Przymilnie

Urodziłem się 16 lat - co do dnia - po śmierci Alana Alexandra Milne'a. Oczywiście nic z tego nie wynika. Za to Kubuś Puchatek mógłby powiedzieć, że to zastanawiające i że można by ułożyć o tym jakąś mruczankę.
Czyta się kilka minut
Ulica Kubusia Puchatka w Warszawie Fot. WOJCIECH STRÓŻYK/REPORTER /
Ulica Kubusia Puchatka w Warszawie Fot. WOJCIECH STRÓŻYK/REPORTER /

Kubuś Puchatek to jeden z pierwszych moich znajomych z dzieciństwa. Zresztą nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, jak może wyglądać dzieciństwo bez Kubusia i innych mieszkańców Stumilowego Lasu. Oczywiście tego z książki, w kongenialnym przekładzie Ireny Tuwim, a nie tego z przesłodzonych disneyowskich filmów... Potem czytałem już samodzielnie "Wiersze dla Krzysia", będące wyborem z dwóch tomów wierszyków, które Milne pisał właściwie równolegle z książkami o Kubusiu. W przekładzie Ireny Tuwim i Antoniego Marianowicza. Kilku wierszyków stamtąd nauczyłem się na pamięć. Na swoją, poniekąd, zgubę.

Przetłumaczenie wyboru wierszyków Milne'a zaproponowało mi wydawnictwo Znak. Dostałem na próbę wierszyk o dwóch kropelkach, które ścigają się po oknie i którym Krzyś nadaje imiona. W mojej wersji dostały one imiona prezesa i redaktora naczelnego wydawnictwa. Przekład się spodobał, być może dlatego, że mój żart zadziałał podprogowo... Okazało się jednak, że to nie są żarty, bo mam zaszczyt przetłumaczyć nie wybór, ale całe dwa tomy (włącznie z tymi wierszykami, których inne wersje znałem na pamięć, co było chyba najtrudniejsze), i ostatecznie nie dla Znaku, lecz dla wydawnictwa Egmont.

Do zadania podszedłem naukowo: rozpocząłem od porównywania oryginałów z przekładem wspomnianego tandemu oraz wydanym w 1997 roku przekładem całości, autorstwa Zofii Kierszys (żeby się nie denerwować, wolałem nie zaglądać do przekładów Barańczaka). Szybko się zorientowałem, że mam do czynienia z dwiema całkiem różnymi wersjami: pierwszy przekład był pięknie rymowany, uroczy i bardzo swobodny, drugi - wręcz przeciwnie, to znaczy bardzo dokładny (Zofia Kierszys jest specjalistką od prozy). Postanowiłem więc wstrzelić się gdzieś pośrodku - żeby były to przekłady wierne, wyraziście rymowane i zarazem niepozbawione tego czegoś, co powinna mieć literatura dla dzieci. Słowem - przekłady "przy-milne".

Testowałem je na Natalce, mojej pięcioletniej wówczas córeczce. Wierszyki tłumaczyłem w nocy, a potem czytaliśmy jej z żoną rano, przy śniadaniu, kiedy piła kakao przez słomkę. Jeśli się uśmiechnęła - uznawałem, że przekład jest dobry. Jeśli robiła dziwne miny i mówiła: "co?!" - poprawiałem.

Ale te wierszyki są nie tylko dla dzieci. One są także o dzieciach. O ile "Kubuś Puchatek" dzieje się w świecie idealnym, o tyle wierszyki Milne'a dotyczą świata bardziej realnego. Pokazują dzieciństwo nie tylko jako czas beztroski, ale - może nawet przede wszystkim - jako czas okropnej, przejmującej samotności dziecka w świecie dorosłych. Samotności, którą przecież wszyscy pamiętamy, choć udajemy, że nie... Christopher Milne, czyli pierwowzór Krzysia, napisał później w autobiografii, że właśnie te wiersze, a nie "Kubuś Puchatek", są dla niego dowodem, że ojciec go rozumiał.

Żyjemy w innych czasach niż Christopher. Nastała epoka pajdokracji. Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, wówczas wszystko zaczyna kręcić się wokół niego, wszystko zostaje podporządkowane jego rytmowi, jego potrzeby są najważniejsze. Dzieci są zapewne tak samo rozkoszne jak kiedyś, ale bardziej rządzą swoimi rodzicami niż w czasach nianiek. Jesteśmy zmuszani do wstawania o świcie, do zabaw pod stołem, do oglądania głupawych bajek, do ograniczenia życia towarzyskiego. Nie musimy jednak, na szczęście, czytać dziecku książek, które tylko jemu będą się podobać.

Dzięki Milne'owi i kilku innym znakomitym pisarzom możemy sięgać po takie książki, z których i my, rodzice, możemy mieć jakąś korzyść; które nie tylko rozbawią pijącego kakao przez słomkę pięciolatka, ale i nam dostarczą radości, jakiejś nauki, może i wzruszeń. Tłumaczenie tych książek - po nieomal 80 latach od pierwodruku - dało mi tego mnóstwo. Bardzo bym chciał, żeby nie tylko mali, ale i duzi czytelnicy poczuli choć w części i choć przez chwilę to samo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2006