Rozmowa babci z wnuczkiem: czy Jezus miał choinkę?

Babcia nie może żyć bez święconej kredy. W zeszłym roku ojciec zapomniał i mu wybaczyła dopiero w Wigilię. Mówi, że drzwi mają być katolickie.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Przesiadam się z tramwaju w tramwaj przy stacji Pole Mokotowskie. Coś obmyślam, przebiegam na drugi peron, nieprzytomna. Nadjeżdża tramwaj 17, a ja się budzę bez torby. Odjazd, a przez szyby ruszającego widzę, że startuje i tramwaj 19 z moją torbą, nie dobiegnę. Przez charkot szyn słyszę: „Proszę pani, proszę pani!”. Patrzę: stoi staruszka z moją torbą, lecę. „Jak tak można!”. Przepraszam. „Pilnować! Pani ma tożsamość telewizyjną, a oszustów nie brak. Jeszcze ktoś się poda za panią?”. Śmieję się. „Tak się zdenerwowałam! Jeszcze by pani nagrodę zabrali!”. Śmieję się. „A co!”. „Bardzo pani dziękuję”. „Autobus bym zmusiła do jazdy za panią. Ale tramwaj?”. „Ech”. „Pani Elizo, takie numery to w moim wieku”. Znikła w przejściu podziemnym.

Święta obowiązkowe i wyprawy z dzieciństwa

Tramwaj 14, Plac Politechniki. Dosiada się dwójka dwudziestolatków. On: „Ej, a Trzech Króli to obowiązkowe święto? Czy dowolne?”. „Jak: dowolne?”. „No, czy grzech jest, jak nie idziesz”. „Chyba można nie iść”. „Nie wiesz? Ty?!”. „I tak muszę, babcia nie może żyć bez święconej kredy”. „Aaa, no tak, napis”. „W zeszłym roku ojciec zapomniał i mu wybaczyła dopiero w Wigilię”. „Niezła”. „Babcia mówi, że drzwi mają być katolickie. I że napis chroni”. „Przed...?”. „Chorobami i tak dalej”. „Ona ciągle choruje!”. „Bez napisu już by nie żyła”. „Aaa. A dlaczego literki K, M, B się sumuje?”. „Ha ha, to nie plusy, to krzyżyki”. „O, ja głupi”. „Jakbyś tak babci... Rok bez obiadu”.

Rozmowa poranna z tatą. Nie poznaje, wraca do Lidzbarka z dzieciństwa: „Ostatni rok mojej wyprawy”. Mama: „Wyprawiasz się i wyprawiasz”. „Dajcie mi klucze”. Ja: „Do domu?”. „Do auta”. „Kluczyki?”. „Klucze. Chcę do Lidzbarka”. „Jesteś w Lidzbarku. Nie masz już samochodu”. „Chcę klucze. Jadę do mamy Weroniki”. „Gdzie?”. Zirytował się: „Głupie, do mamy. Na wysokie piętro”. Ja: „Tam mieszkała?”. „Ja tam mieszkam. Nie przeszkadzajcie”. „Jesteś w domu”. „Nie – smutnieje – ciągle ktoś przeszkadza. Ale blisko, blisko”. „Co blisko?”. „Mama”.

Jazda kolejką do Mińska Mazowieckiego. Tuż dwie w moim wieku. Pierwsza: „Widziałaś, celebryci piszą książki. Tomiki poezji, nie tylko biografie”. „Widziałam. Ale wiesz, że to sztuczna inteligencja zmachała? Ewentualnie ktoś na zlecenie?”. „Może. Niekoniecznie, ale możliwe. Chcę poruszyć na lekcji...”. „Po co? Chcesz temu robić reklamę?”. „Ej, co ty, oni wiedzą szybciej niż ja”. „Straszne”. „No trudno, ja mam na polskim trzy tematy: historia literatury jest niepotrzebna, sztuczna inteligencja jest fascynująca, piszę i chcę wydać książkę”. „Matko! A nie możesz powiedzieć, że ty tu rządzisz i wracamy do Mickiewicza?”. „Nie”. „Dlaczego?!”. „To już na nich nie robi wrażenia”. „Co? Władza?”. „Jaka tam władza. My”.

Dlaczego dziadek każe jeść śledzia?

Wigilia, ranek, powrót tramwajem z Placu Unii. Na przystanku babcia z wnukiem. „Babciaaa, a dlaczego my ubieramy choinki?”. „Bo tak się podoba Panu Bogu”. „A Jezus miał choinkę?”. „Pan Jezus leżał w żłobie pod choinką. W tym miejscu co roku stawiasz żłóbek”. „A drugi na stole”. „Na stole kładziesz Dzieciątko. Na sianku”. „To Pan Jezus leżał na stole?!”. „Nie, ale w ten sposób wspominamy, że wszystko to jego dary”. „Śledzie też?”. „Oczywiście”. „To dlatego dziadek mi każe jeść śledzia?”. „Tylko kawałek”. „A dlaczego prezenty przynosi święty Mikołaj, nie Pan Jezus?”. „Bo?”. „Bo mówiłaś, że wszystko jest od niego. To mógłby załatwiać prezenty”. „Nie kombinuj!”. „A Pan Jezus się rodzi co roku na nowo?”. „Tak”. „To jak zdąża dorosnąć?”.

Powrót z Józefowa, wysiadka: Warszawa Śródmieście. Dwie torby, kwiaty, a tu raptem podchodzi kobieta o lasce z prośbą, by pomóc jej wysiąść z kolejki. Młody do mnie: „Potrzymam pani bukiet”. Takich grzeczności nie znaliśmy.

Kolejka do Ożarowa Mazowieckiego. Gość pyta, czy to już druga strefa biletowa. Potwierdzamy. Idzie po bilet, wraca. „Na Islandii to ja takich problemów nie miałem”. Sąsiadka na ekscytacji: „Islandia!”. „Nie jest łatwo, jakoś dajemy tam radę. Z Poznania jestem, dawno wyjechałem. Miałem kryzys. I wiedziałem, że mnie tylko surowość wyleczy. Ludzi, krajobrazu. Żonie narobiłem kłopotów. Przeżyliśmy”. Pytam: „Lód leczy?”. „A żeby pani wiedziała. Leczy”. „Tak myślałam”.

Co znajdziesz w piwnicy po cioci

Wskakuję do tramwaju 16, a tu zmiana trasy. Raptem na Ochotę, nie na Mokotów. Wysiadam, a tuż za mną starszy pan, bardzo rozdrażniony. Zbiegam do metra, tracę go z oczu. Wysiadam na stacji Metro Politechnika, wybiegam na powierzchnię. Czekam przy wiacie na przesiadkę, a tu nadchodzi mój kompan. „Depczemy sobie po piętach”. Uśmiecham się: „Ano”. „Ruchomy labirynt z tego miasta”. „Zawsze to wyzwanie”. „A pewnie, nie narzekam, jakbym tak siedział w chałupie, nie jeździł do córki, to bym zdziadział. A tak codziennie nieprzewidywalne”. „He he”. „Ale wie pani, tych zmian jest o gram za dużo”. „Tak”. „Córa mówi, że przez to się traci więź. Z miastem, z ludźmi. I dobrze mówi”. „Dobrze”. „Ja to nazywam przyczepnością. Tracę przyczepność. Trochę jak na Księżycu. I dzisiaj tak szaro, chłodno, jak tam”.

Trzebię piwnicę po zmarłej cioci. Wyrzucam pakiet makulatury. „Pani tu mieszka?” – ktoś zza pleców. Oglądam się: „Nie”. „O, to pani poczeka!”. Przyleciał z książką: „Ma pani fanki w naszej wspólnocie. Mieszkaniowej”. „No proszę”. „Ocieplam stosunki”. „Świetnie”. „Przepraszam, że tak przy śmietniku”.


 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 03/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Takie numery