Trochę spokoju – gdzie go szukać? Kto czyta moją rubrykę regularnie, wie, jakie mam sposoby. Zacząć dzień od lektury wiersza. Leżąc, przyglądać się śpiącej kotce lub kotu, a najlepiej kotom przytulonym do siebie jak idealne połówki jednego stworzenia. Zamknąć oczy i przez chwilę być kimś innym, w innym miejscu. Zadzwonić do kogoś, kto mnie potrzebuje. Znaleźć dobry obraz – i stać przed nim, nie spiesząc się, pozwolić mu przemówić.
W Muzeum Narodowym w Krakowie trwa właśnie wystawa obrazów Janusza Tarabuły, zatytułowana „Pamięć”. Janusz Tarabuła jest malarzem wielkim. On sam pewnie by się żachnął, słysząc to słowo – ale trzeba je powiedzieć. Chociaż samo słowo wydaje się nie pasować do jego malarstwa. Jest to bowiem malarstwo z założenia m a ł e – nie tylko ze względu na skromne środki, jakimi się posługuje, ale również na aurę, jaką stwarza i jaka je otacza. Niemniej jeśli wziąć pod uwagę jego cele i rezultaty, jest to malarstwo w i e l k i e .
Najpierw o aurze. Artysta trafnie kiedyś zauważył: „Moje obrazy nie przeszkadzają nikomu”. Tarabuła bywał dynamiczny i dramatyczny, ale nigdy nie był agresywny. Jego obrazy, nawet te chropawe, „materialne”, nie zaczepiały, tylko zapraszały. Nie tyle wychodziły ku oglądającym, co otwierały się przed nimi i zachęcały do wejścia w głąb, kontemplacji. Ktoś, kto przychodzi do galerii po „wrażenia”, może łatwo takie obrazy przeoczyć. A jednocześnie, jeśli zatrzyma się przy nich na odpowiednio długą chwilę, ofiarują mu coś, czego bardzo potrzebuje.
Janek Michalski, który oprowadzał naszą grupkę po wystawie, zauważył, że przy obrazach Tarabuły dobrze się czujemy. „Sądzę, że to kwestia proporcji”, dodał, „intuicyjnego przetransponowania zasad złotego podziału”. Pamiętam, że moje wrażenia z pierwszego spotkania z twórczością Tarabuły były podobne. Użyłbym słowa „ukojenie”. Nawet w świecie zdegradowanym, naznaczonym katastrofą – a nie da się ukryć, że taki jest świat tego malarstwa – możliwe jest doświadczenie ukojenia, pojednania.
A cele? „Rzadko się zdarza w sztuce współczesnej, żeby artysta odnosił się do całości – do całego uniwersum, całego kosmosu”, powiedział Janek. Rzeczywiście, w zmieniającym się, ewoluującym malarstwie Tarabuły to odniesienie pozostaje niezmienne. Poszukiwania formalne nie są u niego oddzielone od duchowych – i na odwrót. W jego obrazach – powiedzmy, od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku – wszystko zdaje się zmierzać do syntezy, i to syntezy o charakterze wyraźnie religijnym.
W jego przypadku malarstwo materii nie zatrzymywało się na powierzchni; zaakcentowana mocniej niż gdzie indziej materialność obrazów odsyłała poza siebie, domagała się jakiegoś dopełnienia. „Cała twórczość Janusza Tarabuły to rozmowa z Bogiem”, mówił Janek. Jest to rozmowa o stworzeniu – o jego pięknie, cierpieniu, także zbawieniu. O niewystarczalności środków, jakie mamy do dyspozycji, by o tym opowiedzieć, a jednocześnie o wielkim wysiłku, by przezwyciężyć to, co nas ogranicza. Stąd na wystawie obraz „Hommage à El Greco” – hołd dla jednego z mistrzów, który starał się przesunąć granice tego, co możliwe.
Wybór dzieł, dokonany przez kuratorkę Annę Budzałek, jest bardzo dobry. Może trochę za mało jest prac z lat 80. i 90., kiedy to artysta niespodziewanie sięgnął po żywsze, intensywniejsze kolory. Mój ulubiony obraz z tego czasu to „Epitafium dla zmarłych piesków”; szkoda, że go nie ma. To tam pojawia się ów intrygujący pomarańczowy prześwit, który powróci w zamykającym wystawę surowym i przejmującym „Ukrzyżowaniu” z 2023 r.
Ciekawie prezentują się za to wczesne, mocno surrealizujące gwasze z lat 50. Podobno kiedy się odnalazły, artysta chciał je spalić, uważał, że nie są interesujące. Tymczasem, starannie oprawione, ujawniają swoje piękno, swój metafizyczny potencjał. Pisałem o nich przed laty, że to „metafizyka dla uważnych”. No, tak się pisze, takie efektowne określenia czasem przyjdą nam do głowy. Bardziej dumny jestem z tego, że ich aura skojarzyła mi się z wierszem Andrzeja Bursy: „Wchodzę bramą bez muru / Bramą co nie zamyka tylko otwiera…”. Cytat ten pasuje do całej twórczości Tarabuły.
Zachęcam, żeby pójść na tę wystawę – potrwa do sierpnia. A jak już będziecie w środku, broń Boże się nie śpieszcie. Pozwólcie obrazom działać. Posłuchajcie, co mają do powiedzenia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















