Rzeczpospolita – płacić!

Każdy Polak, który z tego czy innego powodu znalazł się w niebezpiecznym miejscu świata, ma prawo liczyć na pomoc, i to bez względu na koszty, jakie ona ze sobą niesie" - takie upomnienie "polskich władz" znalazłam w ostatnim "Tygodniku". Tydzień wcześniej padło na tych łamach stwierdzenie o wiele bardziej kategoryczne: że państwo polskie "nie zagwarantowało swoim obywatelom podstawowego prawa człowieka do życia i bezpieczeństwa" (to w związku ze zbrodnią porwania i morderstwa sprzed siedmiu lat). Tym samym - pisze autor - państwo "do pewnego stopnia podważyło racje swego istnienia (...). Takie państwo nie tylko jawić się może jako źle wykonujące swoje obowiązki, ale takie, które traci prawo (...) do rządzenia".
Czyta się kilka minut

W tym nurcie filozofii stosunków państwo-obywatel tylko jedna strona ma powinności, i to wręcz żelazne, a druga tylko roszczenia, i to o bezwzględnej mocy moralnej. Filozofia ta od dawna staje się coraz bardziej popularna i wręcz krzewiona, w mediach zwłaszcza, gdzie do rangi najważniejszego zagadnienia o państwowym znaczeniu podnoszone jest tylko nieustanne rozliczanie: państwa - i zawsze państwa, czy chodzi o jednego urzędnika lokalnego, czy o boleśnie złe działanie systemu.

Jeszcze do niedawna mogło się to udawać. Rzeczpospolita wciąż była pozywana, także i nie za swoje powinności. Wystawiano jej przecie rachunki za krzywdy autorstwa obcych sprawców i obcych systemów. To rząd polski płaci od lat odszkodowania za mienie z dawnych Kresów i rekompensaty za więzienia lub internowania ludowej Polski. Podają go o to do dzisiejszych sądów najpoważniejsi kiedyś działacze opozycyjni (nie wszyscy...). Już nie wspomnieć podwyżek coraz częściej wymuszanych na ulicach, w starciach z siłami porządku. Ale teraz wszystko to dziać się zaczyna w nowym kontekście światowych wstrząsów, które niosą niewątpliwie nowy, trudny w tej chwili do ogarnięcia, a na pewno trudny do przewidzenia rozwój sytuacji. Z jednej strony oznaki dotkliwszego, niż da się przewidzieć (a tym bardziej ująć w konkrety), załamywania się kapitalizmu w państwach rozwiniętej demokracji, z drugiej - wzbierająca konfrontacja świata wysokiej cywilizacji zachodniej ze zjawiskiem światowego terroryzmu rządzącego się zasadami całkowicie nam obcymi, co naszą cywilizację czyni w pewnej mierze bezbronną. Oba zjawiska już generują i będą generować coraz obficiej doświadczenia także dramatyczne i tragiczne, doświadczenia przegranych konfrontacji i zagrożeń, od których staramy się uchronić, ale coraz częściej nie potrafimy. Polska doświadczyła tego już wiele razy: na żołnierzach wysłanych do Iranu i Afganistanu, także w tragicznym rezultacie potyczki artyleryjskiej w Nangar Khel, ale pierwszy raz także w śmierci niewinnego zakładnika, którego nie zdołała ani uchronić, ani uwolnić, bo tryby, w jakie się dostał, były poza jej zasięgiem.

Ta epoka dopiero się zaczyna. I nie będzie mogła być zaklinana gromkim pokrzykiwaniem na "państwo polskie" z taką pewnością siebie i z taką nieraz ignorancją, uskutecznianym przez dwie władze: opozycję parlamentarną i media. Czasem wydaje się, jak gdyby postaci tego spektaklu, nieustannie rozgrywanego w przekazie telewizyjno-radiowym (ale i w prasie również), widziały rzeczywistość jak górską ścieżkę w Tatrach, na którą wyruszają turyści ignorujący własną kondycję i pogodę, za to pewni, że gdy znajdą się w pułapce, ekipa ratownicza przyjdzie zawsze, choćby miała przypłacić to życiem. A potem nikt nawet nie pomyśli o "dziękuję", jakiejkolwiek powinności współdziałania już nawet nie dostrzegając.

Kiedy podczas jednego z dyskursów o zagrożeniach kryzysowych padło pytanie o to, czy surowi sędziowie własnego państwa nie zechcieliby też pomyśleć o jakichś wyrzeczeniach bodaj na trudny czas, pierwszy zagadnięty poseł odpowiedział ze świętym oburzeniem: przecież od dziesięciu lat parlamentarzyści nie mieli podwyżki, więc ta obecna jak najbardziej się należy...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2009