Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Przyjaciel lekarz

Przyjaciel lekarz

08.10.2012
Czyta się kilka minut
Jego rycerskiemu postępowaniu my, Niemcy, zawdzięczamy pokonanie historycznej przepaści, która dzieliła nas od naszych wschodnich sąsiadów – usłyszał w laudacji z okazji odznaczenia Krzyżem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec.
Andrzej Cechnicki Fot. archiwum prywatne
W

Współpracownicy żartują: „Szef wszystkich szefów”. On sam z błyskiem w oku powie o sobie: „starszy pan, który deleguje zadania”. Ma naprawdę dopiero 62 lata, a energii i witalności mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. Jeszcze w październiku czeka go odczyt habilitacyjny. Bywają dni, gdy pracuje po dwanaście godzin. Wiele wymaga od innych, jeszcze więcej od siebie.

– Psychiatria albo będzie środowiskowa, albo jej nie będzie wcale – mówi doktor Andrzej Cechnicki – bo o nim mowa – stojąc na podwórzu pensjonatu „U Pana Cogito”. Staraniem doktora pięknie odrestaurowany budynek od 2003 r. jest miejscem zatrudnienia dla osób, które przeszły kryzysy psychiczne. Nad pracą dwudziestu czterech osób czuwa dziewięciu zdrowych pracowników, w tym pielęgniarka i terapeuta.

Budynek kilka lat wcześniej był ruiną, do remontu zatrudniono firmę budowlaną, ale ściany malować pomagali także lekarze i pacjenci doktora. Pensjonat z restauracją zbiera pochlebne oceny: goście, którzy tu się zatrzymują, chwalą smaczne posiłki, miłą obsługę, lokalizację. Pensjonat został wyróżniony także przez samych hotelarzy nagrodą „Po prostu najlepszy 2006”. W ciągu dziewięciu lat pracowało tu pięćdziesięciu byłych pacjentów. W pawilonie obok trwają szkolenia dla studentów medycyny, kleryków, lekarzy środowiskowych, rodzin pacjentów. Krzątają się współpracownicy doktora. Właśnie zakończyło się zebranie zarządu Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej. Jeśli ktoś myśli, że doktor poprzestał na stworzeniu jedynego miejsca pracy czy leczenia osób wychodzących z chorób psychicznych, jest w błędzie. Tych instytucji działających w duchu filozofii Cogito i świadczących pomoc chorym psychicznie w samym Krakowie jest już trzynaście. Są to m.in.: Warsztaty Terapii Zajęciowej, Teatr „Psyche”, Galeria „Miodowa”, Centrum Seniora, Środowiskowy Dom Samopomocy, hostel terapeutyczny, ośrodek „Zielony Dół”, Oddział Dzienny Kliniki Dorosłych, Catering Cogito, Dzienny Oddział Rehabilitacji.

Precz stereotypom

Na społeczne postrzeganie chorych psychicznie czy lekarzy psychiatrów ogromny wpływ ma kinematografia. „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Lśnienie”, „Rain Man”, „Lęk wysokości” – filmy, o których trudno zapomnieć. Skojarzenia są niekiedy uproszczone, przez co krzywdzące: jeśli lekarz psychiatra – to koniecznie w białym kitlu, w otoczeniu pielęgniarek podających w nadmiarze psychotropy; jeśli szpital – to miejsce przypominające przepełnione koszary wojskowe: obiekt zamknięty i nieprzyjazny, pacjent natomiast to człowiek agresywny i rzadko rokujący wyzdrowienie. Filmy rządzą się swoimi prawami – znacznie bardziej widowiskowe jest samobójstwo niż szczęśliwy finał terapii. Niemal podświadomie odczuwamy lęk przed bliższym spotkaniem z chorym na schizofrenię. Tymczasem każdy chory boi się stygmatyzacji i społecznego wykluczenia. W „Soliście” (niewiele takich filmów) znajduje swoje miejsce wśród nas. A przecież, jak się ostrożnie szacuje, niemal milion Polaków ma zaburzenia psychiczne, przeżywa ciężkie depresje, ponad 400 tys. jest chorych na schizofrenię.

Krakowską psychiatrię przez lata rozsławiały i rozsławiają nazwiska niezwykłych lekarzy. Polska psychiatria wiele zawdzięcza prof. Antoniemu Kępińskiemu. Ksiądz Tischner pisał o nim: „Ten wie o człowieku więcej niż Freud, Heidegger, Lévinas”. Uczniami Kępińskiego byli m.in. Maria Orwid, Adam Szymusik. Do grona uczniów profesora należą Jacek Bomba, Jerzy Zadęcki. Jak pisał w posłowiu do „Autoportretu człowieka” Zdzisław Ryn: „Przeminęło wielu współpracowników Kępińskiego, przybyli nowi adepci sztuki psychiatrycznej. Jednak przetrwał wykreowany przez Kępińskiego duch krakowskiej psychiatrii oparty na szczególnym szacunku i pietyzmie do chorego”.

Doktor Cechnicki należy do tego pokolenia krakowskich psychiatrów, którzy profesora już osobiście nie poznali. Kępiński zmarł w 1972 r., dwa lata później doktor Cechnicki ukończył studia medyczne. Za nauczyciela miał Jerzego Zadęckiego, Kliniką kierowali wówczas Adam Szymusik i Maria Orwid.

Najważniejszym wyzwaniem dla psychiatrów, zdaniem doktora Cechnickiego, jest dojrzenie w kontakcie z pacjentami przede wszystkim człowieka, nie zespół objawów, jednostkę diagnostyczną. „Wystarczy działać w duchu Kępińskiego – napisał w posłowiu do „Schizofrenii”.

Żona doktora przypuszcza, że pasję społecznikowską mąż odziedziczył po ojcu, lekarzu pediatrze, mama była farmaceutką. Początkowo chciał studiować socjologię, ale ostatecznie wybrał medycynę. Przyjechał na studia z Warszawy do Krakowa. Na pierwszym roku zaprzyjaźnił się z Bogdanem de Barbaro, z którym po studiach w 1974 r. odbyli staż w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie. Wcześniej poślubił Marię Niemczewską, polonistkę, jak on zafascynowaną teatrem. Doktor grywał nawet w studenckim teatrze „TAM”. Z profesorem de Barbaro i Stanisławem Kracikiem pojawiali się w kościele św. Anny, gdzie duszpasterstwo akademickie prowadził ks. Adam Boniecki. Stąd Stanisław Kracik mówi o sobie i kolegach z duszpasterstwa „Boniecczycy”.

Profesor de Barbaro, kierownik Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum UJ, wspomina, że Andrzej w pasji reformatorskiej przynosił na oddział zamknięty w Kobierzynie pacjentom kolorowe gazety (m.in. „Przekrój”), z czego dworował sobie ówczesny ordynator. Wtedy, w połowie lat 70. takie „rarytasy” uznawane były za ekstrawagancję i fanaberię. Pacjent był po to, aby zażywać leki i nie przeszkadzać, mógł cały dzień chodzić z kąta w kąt.

Zburzcie mury

Rewolucja w psychiatrii, jaka dokonała się na świecie i z trudem dokonuje się w Polsce, polegała nie tylko na nowych zdobyczach farmakologii (leki są dziś skuteczniejsze, łagodniejsze w działaniu), ale na zmianie podejścia do pacjenta. Jak uważa prof. de Barbaro: „Pacjent nie jest już obiektem działania, ale partnerem w terapii. Stygmatyzacja chorego jest też mniejsza niż kiedyś”.

W rok po studiach Andrzej Cechnicki przeniósł się do pracy w krakowskiej Klinice Psychiatrii, której pozostał wierny do dzisiaj. Odwiedzał chorych w mieszkaniach, organizował dla pacjentów i lekarzy obozy terapeutyczne w górach. Otrzymał prestiżowe zaproszenie na staż w Klinice Psychiatrii w Berlinie, ale nie dostał paszportu. Jednak w 1979 r. udaje mu się wyjechać do Kliniki Psychiatrycznej w Pfäfers, gdzie pracował jako asystent i poznał wielkich reformatorów szwajcarskiej psychiatrii prof. Luca Ciompiego i Ambrosa Uchtenhagena. Znał doskonale język niemiecki i już wówczas nawiązywał kontakty z lekarzami z Niemiec.

W 1985 r. z okazji 40. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Auschwitz, do Krakowa na międzynarodowy kongres „Wojna, okupacja i medycyna” na zaproszenie chirurga i etyka prof. Józefa Bogusza przyjechali niemieccy psychiatrzy. Można sobie wyobrazić jak – trudna pod wieloma względami – była dla nich ta wizyta. Potomkowie pokolenia wojennego, a jednak zanurzeni w traumach wywołanych nazistowskimi zbrodniami. Spotkanie z Polakami i rozmowa o Auschwitz. Siermiężna rzeczywistość PRL-u, podzielone murem berlińskim Niemcy. W tym czasie uciekinierzy z komunistycznej NRD do RFN przez mur berliński ciągle jeszcze ginęli.

Psychiatrów zza Odry interesowały losy niemieckich pacjentów szpitali psychiatrycznych czasu wojny. Stąd pierwsze kontakty z Polakami. W Niemczech w pięciu specjalnie wydzielonych ośrodkach (niedaleko Lipska, Stuttgartu, Berlina, Frankfurtu, Drezna) naziści w 1940 r. rozpoczęli akcję T4 polegającą na eksterminacji (poprzez trucie tlenkiem węgla chorych psychicznie). Po zajęciu Polski zaczęły się w Kraju Warty masowe mordy polskich pacjentów. Tadeusz Nasierowski, autor książki „Zagłada osób z zaburzeniami psychicznymi w okupowanej Polsce”, szacuje, że w pierwszych miesiącach okupacji równolegle do akcji eksterminacyjnej „Inteligencja” zostało zamordowanych ponad 20 tys. chorych psychicznie. Testowanie skutecznych metod masowego zabijania chorych psychicznie poprzedziło Holokaust.

Doktor Andrzej Cechnicki i prof. Adam Szymusik zaprosili niemieckich psychiatrów do złożenia wizyty w Polsce. W 1987 r. trzydziestu z nich odwiedziło Kraków, Oświęcim, Międzyrzecze, Gniezno, Wartę. Część z nich nocowała w domach i u rodzin byłych więźniów obozu Auschwitz, pozostali w domach polskich lekarzy. W 1990 r. dzięki staraniom doktora Cechnickiego powstały Polsko-Niemieckie Towarzystwo Zdrowia Psychicznego oraz Niemiecko-Polskie Towarzystwo Zdrowia Psychicznego, w prace których zaangażowali się najwybitniejsi psychiatrzy polscy i niemieccy. Nawiązały się przyjaźnie ponad granicami, rozpoczęto wymianę doświadczeń w reformowaniu opieki psychiatrycznej, szpitale zaczęły podpisywać porozumienia, lekarze i pielęgniarki byli wysyłani na staże.

Dziś, także dzięki zaangażowaniu doktora Cechnickiego, czterdzieści dwa ośrodki psychiatryczne z obu krajów utworzyły dwadzieścia jeden partnerstw. Jednym z celów wspólnego działania – prócz najważniejszego, czyli reformowania psychiatrii (mniejsze szpitale, krótka hospitalizacja, otwarte ośrodki leczenia) – było upamiętnienie pomordowanych przez nazistów chorych. Towarzystwo ufundowało tablice upamiętniające mordy m.in. w Forcie VII Twierdzy Poznań; włączyło się w budowę pomnika w szpitalu w Kobierzynie. Od 1993 r. zaczęto publikować dwujęzyczny rocznik „Dialog”, czasopismo redaguje żona doktora. Raz do roku organizowane są w Niemczech lub w Polsce sympozja tematyczne, w których biorą udział przedstawiciele wszystkich zawodów, a także pacjenci prezentujący wykłady i uczestniczący w debatach.

W 2000 r. Polsko-Niemieckie Towarzystwo Zdrowia Psychicznego zostało uhonorowane za szczególne zasługi dla rozwoju stosunków polsko-niemieckich. W tym samym roku z inicjatywy Adama Szymusika, Marii Orwid i Andrzeja Cechnickiego powstało Polsko-Izraelskie Towarzystwo Zdrowia Psychicznego, a od 2008 r. trwa współpraca partnerska polsko-niemiecka z psychiatrami z Kijowa, Odessy, Lwowa i Doniecka. 300 lekarzy i pielęgniarek miało możliwość odbycia staży w polskich i niemieckich ośrodkach. W 2010 r. w ogólnopolskim konkursie dla pracodawców wrażliwych społecznie doktor otrzymał nagrodę specjalną „Lodołamacz”. W 2011 r. przyznano mu Krzyż Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Nagród dla niego i jego współpracowników było zresztą więcej m.in. dwukrotnie Pro Publico Bono i Nagroda Fundacji Jerzego Bonieckiego.

Otwórzcie drzwi

Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego przewiduje zakładanie „Centrów Zdrowia Psychicznego”. Idea – aby pacjent w gminie, którą zamieszkuje, mógł otrzymać pomoc na miejscu, zamiast być kierowany do dużego szpitala kilkanaście kilometrów od własnego domu – jest właściwa. Cóż z tego, projekt wygląda ładnie na papierze, gorzej z realizacją. Niewiele ponad 3 proc. w budżecie przeznaczonym na opiekę zdrowotną w Polsce przypada na psychiatrię. W innych krajach to minimum 5 proc., w Szwajcarii ten wskaźnik sięga 12 proc. Doktor Cechnicki od lat apeluje o zwiększenie środków finansowych na psychiatrię. Petycję w sprawie równego traktowania osób chorujących psychicznie i somatycznie (www. petycje.pl, numer petycji 7558) poparło już blisko 3 tys. osób.

Doktor marzy o wybudowaniu w przyszłości Centrum Integracji Społecznej im. Antoniego Kępińskiego. Już dziś zaprasza wszystkich do udziału w akcji „Schizofrenia – otwórzcie drzwi” – w jej ramach odbędzie się m.in. wystawa prac pacjentów w krakowskim Pałacu Sztuki.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]