MICHAŁ KUŹMIŃSKI: „Mieszko R. uniknie kary” – grzmiały nagłówki po tym, jak uznano za niepoczytalnego 22-latka, który w maju 2025 roku na UW zabił siekierą pracownicę administracyjną i ciężko ranił strażnika. Owszem, uniknie „kary”, bo wg art. 31 kodeksu karnego, jako że z przyczyn psychicznych nie kierował swoim postępowaniem, to nie popełnił przestępstwa. Ale nie czeka go sanatorium...
Jan Gołębiowski: Taki skrót myślowy nabija klikalność, ale nie oddaje istoty sprawy. Tak, postępowanie zostanie umorzone i Mieszko R. nie trafi do rejestru skazanych. Ale nie uniknie konsekwencji.
Wobec takiej osoby stosuje się przymusowe leczenie na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym bądź maksymalnym stopniu zabezpieczenia. To coś jak skrzyżowanie szpitala z więzieniem. Kraty, odcięcie od otoczenia, nadzór korespondencji i telefonu, przeszukania, wyjście tylko do ogródka za murem z drutem kolczastym. Do tego farmakoterapia, zajęcia z psychologami.
Jak długo to trwa?
W odróżnieniu od wyroku czas takiego leczenia jest niesprecyzowany. Zależy od oceny stanu psychicznego i prawdopodobieństwa, że po wyjściu stworzyłby zagrożenie. Może to trwać nawet dożywotnio. Znam przypadki, gdzie ludzie siedzą w internacji kilkanaście lat za coś, za co dostaliby wyrok w zawieszeniu – np. za groźby karalne i zniszczenie mienia – tyle że słabo reagują na leki i ich stan się nie stabilizuje.
Oceny tego stanu dokonuje się zwykle co pół roku. Jeśli pacjent zostanie zwolniony z internacji, będzie kontynuował leczenie pod nadzorem sądu na wolności. Gdyby je przerwał, pogorszyło mu się lub naruszył warunki abstynencji, automatycznie wróci do leczenia zamkniętego.
Jak orzec czyjąś niepoczytalność wstecz – nie w chwili badania, lecz popełnienia czynu?
Niepoczytalność orzekają nie biegli, lecz sąd. Biegli wypowiadają się na temat występowania choroby, upośledzenia lub zakłócenia innych czynności psychicznych, o których mówi artykuł 31 kodeksu karnego.
Żeby zrekonstruować stan w chwili popełnienia czynu, analizujemy po pierwsze obecne objawy, bo choroba nie ustępuje przecież od razu. Następnie m.in. funkcjonowanie człowieka, korzystając z zeznań świadków, dokumentacji medycznej czy też jego aktywności w social mediach. Badamy także sam przebieg zdarzenia.
Sprawiedliwość ludowa wrze, sądząc, że Mieszkowi R. się upiekło. Widać to w internecie.
Też czytałem np., że „ojciec-prawnik przekupił biegłych i załatwił mu niepoczytalność”. Czyli co – przekupił przynajmniej trzech biegłych, żeby napisali 200 stron fałszywej opinii, ryzykując karą do 10 lat więzienia, a do tego prokuratora i sędziego?
A przede wszystkim, z jakiego powodu Mieszko R., bądź co bądź student prawa, miałby w ogóle zabijać w biały dzień, przy świadkach, nie zasłaniając twarzy i nie zapewniając sobie możliwości ucieczki? To absurdalne. Jestem psychologiem, ale wciąż mnie zadziwia, że ludzie układają spiski, zamiast przyjąć oczywistą przyczynę.
To jest osoba chora, której trzeba pomóc. To tak, jak z kimś, kto za kierownicą dostał zawału i wjechał w ludzi.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















