Mężczyzna? W dodatku wierzący? Z czym mi się to właściwie kojarzy? Najważniejsze są pierwsze wspomnienia, szczególnie – ojca. Był kimś bardzo mi bliskim, a jednocześnie dalekim. Nie wiem, jak to dziś opisać, bo dziś (we wspomnieniach) zwykle jest inaczej. Widywaliśmy go codziennie rano. Przychodziliśmy – ja i mój o półtora roku młodszy brat – rano do pokoju rodziców. Potem widywaliśmy ojca na obiedzie – to już wiek późniejszy, bo jeszcze jako całkiem mali jadaliśmy osobno.
Był kimś bliskim, miał czas na rozmowę ze mną. Zaprosił mnie kiedyś do salonu i odbyliśmy poważną rozmowę o... chodzeniu po stole. W jadalni, odchodząc od stołu (wcześniej niż dorośli), zawsze całowaliśmy w rękę oboje rodziców. Nie zamartwiał się, przynajmniej nie okazywał zmartwienia, choć pewnie nie było mu lekko, kiedy Niemcy wyrzucili nas z domu i majątku. Wtedy przeprowadziliśmy się do większego domu i majątku, który został mi zapisany w spadku. Śladem panującego wtedy nastroju, prawdziwego, czy raczej podtrzymywanego sztucznie, są podpisy (zabawne) pod zdjęciami z przeprowadzki. Zamieszkaliśmy w dużym pałacu, który z czasem stał się w latach okupacji przystanią dla wielu ludzi.
Uratował się od rosyjskich aresztowań dzięki pozbyciu się dystynkcji oficerskich. Z frontu wrócił jakimś cudem do domu. Gospodarował, był zaangażowany w ruch podziemny, wspierał go, lecz nie walczył. Odpowiadał za rodzinę. W styczniu 1944 r. został aresztowany i po kilku dniach rozstrzelany. Niebawem straciliśmy wszystko. Wyrzuceni z domu, zdani na siebie. Postacie brata mojej mamy i (zwłaszcza) stryja, brata mego ojca, są w tym długim i smutnym okresie, który potem nastąpił, ważne. Wspierali nas, moją matkę z pięciorgiem małych dzieci. Stryj poczuwał się do roli wychowawczej przynajmniej wobec nas, chłopców, od czasu do czasu. Można by o tym wiele... Był dla nas ważny.
Szukałem w życiu, coraz bardziej dorosłym, rad życiowych od mężczyzn. Wstąpiłem do zakonu, siłą rzeczy wokół byli starsi i mądrzy faceci. Ale teraz, gdy patrzę na życie z perspektywy lat, widzę, że ludzi, którzy rzeczywiście pomagali mi podjąć jakąś decyzję, było niewielu. Piszę o tym bez żalu, bo dzięki temu decyzje podejmowałem sam, na własny rachunek. Rzeczywistych doradców życiowych miałem kilku: stryj Andrzej, ks. Bronisław Bozowski, Jerzy Turowicz, biskup Jan Pietraszko, to jedyne postacie, które wymieniam bez namysłu.
Pisanie o mężczyznach, którzy odegrali ważną rolę w moim życiu, szczególnie tym religijnym, jest jednak trudne, bo nie widzę jasnego odgraniczenia ich od kobiet. Ważna rola to co innego niż emocje. Ważna rola odegrana w moim życiu to coś, co jest (chyba) ponad podziałami na męskie i żeńskie.
O mężczyznach (jak i kobietach) wiele mogę powiedzieć jako ksiądz, który całe życie spotykał się z ludźmi. Nie wchodząc w szczegóły, by nawet mimo woli nie naruszyć dyskrecji, powiem, że w najgłębszej warstwie nie widzę wielkiej różnicy. Oczywiście kobiety na ogół są o wiele bardziej szczegółowe. To pewnie wynika z otwartości, potrzeby podzielenia się tym, co przeżyły. Mężczyźni (na ogół) są bardziej lakoniczni. Jest moment, który szczególnie wymaga od księdza szacunku dla człowieka, z którym rozmawia. Bo ważność spowiedzi nie zależy od jej szczegółowości. Tylko samo wyznanie grzechów i postanowienie poprawy powinny być jasno wyrażone.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















