Interesy rodziców i dzieci nie są do końca zbieżne. Dla każdego dziecka byłoby najlepiej, gdyby to jemu (kosztem rodzeństwa) rodzice przeznaczali najwięcej zasobów – zwłaszcza w dzieciństwie, gdy szybki wzrost oznacza większe szanse na przetrwanie. Dlatego u dzieci wyewoluowały sygnały domagania się jedzenia, które mogą niezbyt uczciwie oddawać to, jak faktycznie są one głodne. W naturze zasoby rodziców zawsze są jednak ograniczone i muszą oni wybierać, komu je przydzielać, by maksymalizować szansę na zwrot z inwestycji – w postaci wnuków.
Zespół Keitha Bowersa opisał w „Animal Cognition”, jak kalkulują rodzice u bursztynki (na zdjęciu), niewielkiego ptaka występującego w Amerykach. Preferują one dokarmianie najsłabszych dzieci. Co ciekawe, te większe i silniejsze czasem altruistycznie powstrzymują się od proszenia o jedzenie. Sytuacja się zmienia, gdy potomstwa w lęgu jest mało – wtedy rodzice zdają się stawiać wszystko na jedną kartę i najlepiej traktują te najbardziej wyrośnięte i rokujące na przyszłość młode. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















