Bezwzględny księgowy

Ewolucja nie polega na „walce o byt”, majsterkowaniu „ślepego zegarmistrza” czy rywalizacji „samolubnych genów”. Jej istotę najlepiej okazuje się wyjaśniać język... ekonomii.

Reklama

Bezwzględny księgowy

Bezwzględny księgowy

09.12.2019
Czyta się kilka minut
Ewolucja nie polega na „walce o byt”, majsterkowaniu „ślepego zegarmistrza” czy rywalizacji „samolubnych genów”. Jej istotę najlepiej okazuje się wyjaśniać język... ekonomii.
Dżelady, jak na małpy przystało, troszczą się o swoje inwestycje rodzicielskie. Sebastian Gollnow / AP / EAST NEWS
D

Dobór naturalny jest głównym bohaterem dzieła Karola Darwina „O powstawaniu gatunków” z 1859 r. Nie jest to bohater całkowicie oryginalny. Kilkadziesiąt lat wcześniej Thomas Malthus przedstawił w „Prawie ludności” niepokojącą koncepcję. Ogłosił, że liczba ludności rośnie znacznie szybciej, niż poprawiają się nasze możliwości produkcji pożywienia. Oczywiście od czasu do czasu zachodzi jakaś epidemia albo wybucha wojna, które chwilowo zmniejszają liczbę żołądków do wykarmienia, ale długofalowe konsekwencje tej prawidłowości, przekonywał Malthus, muszą być opłakane. Niedobór zasobów, nędza i walka o przetrwanie, której towarzyszy całkowity upadek zasad moralnych. U progu nadchodzącej wówczas epoki wiktoriańskiej musiała to być wizja absolutnie przerażająca.

Darwin, jak sam przyznał, rozciągnął koncepcję Malthusa na całą przyrodę. Rozumował mniej więcej tak. Ilość zasobów w...

20065

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ciekawe spojrzenie i nader trafna metafora. Słówko jeszcze tylko, o zwycięzcach, z czasów, gdy ostatni wspólni przodkowie ludzi i szympansów, gdzieś - najprawdopodobniej w Afryce - wiedli sobie spokojne, małpie życie, rywalizując, zgodnie z opisanymi w artykule mechanizmami. Ten, który pierwszy zszedł z drzewa, próbując przeżyć na znacznie bardziej niebezpiecznej sawannie, nie był raczej wodzem i szefem stada, z którego się wywodził. Bardziej prawdopodobne, że był outsiderem, szukającym swojej szansy poza zastaną strukturą (tak zwykle postępuje kolonizacja nowych obszarów). To on dał początek linii wyłysiałych dwunogów, o słabych pazurach, której jesteśmy przedstawicielami. Cappo di tutti cappi doglądał, zapewne, w tym czasie, haremu doborowych samic, pielęgnujących jego lśniące futro (czy innych atrybutów prestiżu, będących "na topie" w tym czasie). Różnie to, zatem bywa ze "zwyciężaniem", a reguły wyścigu potrafią zaskakiwać swą złożonością. Zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej.

@koniec_gadania w piątek, 13.12.2019, 20:54. Sam początku nie dał. Musiał przypadkiem trafić gdzieś niedaleko na podobną sobie indywidualistkę. Jak Kain, który po zabójstwie jedynego brata odłączył się od reszty ludzkości i zamieszkał na wschód od Edenu, gdzie zbliżył się do swej żony i zbudował miasto. Jakieś trzydzieści, czterdzieści lat temu wydawało się, że zagadnienie antropogenezy wkrótce uda się rozwiązać w sposób ścisły i pewny dzięki genetyce i biologii molekularnej, które raz na zawsze rozwieją wątpliwości, jakie zawsze towarzyszyły spekulacjom paleontologów. Dało to początek nowym wersjom starych mitów. O pierwszych rodzicach, spokrewnionych w I stopniu w linii prostej, jak biblijni pierwsi ludzie musieli być spokrewnieni między sobą, o mitochondrialnej Ewie, o afrykańskim raju, który opuściliśmy stosunkowo niedawno, chociaż może niekoniecznie 5778 lat temu. Te narracje (słowo nadużywane, ale tutaj pasuje) stały się częścią kultury popularnej, co gwarantuje im jeszcze długi żywot. Naukowcy jednak znów skomplikowali i zaciemnili obraz nowymi odkryciami i hipotezami, które wprawdzie nie urzekają szlachetną prostotą i pięknem, ale lepiej wyjaśniają drobne niespójności w materiale dowodowym. Wiedzieć, że się czegoś nie wie, to jednak większa wiedza niż złudne poczucia posiadania prawdy ostatecznej i niezmiennej.

Co zrobić z osobnikami, które nie chcą się rozmnażać? A może wśród zwierząt nie ma dylematu "rodzić czy nie rodzić". Może to tylko nasza przypadłość. Jeszcze jeden zamach " kultury" na "naturę". Ekonomiczne wyjaśnienie decyzji o bezdzietności tylko pozornie wydaje się proste.

@miloszwaligorski w niedziela, 15.12.2019, 08:14. Ba! Jeśli człowiek jest zwierzęciem, a tym samym częścią natury, to kulturę można rozumieć tylko jako naturalny modus funkcjonowania naszego gatunku. Stworzony oczywiście drogą ewolucji biologicznej, bo jakżeby inaczej? Przynajmniej w podstawowym zakresie, który być może, a nawet z dużym prawdopodobieństwem dzielimy z innymi gatunkami królestwa zwierząt. Tyle że bardzo trudno jest zbudować na ten temat sensowną opowieść, bo gołym okiem widzimy (a patrzenie przez szkiełko uczonego niewiele tu zmienia), że historia ludzka jest czymś zupełnie niepodobnym do tzw. historii naturalnej, a opisywane tu i ówdzie nie-ludzkie odpowiedniki transmisji kulturowej ujdą tylko jako blade analogie, żałośnie nieliczne i funkcjonujące we wzajemnej izolacji. Btw, Dawkins, jako jedyny z przywołanych przez Autora uczonych, wydaje się naprawdę zafrasowany problemem teleologii, czyli wartości metafor takich, jak "troska o dobro gatunku". Inni tłumaczą ten epifenomen dość ogólnie i z pominięciem niepasujących elementów. A jak jeszcze włącza się "narracja" ekologiczna i trzeba przypisać elementom ekosystemu troskę o jego całość... Przy okazji chciałbym zapytać Autora, czy prezentacja pomysłów Dawkinsa przypadkowo czy też celowo jest w odwrotnej kolejności? Tak jakby Dawkins za pomocą hipotezy samolubnego genu odpowiadał na pytanie: jak działa ślepy zegarmistrz? Tymczasem on najpierw opublikował "Samolubny gen", już w tytule radykalnie eliminując wszelką teleologię, a dopiero o dekadę później "Ślepego zegarmistrza", gdzie trochę jakby ją przywraca. Bo że nasz nieinteligentny bohater „nie patrzy wprzód, nie planuje konsekwencji i nie ma celu” to jeszcze rozumiem, ale dlaczego on w ogóle coś robi i to akurat zegarki? ;)

wystarczy przestać się czepiać wtłoczonej do głowy na siłę infantylnej opowieści o Bogu-stworzycielu, aby zacząć pojmować Darwina, Dawkinsa itede - Pan spróbuje, będzie Panu lżej

odpowiadając: o tyle celowo, że tak mi bardziej kompozycyjnie pasowało. Na dalsze pytanie sam Dawkins odpowiada - we "Wspinaczce na szczyt nieprawdopodobieństwa"

@lukaszkwiatek w poniedziałek, 16.12.2019, 09:39. Dziękuję za odpowiedź. "Wspinaczka" też wydaje się kompozycyjnie pasować przed "Samolubnym genem" ;) Jak zapewnia wydawca, "wędrówka, na którą zaprasza nas wielki gawędziarz - Richard Dawkins - prowadzi ku najwspanialszym osiągnięciom ewolucji. Rozwiązaniom tak doskonałym, że aż trudno uwierzyć, iż mogły powstać same [...]. A jednak - [...] w istnieniu oka czy ptasich skrzydeł nie ma nic niezwykłego. Dowodzi tego choćby łatwość, z jaką podobne rozwiązania pojawiły się dziesiątki razy w królestwie zwierząt zupełnie od siebie niezależne". I zgodnie z obietnicą mamy dziesięć gawęd z różnymi przykładami stopniowego powstawania niewiarygodnie skomplikowanych struktur z czegoś bardzo prostego. 180 lat po Millu problemów z indukcją enumeracyjną niezupełną tłumaczyć nie trzeba, ale chciałbym zwrócić uwagę na ciekawe założenia ukryte w tytule. Dla Dawkinsa ewolucja jest nieodwracalnym procesem postępu od prostoty ku złożoności, od niedoskonałości do doskonałości, z dolin ku szczytom (po łagodnych zboczach). Oczywista oczywistość? A pomyślmy o ewolucji, którą zajmuje się astrofizyka i kosmologia. O ile życie należy do wszechświata fizycznego, to ewolucja biologiczna musi być konsekwencją, czy - lepiej - fragmentem tamtej, a tymczasem myślimy o nich jak o dwóch różnych rzeczywistościach. No dobrze, różnych porządkach rzeczywistości. Zadziwiające przy tym, że szczyt jest jeden i taki malutki, zlokalizowany na naszej marnej planetce. I że jesteśmy nim akurat my.

@eddiepolo w poniedziałek, 16.12.2019, 06:15. Dzięki za rady, mimo że nieproszone. Nie jest mi jakoś ciężko, a jeśli bywało kiedyś lub będzie w przyszłości, to bez związku z Darwinem, Dawkinsem itede. Nie widzę też potrzeby uwalniania się od czegokolwiek, chociaż gdyby przestały się na tym forum pojawiać agresywne i głupie wypowiedzi, to nie zatęsknię. Cztery minuty... Amazing! To jeszcze jedno pytanie do red. Kwiatka: czy są jakieś hipotezy na temat takich automatycznych, a przy tym złożonych reakcji, jak napisanie komentarza przez Eddiepolo? Przecież musi kryć się za tym jakiś mechanizm adaptacyjny, nie?

dziękuję serdecznie za życzliwą uwagę - ośmielę się dodać, że jak koń, co całe życie w chomącie chodzi i wóz ciągnie, tak i człowiek nie zdaje sobie sprawy co znaczy wolność póki jej nie doświadczy - wszystkiego najlepszego zatem z tej najbardziej idiotycznej okazji do plemiennej głupawki zwanej "Nowym Rokiem" Sz. Panu życzę, a światu i wszystkim ludziom dobrej woli w 2020 uwolnienia od toruńskiej z a r a z y i wawelskiego ć w o k a ㋡

Bardzo pięknie, ale po co to wszystko. Wiemy już dziś, że „życie” to nie fenomen naszej planety, w związku z tym należy na sprawy patrzeć z szerszej perspektywy. Jak olbrzymia jest ta perspektywa nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. A gdybyśmy byli czymś w rodzaju nośnikiem danych, który zaprogramowano na dostosowywanie się do korzystania z energii dostępnej w konkretnym miejscu? Być może jesteśmy zapasowymi bazami danych, informacji zapisanych w formach samoodnawiających się. Nie sugeruje, że dzieje się to za sprawą UFO, czy innych wyżej rozwiniętych kosmicznych cywilizacji. Wszechświat jest dla nas zagadką i zapewne istnieją w nim mechanizmy kierujące tym całym bajzlem, będące jakoś uporządkowane, taki boski pierwiastek. Człowiek odkąd zaczął się nudzić, wymyśla przedziwne teorie, religie i sensy istnienia.Większość teorii ogranicza się do pełnego brzucha i rozmnażania się. Ten model jest dostępny dla każdego, jednak jednostki wybitne nie poprzestają na tym, kombinują jak owo główkowanie zamienić na własny zysk, korzyść. Wciskają nam najprzeróżniejsze modele, wizje, objawienia. Dla szarego zjadacza chleba niewiele z tego wynika, ale jest zajęcie i zabawa przy tym. Mam taką propozycję. Ostatnio modne wieszczenie końca świata jest i to za sprawą naszej ludzkiej pazerności. Jedni z tego kpią, inni po nocach spać nie mogą i ostatni włos na swej głowie wyrywają. Jest milion propozycji jak uratować ten nasz biedny świat, ale czy ma to jakikolwiek sens.Czy jesteśmy w stanie ten świat zniszczyć? Ot takie głupkowate kombinowanie - niema nas, zginie świat. Doprowadzamy do nuklearnego kataklizmu, albo uderza w Ziemię meteoryt, życie na kilka tysięcy lat zamiera, a tu gdzieś w najbardziej nieoczekiwanym miejscu przetrwała kopia „życia”, może nawet przyleciała meteorytem z odległych galaktyk i zaczyna się jazda od nowa. Byłoby fajnie gdyby nam udało się odkryć, w zalewie tych wszystkich teorii, tę która dawałaby nam jakąś szanse na ocalenie własnego tyłka przed własną głupotą, bo podejrzewam, że ona jest też zaprogramowana, niezależna i samorządna, jak ta nasza „Solidarność”

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]