Rosyjski kłopot z mięsem

"Do Rosji rocznie nielegalnie wjeżdża 250-300 tys. ton mięsa. Trzeba postawić tamę temu zjawisku, w przeciwnym razie narodowy program rozwoju rodzimego rolnictwa »zda się psu pod ogon«" - niepokoił się wicepremier Dmitrij Miedwiediew podczas gospodarskiej wizyty w obwodzie kurskim. Celem nadzorowanego przezeń programu rozwoju rolnictwa jest m.in. zwiększenie produkcji mięsa. Takie zalecenia płyną z samej góry i urzędnicy, napomniani także przez prezydenta, starają się wykazać działaniami na rzecz uregulowania sytuacji na rynku mięsa, która jest niezadowalająca, bo mięso w sklepach podrożało, Rosjanie jedzą go za mało, a dostawcy nie przestrzegają norm jakości. Premier zwołał nawet naradę, która ma oddzielić muchy od kotletów, czyli dostawy zagranicznego (czytaj: polskiego) mięsa do Rosji od politycznych gier z UE.
Czyta się kilka minut

Ale dobrych rozwiązań nie widać. W sprawie uregulowania mięsnego kryzysu z Polską rosyjscy politycy ślą sprzeczne komunikaty: raz zapewniają o dobrej woli, po czym wracają do argumentu, że to strona polska nie przestrzega prawideł. W komentarzach ekspertów przeważa opinia, że dopóki trwa dyskusja wokół lokalizacji tarczy antyrakietowej w Polsce, dopóty na rosyjskich stołach nie zagości polskie mięso. Z drugiej jednak strony na tyle stanęło ono rosyjskim politykom kością w gardle, że chętnie pozbyliby się problemu. Tylko muszą znaleźć formę, która nie uderzałaby w prestiż kraju.

Rosja nie jest w stanie wyprodukować tyle mięsa, by samodzielnie zaspokoić swój rynek. Import pokrywa połowę zapotrzebowania. Rosjanie kupują mrożone półtusze w Ameryce Południowej, drób w USA, a żywiec, mięso świeże i wędliny w Europie. Rodzima produkcja nadal pozostawia wiele do życzenia, nabywców nie zachęcają sine kury tknięte anoreksją. Czy stan ten poprawią gospodarskie wizyty wicepremiera we wzorcowej farmie pod Kurskiem, gdzie fotografował się na tle ślicznych prosiaczków? Jeśli tak, to jeszcze nieprędko.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2007