Putin chciał być negocjatorem, ale drug Trump nie zechciał skorzystać z usług druga Władimira. Wizyta ministra spraw zagranicznych Iranu na Kremlu 23 czerwca nie przyniosła żadnych rezultatów, strony nie wydały nawet oficjalnego komunikatu o treści rozmów. Rosja nie pospieszyła Teheranowi z pomocą militarną, ograniczyła się do uruchomienia procedur w ONZ i tyle. Wielkie słowa o dozgonnej przyjaźni wypowiedziane przy podpisywaniu w styczniu br. umowy o strategicznym partnerstwie pozostały w sferze poezji.
Atomowe dictum w sprawie Iranu
A jeśli jesteśmy w poetyckich klimatach, to najbardziej spektakularną akcję w tej dziedzinie przeprowadził były rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew, od pewnego czasu realizujący swoje ambicje jako autor ciętych wpisów w mediach społecznościowych. 22 czerwca zasugerował na Telegramie, że skoro amerykańska ingerencja w Iranie jest całkowicie bezpłodna i pozbawiona sensu, to znajdą się chętni, aby przekazać Teheranowi broń nuklearną.
Na takie atomowe dictum odpowiedział osobiście zdziwiony tą dezynwolturą Donald Trump: zapytał samego Putina, czy należy poważnie traktować pogróżki Miedwiediewa.
„Rosja nie zamierza dostarczać broni jądrowej Iranowi, dlatego że w odróżnieniu od Izraela jesteśmy sygnatariuszami traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej” – odpowiedział z godnością Miedwiediew, tym razem w języku angielskim na platformie X (tak na marginesie, X jest oficjalnie zablokowany w Rosji).
As atutowy w postaci wzmocnienia Iranu rosyjską wiedzą o budowie złowieszczej bomby został przez Moskwę wyciągnięty z rękawa, okazany i na razie schowany z powrotem.
Sojusz z Iranem według FSB
„Dyktatorski reżim Putina w ostatnich latach nabrał cech radykalnej teokracji, podobnej do irańskiej, ze wszystkimi wymyślonymi przez propagandę tradycyjnymi wartościami. I porażka Iranu, być może nieostateczna, to jednocześnie porażka Rosji” – napisał na stronie Deutsche Welle rosyjski emigracyjny politolog Iwan Prieobrażenski.
Jego zdaniem, członkowie rosyjskiej elity z niepokojem przyglądali się amerykańskiemu uderzeniu na irańskie obiekty nuklearne, w szczególności bombom zdolnym do wbicia się w podziemne bunkry. Przestraszyli się tego, że ich bunkry też mogą stać się celem i że nie będą mieli gdzie się schronić.
„To oznaka słabości, którą dostrzegli zagraniczni partnerzy Rosji w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji. Wcześniej przyglądali się również z uwagą, jak Rosja zostawiła na pastwę losu reżim Baszara Asada w Syrii. Putin w sytuacji z Iranem robi dobrą minę do złej gry. Być może z powodu maniakalnego dążenia do kontynuowania i wygrania wojny w Ukrainie mógł stracić z oczu problemy strategiczne” – konkluduje Prieobrażenski.
Na ciekawy aspekt w stosunkach Rosji i Iranu wskazali dziennikarze śledczy Roman Dobrochotow i Christo Grozev (The Insider). Powołując się na źródła w Federalnej Służbie Bezpieczeństwa, napisali: „Pomimo pokazowego zbliżenia Moskwy z Teheranem stosunki dwustronne są pełne nieufności, oba państwa prowadzą wobec siebie nawzajem aktywną działalność szpiegowską. Rosja rozpatruje Iran raczej jako wroga niźli sojusznika. Bo nie chce pozwolić mu, by wszedł w posiadanie bomby jądrowej”.
Jeszcze ciekawsze niż wątki poruszone w materiale jest to, że pewne anonimowe źródła w FSB przekazały te rewelacje dziennikarzom akurat w momencie, gdy sprawa irańskiego programu nuklearnego znalazła się w centrum zainteresowania całego świata i gdy trwa dyskusja o tym, czy amerykańskie ataki całkowicie zniszczyły irańskie centryfugi, czy tylko je trochę sfatygowały. Otwartym pozostaje pytanie, jaką rolę Rosja odgrywać będzie teraz wobec Iranu, który nadal odgraża się, że zniszczy Izrael, i od dążenia do posiadania broni jądrowej się nie odżegnuje.
Siła koreańskiej przyjaźni
Rosja stara się swoimi poczynaniami na arenie międzynarodowej nie zadrażniać stosunków z Waszyngtonem, nadal liczy na dobry deal. Ale jednocześnie rozwija stosunki z drugim ogniwem osi zła: Koreą Północną, która pracuje nad bombą jądrową i środkami jej przenoszenia, by zagrozić nie tylko Korei Południowej, ale także wrogim Stanom Zjednoczonym i Japonii.
Niedawno z kolejną już w tym roku wizytą w Pjongjangu przebywał sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu. Został wyściskany przez towarzysza Kim Dzong Una przed kamerami, w świat poszedł komunikat o znakomitych relacjach obu państw. Korea ma wysłać do Rosji kolejne oddziały wojskowe, tym razem mają to być żołnierze wojsk inżynieryjnych i saperzy. Zostaną skierowani do obwodu kurskiego, z którego rosyjska armia przy wsparciu koreańskich towarzyszy broni wyparła niedawno ukraińskie wojska. Koreańczycy mają pomóc w rozminowaniu i odbudowie regionu.
Korea jest dostawcą wielkich ilości broni dla rosyjskiej armii. Podczas wizyty Szojgu deklaracje o nowych dostawach nie padły, ale nie powiedziano też, że zostaną zawieszone czy zmniejszone. Obserwatorzy zauważają, że w Korei w błyskawicznym tempie budowane są niszczyciele. Bez pomocy z zewnątrz tak burzliwy rozwój marynarki wojennej nie byłby możliwy. Najprawdopodobniej z koreańskimi partnerami wiedzą w dziedzinie budowy okrętów wojskowych dzielą się rosyjscy specjaliści.
Wakacje w raju Kima
W tym tygodniu do Moskwy przybył pociąg z Pjongjangu, zapoczątkowano tym samym nowe połączenie kolejowe pomiędzy stolicami zaprzyjaźnionych państw. Na pasażerów czekała zwarta grupa przedstawicieli rosyjskich mediów. Wiwatom nie było końca. Pociąg był obiektem bodaj najobficiej obsypanym propagandowym kwieciem w ostatnich dniach.
Rosjanie pojadą koleją do Korei na wczasy. Towarzysz Kim z wielką pompą otworzył właśnie gigantyczny nadmorski kurort Wŏnsan. Na uroczystości obecny był ambasador Rosji Aleksandr Macegora. To znak, że rosyjscy turyści mają zielone światło, aby spędzać urlopy w tym północnokoreańskim raju.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















