Dziadek Mróz siedzi przy stanowisku obrony przeciwlotniczej i dyryguje operatorem odpalającym rakiety. Nad teatrem Bolszoj w Moskwie przelatuje właśnie swoimi saniami Święty Mikołaj (Santa Claus), w saniach wiezie natowskie rakiety i inne, militarne i nie tylko, gadżety.
Terrorysta Dziadek Mróz
Operator obrony przeciwlotniczej na polecenie Dziadka Mroza odpala ładunek, sanie rozpryskują się w feerycznej kaskadzie sztucznych ogni nad centrum rosyjskiej stolicy. „Cel zniszczony. Bardzo dobrze. Żadnych obcych na naszym niebie nam nie trzeba” – podsumowuje z satysfakcją Dziadek Mróz i życzy widzom szczęśliwego Nowego Roku.
Ten profesjonalnie zrealizowany filmik tuż przed Sylwestrem był lansowany w rosyjskich mediach społecznościowych. Miał widocznie podnosić ducha bojowego i wzmocnić w widzach przekonanie o rychłym zwycięstwie swojskich siłowych metod działania nad zachodnimi wartościami.
Nowy Rok i Boże Narodzenie w Rosji
31 grudnia wieczorem Rosja rozpoczyna tzw. nowogodnije prazdniki – świętowanie Nowego Roku. To czas balowania, cudownego oderwania się od codzienności. Szampan, sałatka Olivier, fajerwerki i hulanki. Gazety nie wychodzą, w telewizji trwa niekończący się koncert ulubionych artystów estrady, przygrzewane są stare filmy lubiane przez widzów. Świętowanie trwa do prawosławnego Bożego Narodzenia (7 stycznia) lub nawet – przy sprzyjającym układzie kalendarza – do 13 stycznia, tzw. starego Nowego Roku.
To splątanie kalendarzy – starego i nowego (juliańskiego i gregoriańskiego, cerkiewnego i świeckiego) – powoduje różne kolizje. Jak wynika z kalendarza cerkiewnego, 31 grudnia–1 stycznia to jeszcze czas postu, pełnego skupienia oczekiwania na przyjście Zbawiciela, który narodzi się dopiero nocą z 6 na 7 stycznia. Duchowni mają z tym problem, bo niepodobna zatrzymać wesoły korowód, który rusza przez Rosję już z wybiciem północy 1 stycznia.
Po rewolucji zaniechano obchodzenia Bożego Narodzenia, próbowano oduczyć rządzący proletariat od upajania się „opium”, za jakie oficjalnie uznano religię. Tradycję strojenia choinki obwołano „burżuazyjnym przeżytkiem”. Dopiero w 1935 roku partia dała zielone światło: można witać radośnie Nowy Rok. Część wypartych z przestrzeni publicznej tradycji bożonarodzeniowych przywrócono jako tradycje noworoczne. To było święto dla rodziny, która zbierała się przy stole, by cieszyć się choinką i prezentami. Każde dziecko dorastające w latach 30. w Związku Sowieckiem wiedziało, że choinkę dał dzieciom towarzysz Stalin (notabene w tym sezonie świątecznym na imprezie choinkowej w centrum Stalina w mieście Barnauł dzieci zebrały się pod wizerunkiem patrona i zgodnie wyganiały złego liberała, który się zakradł pod choinkę).
Dopiero w 1947 roku 1 stycznia stał się dniem wolnym od pracy. Pojawiły się też nowe świeckie-sowieckie tradycje: sałatka Olivier, kremlowskie kuranty oznajmiające północ, nadawane początkowo przez radio, a potem przez telewizję na cały kraj. Na rosyjski grunt przeszczepiono zachodnie „opowieści wigilijne” pod postacią dobrotliwych komedii romantycznych – przez dziesięciolecia carycą tego gatunku była „Ironia losu” Eldara Riazanowa. Ostatnio film wypadł z łaski po tym, jak grająca w nim główną rolę Barbara Brylska stanęła po stronie aktorki Lii Achedżakowej, która potępiła rosyjską agresję na Ukrainę.
Święta w putinowskim stylu
Tegoroczne telewizyjne rytuały podporządkowane były bogu wojny. W orędziu noworocznym Putin stalowym głosem recytował zaklęcia wzywające do konsolidacji, bo tylko zgodna, zjednoczona Rosja jest silna. Sztandarowy program rozrywkowy też zdominowała stylistyka wojenna. Wśród publiczności wielu było ludzi w mundurach. Koncert noworoczny otworzyło trio Rastorgujew (lider grupy Lube, ulubionego zespołu Putina) – Leps (popularny wokalista wspierający wojnę) – Shaman (główny piewca agresji, wykonawca przeboju „Ja russkij”, mającego zagrzewać do boju rosyjskich żołnierzy). Wykonali pieśń Bułata Okudżawy „Dziesiąty batalion desantowy” z gorzkiego rozliczeniowego filmu Andrieja Smirnowa „Dworzec Białoruski”.
Okudżawa był uczestnikiem wojny. Jak pisałam w jednym z wiosennych wpisów na blogu 17 mgnień Rosji: „Wrócił z frontu z poczuciem, że wojna to rzecz podła, przeklęta, która już nigdy nie powinna się powtórzyć. Bagaż wojny z przelanymi hektolitrami krwi, przemocą i śmiercią niósł do końca życia. Miał w piersi głęboką niezgodę na wychwalanie tego barbarzyńskiego misterium. Czy uprawnione jest pytanie, jak dziś patrzyłby na putinowskie bachanalia, na napaść na sąsiednie państwo, zbrodnie wojenne. I także na to, że putinowska Rosja z krwawej łaźni wielkiej wojny ojczyźnianej uczyniła powód do prymitywnego militarystycznego karnawału”.
W refrenie powtarzają się słowa: „Czeka nas ogień śmiertelny, ale jest wobec nas bezsilny. Potrzebujemy jednego zwycięstwa, dla nas wszystkich, zapłacimy za nie każdą cenę”. Wystrój studia, oświetlenie, napięcie towarzyszące udawanej zabawie – to sprawiało wrażenie ponurego rytuału satanistycznej sekty, a nie radosnego początku karnawału.
Rosyjski Nowy Rok na wojnie
Putin rozpoczął Nowy Rok spektakularnym atakiem na Kijów – w wyniku zmasowanego uderzenia dronów zginęły dwie osoby. O tym ani słowa w wydaniach telewizyjnych programów (dez)informacyjnych – tu radosna prezenterka wyskakuje ze skóry, zapowiadając reportaże z miejsc, gdzie ludzie jak Rosja długa i szeroka bawią się, tańczą, z pieśnią na ustach kąpią w lodowatej wodzie. O wojnie przypomina relacja z ziemianki gdzieś w Donbasie: dzielny dowódca gotuje żołnierzom pilaw, a kotek Rudzik ociepla atmosferę, żołnierze przekazują pozdrowienia swoim bliskim.
Wróćmy jeszcze do zdolności bojowych Dziadka Mroza. Życie dopisało do propagandowego filmiku, mającego pokazać wyższość rosyjskiej siły nad zachodnim światem, całkiem inną puentę: na dwa dni przed planowaną premierą doszło do katastrofy samolotu pasażerskiego, wywołanej najprawdopodobniej ostrzałem rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Ale filmu nie wycofano z obiegu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















