Siłaczka

Dopiero ostatnio zrobiło się o niej głośno. A trudno sobie wyobrazić, gdzie bez niej byłby dziś polski Kościół, gdy chodzi o walkę z nadużyciami seksualnymi wobec małoletnich.

Reklama

Siłaczka

Siłaczka

14.09.2020
Czyta się kilka minut
Dopiero ostatnio zrobiło się o niej głośno. A trudno sobie wyobrazić, gdzie bez niej byłby dziś polski Kościół, gdy chodzi o walkę z nadużyciami seksualnymi wobec małoletnich.
Ewa Kusz, Tarnowskie Góry, 11 września 2020 r. ANNA WILK DLA „TP”
P

Po tygodniu było 13,2 tys. wejść. Żaden tekst na stronie Centrum Ochrony Dziecka nie cieszył się dotychczas taką popularnością. Nosi tytuł „Profilaktyka wykorzystywania seksualnego w Kościele katolickim”, a jego autorką jest Ewa Kusz, psycholożka, seksuolożka, zastępczyni dyrektora Centrum.

Pierwotnie ukazał się w specjalistycznym kwartalniku „Dziecko Krzywdzone. Teoria, badania, praktyka” wydawanym przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Ale sponsor wydania – Ministerstwo Sprawiedliwości – kazał go wycofać. „Fundusz Sprawiedliwości nie może zaakceptować go w takim kształcie z uwagi na znamiona tez, które równocześnie można zinterpretować jako wynikające z uprzedzenia, a zatem podpadające pod chrystianofobię” – napisał urzędnik.

Po szumie, jaki ta decyzja wywołała, ministerstwo ją cofnęło. Zaznaczono jednak, że „wiceminister Romanowski podziela krytyczną ocenę artykułu, który (...) powinien mieć charakter naukowej analizy, a nie tekstu publicystycznego”.

Na sprawę zareagowały instytucje naukowe. Komitet Psychologii PAN nazwał reakcję ministerstwa „przejawem cenzury represyjnej” oraz „rażącym naruszeniem artykułu 73 Konstytucji” chroniącego wolność badań naukowych. Natomiast Zarząd Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej przypomniał zasady merytorycznej polemiki w nauce.

Cenzorskie zakusy

– Skąd sukces czytelniczy obszernego naukowego tekstu?

Ewa Kusz: – Domyślam się, że zarzut chrystianofobii wzbudził zainteresowanie.

– A domyśla się Pani, która z przedstawionych tez „podpada pod chrystianofobię”?

– Wydawca wysłał do Ministerstwa Sprawiedliwości pismo z prośbą o wyjaśnienie, ale nie otrzymał odpowiedzi. Wysunięto trzy zarzuty: pierwszy dotyczył tego, że nie wzięłam pod uwagę różnic w systemach prawnych np. w krajach anglosaskich, w USA i w Polsce – odpowiadam, że artykuł nie dotyczył prawa. Drugi zarzut wypominał, że w zamieszczonej literaturze są odniesienia do artykułów medialnych. Rzeczywiście odnosiłam się m.in. do artykułów np. kard. Cupicha czy ks. Rossettiego, którzy są specjalistami w tej dziedzinie. A trzeci dotyczył owej „chrystianofobii”.

– Jedno zdanie w Pani artykule krytykuje władze, że nie podjęły odpowiednich działań w sprawie ochrony dzieci – może ono rozsierdziło urzędników?

– W jaki sposób krytyczna uwaga względem władzy ma stanowić wyraz uprzedzenia do Kościoła?

– Nie stanowi, ale polskich biskupów w swojej analizie Pani też nie oszczędza.

– Naprawdę nie wiem, na czym ma polegać rzekoma chrystianofobia.

– Czy takie działanie władz jest niebezpieczne?

– Tak. Po pierwsze jest to cenzura, a po drugie – reakcja niemerytoryczna.

– Koniec końców wiele osób zapoznało się z analizą przedstawiającą stan prewencji w Kościele.

– To plus.

Ewa Kusz pochodzi z Tarnowskich Gór, gdzie do dzisiaj mieszka. Z wykształcenia jest psycholożką, seksuolożką i terapeutką. Psychologię kończyła na KUL. Ukończyła też Studium Psychoterapii w Stowarzyszeniu Psychologów Chrześcijańskich oraz dwa studia podyplomowe: z seksuologii klinicznej na SWPS w Warszawie oraz z zarządzania zasobami ludzkimi na SGH. Ma za sobą dwa studia doktoranckie: z psychologii na KUL i na Wydziale Filozoficznym Akademii Ignatianum w Krakowie. Ale na obronę doktoratu nie starczyło już czasu. Jak mówi: – Było do wyboru albo przygotowanie realnych programów, albo praca naukowa.

To pierwsze okazało się dla niej bardziej pociągające. Wśród zainteresowań naukowych wymienia: wykorzystanie seksualne małoletnich przez osoby duchowne, profilaktykę wykorzystania seksualnego, terapię sprawców wykorzystania seksualnego, seksualność osób duchownych i osób konsekrowanych. Dwa dni w tygodniu prowadzi gabinet psychologiczny w Katowicach. Jest biegłym sądowym sądu okręgowego w Gliwicach.

Nie chce opowiadać o sobie: – Bycie w centrum uwagi nie służy pracy psychoterapeuty, a to jest moje główne zajęcie, z którego się utrzymuję.

Adam i Ewa

Poznali się w Rzymie: on był asystentem generała jezuitów ds. Europy Środkowej i Wschodniej (od 2003 do 2012 r.), ona przewodniczącą Światowej Konferencji Instytutów Świeckich (w latach 2004-08 i 2011-12), uczestniczyła też dwukrotnie jako audytorka w synodach biskupów (2008 i 2012). Oboje zainteresowali się kwestią wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele: on w związku z pracą w jezuickiej kurii, ona z racji prowadzenia gabinetu psychoterapeutycznego, do którego trafiają ofiary oraz sprawcy wykorzystania seksualnego, także księża. Gdy w lutym 2012 r. Papieski Uniwersytet Gregoriański zorganizował dla biskupów i przełożonych zakonnych z całego świata pierwszą ­konferencję poświęconą temu problemowi, oboje wzięli w niej udział.

Gdy o. Adam Żak wrócił do Polski, Ewa Kusz należała już do zespołu przygotowującego normy postępowania w przypadkach nadużyć seksualnych wobec nieletnich, które Benedykt XVI nakazał episkopatom opracować w liście ogłoszonym w maju 2011 r.

O. Żak: – Brała udział w posiedzeniu Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski, na którym dyskutowano wytyczne. Jej pomysłem było dodanie ważnych aneksów. To opóźniło prace, ale dobrze się stało, gdyż aneksy zawierają bardzo konkretne zalecenia, jeśli chodzi o pomoc ofiarom, przyjmowanie zgłoszeń i formację kleryków. Ówczesny sekretarz bp Polak zaprosił ją do grupy przygotowującej aneksy, a ona zarekomendowała z kolei mnie.


Czytaj także: Zanim dotknie się dna - rozmowa z Ewą Kusz


Tak o. Żak został wciągnięty w pracę na rzecz reform. W 2013 r. decyzją Konferencji Episkopatu Polski został koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Ks. Piotr Studnicki: – Pani Ewa zawsze stanowiła koncepcyjne zaplecze dla Adama. Adam bardzo polega na jej doświadczeniu i wiedzy. Trudno mi sobie wyobrazić, by bez niej mogło powstać Centrum Ochrony Dziecka.

Studnicki przez dwa lata był sekretarzem o. Żaka, a od 2019 r. kieruje biurem abp. Wojciecha Polaka jako delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży.

– Gdy w 2012 r. przy Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim powstało Centrum Ochrony Dziecka jako wyspecjalizowany ośrodek szkoleniowy, Ewa Kusz od razu mówiła, że takie centrum powinno też powstać w Polsce – mówi o. Żak.

Była zatem spiritus movens tej instytucji. Centrum zostało powołane przez władze Akademii Ignatianum w marcu 2014 r. Dyrektorem COD został o. Adam Żak, jego zastępczynią Ewa Kusz. Stało się ono źródłem pomysłów na reformę struktur kościelnych w dziedzinie ochrony dzieci, konkretnych programów oraz kuźnią kadr. Specjaliści COD przeszkolili do tej pory ok. 6 tys. osób w całej Polsce – księży, zakonników i zakonnic, formatorów seminariów, katechetów i osób pracujących z dziećmi.

– Ewa Kusz była odpowiedzialna za większość programów szkoleń – przyznaje dyrektor COD. – Jej autorskimi pomysłami były np. szkolenia dla delegatów diecezjalnych i duszpasterzy oddelegowanych specjalnie do kontaktu z ofiarami i przyjmowania zgłoszeń o nadużyciach. Jej pomysłem było też opracowanie polityk prewencyjnych w diecezjach czy zakonach. I to się udało zrobić. Ewa przekonała biskupów, żeby przeprowadzić we wszystkich metropoliach intensywne szkolenie związane z wprowadzaniem programów prewencyjnych.

Święta cierpliwość

Jezuita tak charakteryzuje współpracowniczkę: – Jest dynamiczna i bardzo skuteczna. Jeżeli do jakiejś idei jest przekonana, nie spocznie, dopóki jej nie wcieli w życie. Przydają jej się podyplomowe studia z zarządzania zasobami ludzkimi i doświadczenie menadżerskie. Kompetencje to jej siła.

Czy o coś się spierają?

– Czasem mamy różne zdania. Ostatnio co do tego, jak szybko trzeba było reagować po filmie Sekielskich. Ja uważałem, że trzeba działać szybko.

W pracy nad reformowaniem Kościoła Ewa Kusz zachowuje zimną krew i okazuje świętą cierpliwość. – Duża wiedza prowadzi do wytrwałości i do świadomości, że zmiany mentalnościowe nie zachodzą z dnia na dzień – mówi o. Żak. – Nie wystarczy do pewnych zmian przekonać biskupich delegatów. Oni muszą jeszcze przekonać swoich przełożonych.

O. Żak, pytany, jak Ewa Kusz zareagowała na informację, że jej tekst został zdjęty, odpowiada: – Zdziwieniem. Trzeba wielkiej wyobraźni, żeby przypisać jej fobię. To zarzut zupełnie wydumany. Jednak zaniepokoiło nas przede wszystkim to, że wraca cenzura. Myśleliśmy, że „urząd kontroli prasy” to bezpowrotna przeszłość. Nie miałem wątpliwości, żeby ten tekst natychmiast opublikować na stronie COD w porozumieniu z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę.

A zarzut „publicystyki”?

– Artykuł jest przeglądowy, odnosi się do rzeczywistości, która powstaje. Siłą rzeczy ma aktualny charakter. Ale jest to analiza oparta na solidnych kryteriach – z natury krytyczna. Paradoksalnie w jednej z recenzji redakcyjnych pojawił się zarzut, że artykuł jest pisany za bardzo „z pozycji katolickich” – odpowiada dyrektor COD.

Niewygodna diagnoza

Reagując na artykuł Kusz władza polityczna uznała, że ma prawo oceniania, co jest dla chrześcijaństwa dobre, a co nie. „Jeśli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, do czego prowadzi sytuacja, którą nazywam trwałym konkubinatem kierownictwa Konferencji Episkopatu Polski z rządem Prawa i Sprawiedliwości, to dzięki najnowszym działaniom Ministerstwa Sprawiedliwości może się o tym naocznie przekonać. Rząd staje się bardziej katolicki od papieża, a Kościół traci wiarygodność” – komentował naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski.

Tekst rzeczywiście stawia krytyczną diagnozę. „Rozczarowujące jest dotychczasowe podejście episkopatu, które wskazuje na brak wizji i na brak wspólnej zdecydowanej woli zaangażowania się w długofalowe budowanie spójnego systemu prewencji. Potwierdzają to niestety działania podjęte w pośpiechu w reakcji na dokument braci Sekielskich. Te działania nie zastąpią organicznego planowania gwarantującego tworzenie bezpiecznego środowiska dla osób małoletnich i bezradnych w polskim Kościele i w społeczeństwie”.


Czytaj także: Gdzie my jesteśmy - rozmowa z Martą Titaniec


Ewa Kusz zastrzega, że tekst był pisany pół roku temu. Dzisiaj sytuacja jest o tyle lepsza, że na ostatnim zebraniu plenarnym KEP biskupi docenili pracę Centrum i rekomendowali, żeby powołana w zeszłym roku Fundacja św. Józefa finansowała jego działania. – To daje większe szanse na stworzenie całościowego programu działań prewencyjnych – komentuje Kusz.

– Do tej pory musieliśmy dużą część energii poświęcać na szukanie sponsorów. Taka instytucja jak COD nie może żyć tylko z grantów, bo brak stałego finansowania zagraża ciągłości funkcjonowania – dopowiada o. Żak.

Całościowy program, zdaniem Ewy Kusz, powinien zaczynać się od prewencji interwencyjnej, czyli działań, gdy wykorzystanie już nastąpiło, a więc odpowiednich procedur zgłaszania, które już w Kościele istnieją, ale nie zawsze jeszcze działają empatycznie, oraz pomocy ofiarom wykorzystania. Bazą wszelkich działań powinna z kolei być prewencja uniwersalna stwarzająca bezpieczne środowisko dla dzieci i zapobiegająca wykorzystaniu. Tu ważna jest współpraca całego społeczeństwa – chodzi np. o uwrażliwianie rodziców, nauczycieli, wychowawców. Tego nie da się robić bez koordynowania działań z władzą. W Polsce taka współpraca jest w powijakach – w przeciwieństwie np. do naszych zachodnich sąsiadów.

– Niemcy to, o ile wiem, jedyny kraj, w którym od początku uświadomienia sobie problemu wykorzystywania seksualnego w Kościele zorganizowano okrągły stół, przy którym zasiedli przedstawiciele Kościołów katolickiego i ewangelickiego, rządu i organizacji społecznych oraz specjaliści. Właśnie po to, by opracować całościowy system odpowiedzi na problem społeczny, czyli system prewencji. Kościół katolicki od początku też zobowiązał się finansować prewencję w swoich szeregach – mówi Ewa Kusz.

Mozolna droga

Miała udział w redakcji aneksów do wytycznych. Potem razem z o. Żakiem przekonywała przełożonych kościelnych do konieczności mianowania w diecezjach i zakonach delegatów przygotowanych do przyjmowania zgłoszeń oraz duszpasterzy zajmujących się opieką nad ofiarami. Byli oni sukcesywnie szkoleni przez COD. Obecnie odbywa się szkolenie kadr, które są przygotowywane do tworzenia szczegółowych programów prewencji w diecezjach i zakonach, i które będą czuwały nad ich wdrażaniem.

Kusz w artykule podaje, że pierwsze dwa trzysemestralne kursy ukończyło już ponad 40 osób, a na trzecim kursie studiują 32 osoby. Prawie wszystkie diecezje i liczne zakony mają już opracowane systemy prewencji, niektóre z kodeksami zachowań. Inną sprawą jest, czy i jak te normy są wdrażane.

– Najłatwiej jest napisać dokument, którym się potem można chwalić – zauważa Kusz. – Żeby jednak rzeczywista prewencja zaczęła funkcjonować na samym dole, czyli w parafiach i w poszczególnych wspólnotach, potrzeba wiele czasu i licznych działań.

Ale przede wszystkim woli. W Kościele nie jest badane zjawisko wykorzystania seksualnego, nie są ewaluowane programy prewencyjne, trudno zebrać podstawowe dane statystyczne, które mówiłyby o skali problemu. Bez tego działania muszą być chaotyczne. Widać dużą inercję instytucji w podejmowaniu systemowych decyzji. Artykuł wskazuje na niedomogi: „Brak jest badań teoretycznych, analizy instytucjonalnych czynników ryzyka, przygotowania schematów szkoleń dla różnych grup, superwizowania i monitorowania całej pracy profilaktycznej”.

Ewa Kusz: – Jestem typową Ślązaczką, której działanie spontaniczne niespecjalnie się podoba. W różnych miejscach podejmuje się różne inicjatywy. Podejście systemowe ciągle jest rzadkie. Uważam, że przełom wciąż przed nami. Nastąpi, gdy podejmiemy działania systemowe, nie tylko w Kościele, ale w ogóle w społeczeństwie. Całościowe podejście to działania interwencyjne, czyli gdy krzywda się wydarzyła, i zapobiegawcze, czyli chroniące przed krzywdą. Jest to praca z ofiarą i z potencjalną ofiarą; ze sprawcą i z potencjalnym sprawcą oraz z systemem. Takiego podejścia o weryfikowanej skuteczności jeszcze u nas nie ma.

I znów pomarzyć można, patrząc na Kościół katolicki w Niemczech. Wyasygnowano tam pół miliona euro jako fundusz początkowy na stworzenie systemu prewencji. Na zlecenie biskupów powstał też raport o skali i przyczynach zjawiska wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży sporządzony przez niezależne akademickie instytucje.

– Przemyśleć problem pedofilii powinni także teologowie – przekonuje Kusz. – Co takiego jest w rozumieniu i przeżywaniu wiary u sprawców, że potrafią usprawiedliwić krzywdzenie dziecka? Dlaczego ich przełożeni oraz wspólnota Kościoła bardziej są zatroskani o swój zewnętrzny obraz niż o dobro człowieka skrzywdzonego? Potrafię wyjaśnić takie zachowanie od strony psychologicznej, ale przecież pozostają pytania np. o formację, o rozumienie święceń, władzy w Kościele i wiele innych kwestii należących do teologii.


Czytaj także: Pytajcie biskupów - rozmowa z o. Adamem Żakiem


Kuleje również formacja do dojrzałego przeżywania własnej seksualności. Ewa Kusz zauważa, że w niektórych seminariach pojawiają się takie tematy i zajęcia. Ale zaraz dodaje, że ważniejsza od wykładów i wiedzy jest atmosfera, która pozwala podzielić się własnymi problemami z wychowawcami, przygotowanymi profesjonalnie, by mogli pomóc zgłaszającym problemy klerykom. – Gdy bada się sprawców przestępstw seksualnych, wielu z nich w momencie wstąpienia do seminarium, a jeszcze bardziej w momencie przyjęcia święceń, przestawało mieć kontakt ze swoją seksualnością. Skutek był taki, że tracili nad nią kontrolę i to ona zaczynała nimi kierować.

Inercja i upór

Ostatnio coraz szybciej wydłuża się lista biskupów odpowiedzialnych za tuszowanie przypadków pedofilii w Polsce. Inercja instytucji, z którą od co najmniej ośmiu lat zmagają się o. Adam Żak i Ewa Kusz, ma być może konkretny powód: lęk przed odpowiedzialnością. Czy jest możliwe superwizowanie biskupów? Kusz odpowiada, że to pytanie do teologów.

Trudno przecenić rolę Ewy Kusz w przemianach dokonujących się w Kościele w Polsce. Trudno wyobrazić sobie, gdzie bylibyśmy w tej chwili, gdyby nie rozpoczęła w 2012 r. współpracy z o. Adamem Żakiem. I to wszystko dokonała „przy okazji” pracy zawodowej – jej głównego zajęcia.

Gdy podczas debaty zorganizowanej przez Deon.pl w marcu 2019 r., na którą oboje zostali zaproszeni, o. Żak zbierał podziękowania za wszystko, co robi dla sprawy ofiar w Kościele, odpowiedział wskazując na Ewę Kusz: „Nie robię tego sam – po drugiej stronie stołu siedzi osoba, która ma najwięcej pomysłów, a ja czasem z trudem je realizuję”. ©℗


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ten artykuł opublikowany w czasie, gdy władca Polski łamie kręgosłupy „małych” koalicjantów potwierdza, że nasza (Polaków) przyszłość staje się zależna od jedynego, nieomylnego i wszechmogącego władcy Prezesa. Cenzura - słowo nie znane pokoleniu urodzonemu po powstaniu Solidarności, jak i nie znana mu jest sama Solidarność, która obalała cenzurę ówczesnej władzy monopartyjnej (też z małymi koalicjantami). Wtedy jednak Katolicki Kościół w Polsce był niezależny od władzy, mimo, że władza chciała nim kierować i robiła dużo aby uzależniać lud katolicki od swojej swawoli. Ówcześni hierarchowie Kościoła Katolickiego w Polsce byli jednak niezależni i w większości nieposłuszni władzy, co powodowało, że nie mogli mieć większości przywilejów (zwłaszcza materialnych) jakie mają obecni hierarchowie. Skala pedofilii księży z tamtego przedsolidarnościowego okresu nie jest mi znana, bo nawet nie wiem, czy była/jest badana, dlatego nie mam porównania z tym, co obecnie jest publikowane. Wyraźnie widać, że obecni hierarchowie Kościoła Katolickiego w Polsce dali się przekupić władzy świeckiej i mamonie. Co gorsza, wtórują tej władzy w ogłupianiu polskiego społeczeństwa. Po 4 czerwca 1989 r. miałem nadzieję, że odbudujemy państwo polskie z ustrojem demokratycznym i gospodarce rynkowej szanujące obywateli i należne im swobody, w tym wolność słowa, religii i poglądów. Wydawało mi się wówczas, że many szansę, bo mądrych ludzi nie brakowało w Polsce (mimo potężnej emigracji). Do głosu doszli jednak polityczni cwaniacy, którym udało się przekonać lud, że można mieć mamonę nez wysiłku, a wystarczy wybrać i popierać władzę, która im to zagwarantuje. I tak się od kilku lat dzieje w Polsce. Ta władza ma swoją (naszą, bo my ją opłacamy) telewizję publiczną i radio, ma swój (nasz) aparat policyjny, ma swoją prokuraturę i niedługo będzie mieć swoje sądy, swoje wszystkie media i wszystko wskazuje na to, że swój Kościół Katolicki. Teraz toczy się jeszcze batalia o zupełną bezkarność władców i ich rodzin. Autor artykułu i zacne osoby przez niego prezentowane - to ostatni Mohikanie, którzy usiłują walczyć o opamiętanie się naszego katolickiego społeczeństwa. Czy im się uda? Ja starzejący się polski katolik ze Śląska coraz bardziej w to wątpię.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]