Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Riksza w Łodzi

Riksza w Łodzi

09.11.2014
Czyta się kilka minut
Socrealizm, chociaż z importu, jednak się w Polsce zadomowił. I w pewnym stopniu stanowi, kim jesteśmy.
M

MARTA MADEJSKA: Zastanawiam się, czym właściwie dla Ciebie – urodzonego w 1977 r., z edukacją w znaczącym stopniu zagraniczną – jest socrealizm?
WOJTEK ZIEMILSKI: Bardzo długo socrealizm wydawał mi się wyłącznie koszmarem. Do tego stopnia, że kiedy spytano mnie o parę skojarzeń, to pierwszym słowem była „sraczkowatość”. Dzięki kuratorom Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ale też dzięki doświadczeniom łódzkim, zacząłem odkrywać okres socjalizmu jako mniej jednoznaczny – chociażby jako epokę zawierającą bardzo ciekawe rozwiązania urbanistyczne, grające z przedwojennymi pomysłami modernistycznymi.
W chwili, w której rozmawiamy [rozmowa toczy się przez Skype’a – przyp. red.], akurat jestem koło warszawskiego Empiku i widzę napis: „CAŁY NARÓD BUDUJE SWOJĄ STOLICĘ”. Co za wstyd, że ta mozaika jeszcze istnieje – myślałem kiedyś. A teraz patrzę na to z pewnym szacunkiem. Jednak ten naród zbudował swoją stolicę. Napis odpowiada duchowi czasów. Socrealizm był oczywiście problematyczny i w dużej mierze z importu, ale się tu jednak zadomowił i w pewnym stopniu konstytuuje to, kim jesteśmy.
W pracy przy „Awangardzie i socrealizmie” zainspirowałeś się „Wyzyskiem kolonialnym” – płaskorzeźbą zaprojektowaną na zamówienie przez Władysława Strzemińskiego, umieszczoną w kawiarni „Egzotyczna”, poddaną weryfikacji socrealistycznej i w efekcie skutą ze ściany. Co Cię zainteresowało w tej historii?
Płaskorzeźba, zaprojektowana w stylu, powiedzmy, „afrykanistycznym”, przedstawiała Czarnych, którzy, wyraźnie cierpiąc, noszą ciężkie wory z kawą. Można zrozumieć, że na podstawowym poziomie chodzi o pokazanie, jak „tamci biją Murzynów”. Ale jak tylko przestaniemy wierzyć w najbardziej powierzchowną wersję, staje się oczywiste, że dostajemy krytykę systemu z wewnątrz systemu, w miejscu, w którym systemy się spotykają – w tym przypadku socjalizm i kapitalizm. Pytanie o to, skąd się bierze kawa, którą pijesz, jest pytaniem zasadnym niezależnie od tego, gdzie ją pijesz. Czy w najlepszym ze światów, czy w najgorszym. To pytanie o etykę konsumenta, który godzi się na pewne warunki, bo chce wypić swoją kawę.
Niesamowite, że taka praca w ogóle powstała – tak ironiczna, bezczelna i wieloznaczna. To bardzo nowoczesny sposób myślenia o tym, jak może działać sztuka zaangażowana. Wyobrażałem sobie, że można by zorganizować badania archeologiczne, ale jeśli ściany, na której była praca Strzemińskiego, już nie ma – do czego wracać? Wtedy padło pytanie, czy w ogóle nam to dziś coś mówi? Właściwie we wszystkich opowieściach związanych z Łodzią pojawia się kwestia nowoczesnego wyzysku kolonialnego. Często Łódź funkcjonuje jako przykład miejsca, gdzie różne poziomy władzy korzystają z miasta, ale bardzo rzadko zdarzają się inicjatywy będące inwestycją w społeczność. To było punktem wyjścia. Zastanawialiśmy się, jak hasło „wyzysk kolonialny” dziś wybrzmiewa.
Kiedyś wysłuchałam opowieści kobiety, która w liceum chodziła do „Egzotycznej”. Kawiarnię zapamiętała jako miejsce kosmopolityczne, grzeszną kolorową enklawę pośród totalnego, stalinowskiego ujednolicenia.
Bardzo trudno jest krytycznie podejść do czegoś, co jest atrakcyjne. Pierwszy w Polsce McDonald’s jest dokładnie tym, prawda? Nie jesteśmy w stanie przeskoczyć zmysłowego oddziaływania, które nam odpowiada, daje coś, czego nam brakuje. Potem pojawia się poczucie winy – adekwatna do niego jest późniejsza zaciekłość, z jaką się rewanżujemy. Na przykład moje alergiczne reakcje na różne korporacyjne pomysły są związane z poczuciem bycia kiedyś uwiedzionym i zwiedzionym. Piękno pracy Strzemińskiego polega na jednoczesnym uwodzeniu i krytykowaniu. Nie wiem, na ile ta dwuznaczność była wpisana w pierwotny pomysł. Wiem, że ja to dzisiaj tak czytam.
Na czym bazuje Twój projekt?
W Londynie podczas studiów jeździłem rikszą. Ten rodzaj pracy zapamiętałem jako pozytywne doświadczenie, nie czułem się wykorzystywany w żaden sposób. Wyzyskujący system był tu niewidoczną, niemal nieobecną szarą eminencją. To we mnie utkwiło jako doświadczenie bardzo złożone. O rikszach łódzkich wiem od dawna i odnajduję w nich podobny „wyzysk kolonialny”.
Z drugiej strony, mój projekt jest związany z tym, kim się czuję dziś jako artysta. Istnieję w kolonialnym systemie produktów. Uczestniczę w nim. Jednocześnie mam świadomość, że z osobami i instytucjami, które zapraszają mnie do współpracy, tworzymy ugrzeczniający taniec, który trochę ułatwia nam życie. Czujemy się dobrze, spełniamy jakąś funkcję, ale tracimy przez to pazur i siłę. Bardzo mnie to męczy.
To ma być projekt przede wszystkim przyjemny dla widza. Postaram się przenieść moje doświadczenie rikszy z Londynu do Łodzi: będę jeździł jako rikszarz, tyle że ze świecącym napisem „Wyzysk kolonialny”. Kto zechce, wsiądzie do rikszy, przejedzie się ze mną, porozmawiamy. Rozmowę poprowadzę w sposób interesujący, wesoły, niebanalny, będzie ona mogła dotyczyć dowolnego tematu, z wyjątkiem sytuacji, w której się znajdujemy.
Zobaczymy, jak zadziała dwuznaczna sytuacja pracy, która jednocześnie jest spełnianiem się i sprzedawaniem się, wyzyskiwaniem siebie. Ciekawi mnie problematyczne, ale zaangażowane uczestnictwo – takie jak w pracy Strzemińskiego.

WOJTEK ZIEMILSKI jest filozofem, reżyserem teatralnym, artystą wizualnym, eksperymentatorem. W ramach projektu „Awangarda i socrealizm” przygotowuje pracę pt. „Wyzysk kolonialny”.

MARTA MADEJSKA jest doktorantką w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]