Skąd wiatr wieje

Mój drogi Piołunie,
Czyta się kilka minut

nie wolno Ci nigdy zapominać, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Oczywiście Nieprzyjaciel widzi to naiwnie – wspólnota, więź, braterstwo, miłość i długo by wymieniać jeszcze inne banialuki. Ale tak naprawdę to wyłącznie instynkt stadny; zwierzęca potrzeba bezpiecznego skrycia się w trzodzie. Mizerna istota ludzka jest w stanie poświęcić wiele, jeżeli nie wszystko – byle tylko nie wyjść przed szereg. Czyż nawet psychologia empirycznie już nie dowiodła, że konformizm należy do najpotężniejszych sił rządzących człeka egzystencją?

Dla diabła to nie lada gratka. Często korzystamy z tych skłonności, gdyż niezwykle są efektywne – minimum kosztów, maksimum zysków. A szczególnie skuteczne okazują się w Kościele, bo tam na dodatek pleni się fałszywie rozumiane posłuszeństwo i na opak interpretowana pokora. To już mieszanka wybuchowa. Najwyższa władza przekłada wajchę i już myślenie zmienia się o 180 stopni. Ileż uciechy miałem w minionych latach, gdy pytano, czy przeklęty Jan Paweł powinien ustąpić ze względu na chorobę. Cały chór katolickich publicystów znad Wisły grzmiał wówczas, że to absolutnie wykluczone; że nie schodzi się z krzyża; że nie wolno dopuścić do precedensu, co miałby fatalne skutki dla przyszłości Kościoła... Potem minęło kilka lat, ustąpił przeklęty Benedykt – i ci sami ludzie zapiali z zachwytu, że to przejaw odpowiedzialności i troski; że to gest piękny i głęboki. Kto zresztą wie – drogi Piołunie – czy wkrótce nie będziemy świadkami niezłego pasztetu. Jeżeli abdykuje przeklęty Franciszek i będziemy mieli trzech oberklechów – urzędującego i dwóch na emeryturze!

Liczne są zastępy tych, których życiowym powołaniem jest wyczuwać, skąd akurat zawiał wiatr… Potem łapie się ów wiatr w żagle i wypływa na szerokie wody! Lizusów, podnóżków, zauszników, totumfackich, łamistrajków nigdy, przenigdy nie zabraknie.

Jednak najpiękniejsze są chwile, gdy gra toczy się o wyższą stawkę – i trzeba zdecydować się na moralny sprzeciw, na protest wobec krzywdy, niesprawiedliwości, kłamstwa, głupoty czy przemocy. Podać się do dymisji, stracić stanowisko, apanaże, rzucić wyzwanie potężniejszemu. Ale ludziska z reguły milczą, oczy wlepiają w ziemię, ukradkiem raz po raz łypią na innych. No właśnie: co zrobią inni? I dlaczego nic nie robią? A może przesadzam? Może jestem nadwrażliwcem? Może tak naprawdę nic strasznego się nie stało? Ja rzucę los na stos, a reszta śmiać się będzie ze mnie w kułak. Gdyby inni też protestowali, coś by to może i dało. Ale samotny sprzeciw to donkiszoteria, rzucanie się z motyką na słońce. Absurd. Nie będę frajerem, nie dam się wykolegować, odstawić na boczny tor. Jasne, że trzeba być przyzwoitym, ale sam nic złego przecież nie uczyniłem. A wymagać od człowieka bohaterstwa? To byłoby nieludzkie.

Niedawno, drogi Piołunie, pilotowałem pewną sprawę. Śmierdzącą na kilometr sprawę, ale oczywiście nikt nie poczuwał się do winy. Sami bezbłędni i bezgrzeszni. Nikt nie miał sobie nic do zarzucenia. Zero odpowiedzialnych. Ale nie – zawsze znajdzie się jeden głupiec, co nad szambem nie umie przejść do porządku dziennego. Ględzi coś o sumieniu, patrzeniu w lustro. O tym, że innego wyjścia nie ma i żyć trzeba w zgodzie z samym sobą.

Jak zwykle chciałem odwieść szaleńca od radykalnych kroków, sięgnąłem więc po cały arsenał wypróbowanych argumentów, aż po najcięższy ich kaliber. W końcu szepnąłem do ucha: „Nikt cię nie zrozumie. Nikt nie poprze. Nie powie dobrego słowa. Zostaniesz sam. Sam jak palec”.

I wiesz, drogi Piołunie, co ów bezczelny człek mi odpowiedział? Że nie umiem liczyć. Bo na placu boju pozostanie on i jego sumienie. A to znaczy, że nie będzie sam.

Twój kochający stryj Krętacz

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2014