Kontrowersyjna zgoda sądu na przeprowadzenie bezpośredniej transmisji z procesu byłej pani wicepremier niebezpiecznie przesunęła lustrację w kierunku reality show. Równocześnie jednak decyzja ta pozwoliła szerokiej opinii publicznej poznać skalę trudności, z jakimi trzeba się zmierzyć w żmudnym dochodzeniu do prawdy o zakresie inwigilacji społeczeństwa przez służby PRL-u: z jednej strony wątpliwa wiarygodność dokumentów i świadków, niepewna rzetelność archiwistów, upływający czas, który zaciera realia tamtych czasów, z drugiej - gromady polityków gotowych bezwzględnie wykorzystywać tanią potrzebę sensacji towarzyszącej zrzucaniu z piedestału kolejnych autorytetów.
Proces Zyty Gilowskiej stanowi memento dla wszystkich zaangażowanych w dyskusję o nowej ustawie lustracyjnej. Rzeczywiste ludzkie dramaty mogą bowiem łatwo zmienić się w medialną farsę. I być może to właśnie powinno bardziej absorbować uwagę Prezydenta RP niż pochodzenie sędziów sądu lustracyjnego.
Autor jest wykładowcą w Katedrze Prawa Karnego UJ.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















