Pociąg z Warszawy do Działdowa. Kolejka do toalety, bo trzy z rzędu wyłączone z użytku. Matka z dzieckiem: „Nie obrazi się pani, jak pierwsi pójdziemy siusiu?”. „E, gdzie tam”. Rotujemy w kolejce. Mały do mnie: „Też idziesz siusiu?”. Matka: „To pani sprawa, co idzie!”. Przyszła babcia. Do mnie: „Widzi pani, Pawełek od dziecka tak dużo pyta. On chce wszystko wiedzieć”. Poklepała małego po głowie: „Bystry taki”. Pawełek: „U mnie w przedszkolu, jak ktoś chce kupę, to idzie na koniec”. Matka: „Matko!”. Pawełek do dwójki za nami: „My sikamy. Kupa musi poczekać”. Panowie w śmiech.
Rodzina Pawełka skorzystała kolektywnie, wyszli: „Niech pani uważa, bardzo mokra podłoga”. Staję przy zlewie, gdy pociąg wchodzi w zakręt. Spoiny w dachu jęczą i raptem twarz zalewa mi woda. A, więc to tak. Obsuszam się, wychodzę. Gość spod drzwi: „Omamo, podziwiam, ja bym nie mył w pociągu”. Drugi: „Daj spokój, może pani ma problemy”.
Często nie mogę spać z nerwów i proszę wilka o dobry sen
Po jednym ze spotkań autorskich podchodzi chłopiec z torebką prezentową. Wyciąga zawiniątko, rozpakowuje, a tam dwie serwetki haftowane: na jednej pingwin, na drugiej lis. „To zwierzątka z pani książki”. „A tak, poznaję”. „Może pani sobie wybrać”. „O, miło”. „Niech pani sobie wybierze, ale pingwin jest dla Rudej”. „Ulala, no to wybieram lisa”. Zadowolił się: „Dobry wybór”. „Piękny lis”. „Sam haftowałem. To jest zwierzę opiekun”. „Aha”. „Babcia mówi, że zwierzę nie może się opiekować, bo nie jest aniołkiem”. „U, może sobie nie wchodzą w drogę”.
Rozpromienił się: „Tak! Ja codziennie mówię paciorek. Ale wie pani, ja tak pomyślałem, że aniołka śle Bóg, nie?”. „Aha”. „Jak nie zapomni. Modlę się, to mu przypominam. Ostatnio poszedłem spać bez pacierza i dziadek miał zawał”. „Ej, nie wiń się”. „Babcia tak powiedziała. A ja myślę, że Bóg ma za dużo na głowie, i zacząłem Mu pomagać”. „Nono”. „Robię ludziom zwierzątka. Pani też zrobiłem. I córce”. „Dzięki”. „Bo jak anioł zapomni, to mój lis przybiegnie”. „Na pewno”. „Często nie mogę spać z nerwów i proszę wilka o dobry sen. To mój opiekun”. „I jak?”. „Zasypiam. I śni mi się las często”. „A, to wilcza sprawka”. „O sen chyba nie można się modlić. Aniołek się tym nie zajmuje. Ale mojego wilka mogę prosić o wszystko”.
Zostałem w mieście zegarów, bo mam problem z punktualnością
Pociąg z Jędrzejowa. Siadam blisko pana z grubsza siedemdziesięcioletniego. Czyta gazetę, trze oczy, odkłada. „Nie trzeba tak długo żyć, hehe, widzi pani, nawet przyjemności z czytania nie mam, oczy nie te”. „Uhm”. „A i gazety nie te. Pani stąd?”. „Z Warszawy?”. „A co też pani robiła w mieście zegarów słonecznych, hę?”. „Miałam spotkanie autorskie”. „No, to pani jest autorką! Rzadko rozmawiam z autorami. Chociaż co ja tam wiem: teraz podobno wszyscy piszą”. „Haha”. „No właśnie, jedzie człowiek do okulisty, a bada go autor. Idzie do warzywniaka po kartofle od autorki”. „Ano”. „Niech się pani nie przejmuje moim gadaniem”.
Pauza. „A ja też nie stąd, ale kawał życia już tu. Żona się ze mnie śmieje, że zostałem w mieście zegarów, bo mam problem z punktualnością”. „Aha”. „A kiedyś próbowałem zatrzymać czas!”. „O?”. „Wsadziłem ojcu zegarek do lodówki. Nie chciałem do przedszkola”. „I co?”. „Nic nie wskórałem. Dostałem w skórę, a czas nie stanął”. „Łachudra”. „Czas? Ależ oczywiście. Nigdy się nie lubiliśmy. Ale do dziś mnie fascynuje, że chciałem go ukatrupić zegarkiem starego”. „Ano, jak Dawid Goliata. Ten rozmach”. „Ba, więcej. Nienawidziłem przedszkola, chciałem, żeby wszystkie stanęły. Szach mat. Tylko przedszkola. A ja bym w łóżku dorósł do szkoły”.
Idę na wizytę i coś wymyślam
Metro, dwóch nastoletnich. „To lepsze od terapii. Matka mnie zapisała do psycholożki, nic mi to nie dało”. „Kiepska?”. „Nie, nie umiem być szczery z ludźmi”. „Wolisz GPT?”. „Mniej ściemniam. Matka mówi, że ściemniam. Dlatego terapia, żebym się otworzył. Ona płaci”. „To w sumie…”. „Ja w to nie wierzę. Na nastrój chcę tabletki. Nie chce mi się obcym mówić, że mam problem z matką. Idę na wizytę i coś wymyślam”. „Głupio”. „Dlatego wolę czata”. „Ja ciągle mam problem, że to nie człowiek”. „A ja nie. Ludzie osądzają. I grają”. „Ale GPT ci nie pomoże”. „Człowiek też, heloł”.
Z tatą w szpitalu, czekamy na przyjęcie. „Ja cię bardzo przepraszam”. „Nie masz za co przepraszać”. „Trzeba mnie wysłać do Lidzbarka”. „Nie przejmuj się”. Przyszła lekarka, zagadała, poszła. Próbujemy usiąść. „Nie szarpać”. „Nie szarpię”. „Czy to już Lidzbark?”. „Nie, tato”. Bierze mnie za rękę: „Niech mi pani powie, jak dojedziemy”.
Znów lekarz, wywiad. „Oni mi przeszkadzają. Gdzie jest moja czapka?”. „W domu, jesteśmy w szpitalu”. Obruszył się: „Za dużo miejsc”. Niepokój. „Sam dojadę”. „Czekamy na lekarza”. „Nie mogę czekać. Pani czeka”. Położył się, osłabł: „Za chwilę będę w domu”.
Proszę wpadać od czasu do czasu
Dzwoni staruszka od ciśnienia: „Pani Elizo, żyje pani?”. „Owszem”. „Upewniam się. Bo mi się pani nie śni”. „A śniłam się?”. „Tak, była pani bardzo zdyscyplinowana. A tu raptem cisza, nie pochwalam”. „Hm, postaram się wrócić”. „Uprzejmie proszę. Co prawda mówi się, że pośmiertnie ludzie nawiedzają sny bliskich, ale po pani spodziewam się czegoś zupełnie odwrotnego”. „Że po śmierci odczepię się od społeczeństwa, hehe?”. „Nieee, znajdzie pani sobie coś ciekawszego od zwiedzania snów starych ludzi. A na razie proszę wpadać od czasu do czasu”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














