprosić go o zmiane pracy. Dyskusja z osoba, która jako argumenty przytacza albo swój osobisty dyskomfort, albo niepoważne dane wzięte z sufitu, jest, niestety, bez sensu, więc zegnam.

Na wstępie napiszę, iż nie znam osobiście pani kolorek79, ani sam nie posiadam krewnych pracujących w handlu. Owszem, pani kolorek79 walczy we własnej sprawie, ale przynajmniej otwarcie o tym pisze. Pani, Pani kalino16 robi to również, bo z Pani komentarzy jasno wynika, że Pani z kolei ma interes w tym, aby robić zakupy w niedzielę. Choć nie znam pani kolorek79, to mnie, na poziomie czystej ludzkiej przyzwoitości, również ubodła agresja w Pani odniesieniu do niej, a jako osoba postronna w tej dyskusji, zdecydowanie uważam, iż mało eleganckim poziomem własnych komentarzy nie zasłużyła Pani na prawo do krytykowania w ten sposób poziomu dyskursu innych osób. Co do Pani merytorycznego pytania, to nie znam żadnych studiów socjologicznych na ten temat, mogę jednak mówić z własnego doświadczenia. Przez 6 lat mieszkałem w Londynie w żydowskiej dzielnicy i obserwowałem, z jakim szacunkiem Żydzi podchodzą do szabatu. Imponowało mi też, jak w sobotę, w tak zamkniętym społeczeństwie, jakim jest społeczeństwo brytyjskie, w dzielnicy żydowskiej ludzie się odwiedzali, całe rodziny wspôlnie przechadzały się po parku i ogólnie dało się odczuć ducha wspólnoty, rzadko przeze mnie widzianego gdzie indziej. Pod wpływem tych doświadczeń, jako katolik, sam przestałem w niedzielę robić zakupy, prać, sprzątać czy prasować. Dzięki temu, szybko zauważyłem, że fajnie byłoby jakoś tą niedzielę zagospodarować, zacząłem więc znowu, po długiej przerwie, chodzić do muzeów i galerii, spotykać się ze znajomymi czy chociażby czytać Tygodnik. Ogólnie, szybko przełożyło się to bardzo pozytywnie na moją higienę psychiczną. Owszem, wymagało to pewnego planowania i dyscypliny, i na początku wiązało się z pewną niewygodą, ale korzyści szybko znacznie przeważyły niedogodności i dzisiaj nie zmieniłbym statusu niedzieli w moim życiu. Zgodzę się, że w tak katolickim kraju jak Polska, nie robienie zakupów w niedzielę powinno być przede wszystkim oczywistym odruchem konsumenckim i być może inicjatywa edukacyjna byłaby tu bardziej na miejscu niż inicjatywa ustawodawcza, z drugiej jednak strony zgadzam się z argumentem pani kolorek79, iż często przypisujemy prawu rolę kulturotwórczą, najpierw wprowadzając przepisy, licząc, że one wprowadzą zmianę zachowań. Nie trzeba się tu odwoływać do przykładów tak dramatycznych jak pedofilia, ale np. wysokie kary za jazdę po pijanemu są oczywistą próbą walki metodami prawnymi z niekorzystnym zjawiskiem społecznym i mało kto krytykuje to podejście. W dyskursie pod tym artykułem zapomniano trochę o tym, że wiele norm religijnych wzięło się przede wszystkim z potrzeby wzmacniania więzi społecznych, i myślę, że treść wielu innych z Dziesięciu Przykazań, poza trzecim, wskazuje na to w sposób nader oczywisty. Myślę, że takie było też podłoże wprowadzenia trzeciego przykazania. Również argument, że dzisiejsze społeczeństwo wymaga, aby część osób w nim pracowała w niedzielę, więc wszyscy powinni, po pierwsze trąci mi trochę bardzo polskim i przykrym osobistym rewanżyzmem (skoro ja pracuję w niedzielę, to niech inni nie mają lepiej), a, po drugie,na płaszczyźnie logicznej, jest trochę jakby powiedzieć, że skoro nie jesteśmy w stanie wyleczyć wszystkich odmian raka, to nie leczmy też np. zapalenia oskrzeli. Na koniec dodam, że kiedy zacząłem wprowadać moje nowe podejście do niedzieli to pracowałem po 60 do 80 godzin tygodniowo, często również w weekendy (nie miałem swoją drogą wtedy czasu, żeby tak jak Pani przy okazji wypisywać po kilka komentarzy pod jednym tekstem w gazecie, choć może Pani mimo swojej pracy 24/7 jest poprostu bardziej ode mnie wydajna) i szczególnie osobom tak zajętym polecam wygospodarowanie jednego dnia " świętego" w tygodniu. Naprawdę dobrze robi na samopoczucie i znacznie zmniejsza poziom agresji wobec bliźnich.

Poziomem agresji i prymitywizmu swojego komentarz sam Pan sobie wystawił świadectwo. A tak przy okazji, to gdyby zamiast przez pryzmat zaślepienia nienawiścią do duchownych, przeczytał Pan mój tekst z otwartym umysłem, zauważyłby Pan, że sugerowałem, iż być może inicjatywa edukacyjna byłaby lepsza, niż inicjatywa ustawodawcza, właśnie chcąc uszanować wolność wszystkich ludzi, również tak pełnych nienawiści do bliźniego jak Pan (bo widzę, że nie tylko do kleru, ale także i do Żydów i gejów, a lista pewnie jeszcze jest długa).

To cieszę się, że poprawiłem Panu humor, wolę działania konstruktywne od destruktywnych. Nie ma problemu, chętnie będę oceniany po jakości własnych tekstów, a jeśli Pańskie uprzedzenia są tylko rzekome, to lepiej dla Świata. Ufam, że da Pan w takim razie dowód swojej tolerancji czynami, a nie tylko słowem.

Pan(i) Kowalski(a) ma prawo sam decydować, kiedy zrobi zakupy, ale pan(i) Nowak musi być w pracy wtedy, gdy mu/jej każą i raczej wyboru nie ma. Proszę nie pisać, że zawsze można zmienić pracę.... Chociaż ja nie o tym chciałam pisać. Nie wiem, czy Państwo zauważyli, że zakaz handlu w niedzielę nie obejmowałby... sklepików z pamiątkami. A to się nazywa... hipokryzja.

No dobra, no to na dodatek zakaz pracy w niedzielę. Jakiejkolwiek. OK. I nakaz paciorka porannego i wieczornego. I sikamy na komendę. Jasne. Z Panem Bogiem.Do nosa. NEVER EVER.

Jest taka moda na klauzule sumienia, że jak się niby np. masażyście spiralka domaciczna u pacjentki nie podoba ze względów religijnych, to on wtedy, no nie wiem, może na przykład zgodnie z prawem jej tej spiralki nie masować czy jakoś tak. No więc skoro ci głęboko wierzący masażyści mają aż takie prawa, to ci pragnący koniecznie dzień święty święcić też je powinni mieć i ich prawo taką pracę w niedziele rzucić. TAK, MOŻNA ZMIENIAĆ PRACĘ - znikomy ułamek populacji pracuje w święta, a w handlu ledwie część tego ułamka. Chcesz święcić - droga wolna. A spiralki to ja mogę masować piątek świątek.

Szanowni Państwo,to nie są żarty. Polscy biskupi już od lat toczą wojnę hybrydową z naszymi swobodami i polską demokracją. +++ Najpierw było V przykazanie - no przecież oczywista sprawa sam p. Bóg potwierdził, a więc bach - aborcja i eutanazja na tapecie, in vitro na ozdobę (jakżeż intensywnie musi przy takich tematach pracować wyobraźnia tych scelibaciałych mędrców?..) Zgodny chór biskupich głosów, i równolegle z maryjnymi ikonami peregrynują po Polsce wystawki z krwawymi widoczkami z sal zabiegowych. +++ Teraz kolej na III przykazanie. No jakżeby inaczej, skoro sama Bozia itede, a do tego mąż jednej żony się skarżył, że nic z niej nie ma w niedzielę... Daję głowę, że w kolejce następna jest Szóstka, i biada cudzołożnikom/com (a może tylko -com?...) W końcu, do pioruna, każde przykazanie jest tak samo ważne i nie ma zmiłuj - przyjdzie pora na IX i postulat episkopatu monitorowania pożądliwości populacji, i karania kastracją za pożądanie żony bliźniego - tak, to też od p. Boga, jednakowoż pożądające mężów cudzych mogą spać spokojnie z woli Pana. Potem "...ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która jego jest." +++ I tak dalej, i tak dalej... Proszę bardzo, tylko niech mi nikt nie mówi, że to jest normalne, i że dla mojego dobra. +++ Co najmniej bp Ryś powinien tę gazetę czytać, więc na jego ręce (oczy?..) składam mój stanowczy apel: panowie biskupowie, odteologujcie się od prywatnego życia waszych owiec. Uprawiajcie sobie handel wymienny z rządzącą grupą kolesiów, to wam zawsze dobrze szło, ale nie wtykajcie swego konsekrowanego nosa do cudzego prosa. Zajmijcie się sobą i własnymi problemami, z pewnością macie ich niemało. Cierpliwość owczarni ma swoje granice.

Nasz owczarnia w swej masie jest ciemna i potulna. Prędzej pogna kłonicami Lemańskich i niż Rydzyków. Niestety:-(

;)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]