Rzeka i wahadło

Oczywiście tam pojechałem. Mimo wieloletnich kpin z literaturoznawczego zabobonu, który głosi słowami Goethego, że „kto poetę chce zrozumieć, musi pojechać do jego kraju”.
Czyta się kilka minut
Ryszard Koziołek /
Ryszard Koziołek /

Nie tylko że pojechałem, ale z nosem przy ziemi tropiłem Jego świeże i stare ślady. Budynek zamknięty, żadnych turystów. Miejscowych też nie, jako że była niedziela, więc trzydziestu z trzydziestu pięciu mieszkańców Szetejń przebywało pewnie na mszy w Świętobrości.

Obwąchałem park, wyschłe sadzawki, pustą przestrzeń po rodzinnym domu, dęby pamiątkowe. Wszystko uważnie, ale szybko, bo przyjechałem tam dla rzeki. Odwiedzając ją po latach mówił, że jest mniejsza. Zeszliśmy zboczem w dół, ku linii drzew, gęstych krzaków i trzcin. Wkrótce odłączyła się ścieżka i powiodła nas na brzeg.

Była pełna i głęboka. Tyle dostrzegłem, resztę już u Niego przeczytałem, nie widziałem więc wody, ale płynny czas. Tak skutecznie oplótł ją swoimi wierszami; zapuścił w jej toń sieci słów, że nie sposób zobaczyć rzeki innej niż przez niego opisana. Wtedy ją zauważyłem. Wisiała przywiązana grubą liną do konara olchy rosnącej na brzegu. Prymitywna huśtawka, kawał drąga do siadania okrakiem. Zwisała nad taflą wody bez najmniejszego drgnienia, niczym wahadło nieruchomego zegara. Z brzegu nie sposób było na niej usiąść ani nawet sięgnąć po nią, bo też nie do huśtania służyła. Od drąga zwisał cieńszy kawał sznurka, aby można było wciągnąć ją na wyższe piętro brzegu, stanąć w zagłębieniu korzenia olchy, chwycić oburącz kij, pozwolić, aby wahadło wyniosło cię ponad lustro wody, a w najwyższym punkcie wypuścić je z rąk i spaść z wysokości kilku metrów w środek rzeki.

Miałem takie samo urządzenie dawno, kiedyś, nad Jasieniczanką, i teraz znów chciałem to poczuć. Wahałem się jednak – było wysoko, nie znałem dobrze dna ani swojego ciała. Dylematy przerwał mi dźwięk motocykla z drugiego brzegu. Tam mieszkali Litwini – mówił o nim Miłosz. Teraz żyją na obu, więc po chwili dźwięk przeniósł się na naszą stronę. Minęli nas na dychawicznej WFM-ce bez rejestracji. Dwóch nastoletnich chłopaków w kąpielówkach. Przegazowali silnik przed wyłączeniem, oparli motor o drzewo, zrzucili buty i jeden po drugim skoczyli z wahadła do wody.

Tak, oni mogli być wolni od jego słów. To ich rzeka, ich wahadło, ich krótki czas na przecięcie jej nurtu. Wkrótce jednak także ją stracą, razem z bezwiednym przeżyciem beztroskiej kąpieli. Zmysły każą ich umysłom zapamiętać to przyjemne doświadczenie, które odtąd przez resztę życia będzie domagało się wypowiedzenia. Kto wie, może jednemu się uda i znów na brzegu tej rzeki, „gdzieś tam daleko poeta się rodzi”. ©


CZYTAJ TAKŻE:

Tekst Grzegorza Wysockiego o szaleństwie Ryszarda Koziołka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2016