Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Siłaczka

Siłaczka

17.12.2012
Czyta się kilka minut
Był w moim życiu taki czas, kiedy zajmowałam się wyłącznie przekładem literackim – czy też raczej odwrotnie: to przekład literacki bez reszty zajmował mnie. Wypełniał moje dni, moje myśli i moje konto bankowe.
Ryszard Kapuściński Fot. Cato Lein
T

Taka niepodzielna hegemonia sztuki translatorskiej może nawet nie miałaby w sobie nic niezdrowego, gdyby owo „wypełnianie” odbywało się z jednakowym skutkiem na wszystkich trzech obszarach. Ujmując rzecz inaczej: był w moim życiu taki czas, kiedy non stop tłumaczyłam książki, natchniona i biedna jak mysz kościelna.

Po paru latach zmagań z ambitną literaturą obcojęzyczną w dosyć przyziemnym kontekście rodzimego kapitalizmu przyszło mi jednak w końcu skapitulować. Stało się nieodwracalne. Przyjęłam zlecenie na całą serię norweskich romansów kioskowych. Praca to obmierzła, ale doskonale płatna i na tyle prosta, że nie wymaga porzucenia Prawdziwej Literatury. Przygotowania były gruntowne: po pierwsze pseudonim, po drugie – ideologia.

Imienia i nazwiska na pseudonim użyczył mi pewien znajomy, który później z diabelskim błyskiem w oku rozdawał wszystkim egzemplarze autorskie, szczycąc się nie tyle nieoczekiwaną znajomością norweskiego, ile dość zaskakującym repertuarem translatorskim. Z ideologią musiałam jednak radzić sobie sama (ślęczysz trzy godziny dziennie nad najpodlejszą prozą, mózg ci wapnieje, wyczucie estetyki więdnie, przykładasz rękę do masowej produkcji chłamu, napędzasz wynaturzony rynek, ogłupiasz gospodynie i zgadzasz się na nieprzyzwoite poszerzanie pojęcia „literatura” – a wszystko to dla pieniędzy?). Żeby więc nieco uspokoić rozdygotane sumienie, obmyśliłam sobie misję – porządną misję pozytywistyczną z prawdziwego zdarzenia: a właśnie że wniosę ten kaganek, gdzie trzeba! Uzbrojona w bogaty warsztat tłumacza, z zapałem godnym lepszej sprawy poczęłam przekładać tak, aby przyszłe czytelniczki, nieświadome podstępu, z wypiekami na twarzy chłonęły nie tylko nordyckie historie miłosne, lecz przede wszystkim dobrą polszczyznę. Sypnął się zatem hojnie synonim, imiesłów współczesny, uprzedni, zakwitła melodyjna fraza...

I tak, uszczęśliwiona swym wkładem w rozwój narodu, współczesna Siłaczka godziła radośnie Colette i Dagermana z pracą u podstaw. Trwałoby to może i po dziś dzień, gdyby pewnego wieczoru w jej krakowskim mieszkaniu nie rozdzwonił się telefon... Odebrała, a po chwili zbladła: „Pani tłumaczenia odbiegają od normy, proszę coś z tym zrobić. Niech sobie pani zerknie do innych tomów z naszej serii”.

Każdy chyba musi przeżyć moment, gdy przestaje wierzyć w słonie. W tym miejscu jednak nie wypada mówić o utracie wiary, ponieważ wniosków z tej historii wyciągnąć można kilka, a Siłaczka nigdy nie była bohaterką jednoznacznie pozytywną. Teraz, po latach, przypuszczam, że w gruncie rzeczy chodzi w tym wszystkim o parę podstawowych kwestii, takich jak stosunek do czytelnika, wizja tego, czym jest literatura, i rola – nie misja – tłumacza. Mimo upływu czasu, który przeważnie niesie ze sobą przewartościowania, jedno od tamtej pory się nie zmieniło: nadal wierzę w Odbiorcę, toteż żadnego morału nie będzie. 

ANNA TOPCZEWSKA – ukończyła MISH w Warszawie, pracowała jako redaktor działów iberyjskiego i skandynawskiego w „Literaturze na Świecie”. Tłumaczy literaturę piękną z hiszpańskiego, francuskiego, szwedzkiego i norweskiego. Mieszka w Szwecji, gdzie pisze doktorat poświęcony prozie Roberta Bolaño.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]