Reklama

Przetłumaczyć siebie

Przetłumaczyć siebie

06.11.2011
Czyta się kilka minut
Dla trzynastolatki podróż do Montrealu na podkładzie "Batorego" jest wyraźnym odcięciem od starego świata. Wtapianie się w inny język, inne miasto, inne zainteresowania stanie się długim i bolesnym procesem, dla zrozumienia i zaleczenia którego Eva Hoffman, gość piątego dnia Festiwalu Conrada, zacznie pisać książki.
Eva Hoffman, gość III Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada w Krakowie / fot. Grażyna Makara
Z

Zanim w 1959 roku Hoffman opuści z rodzicami Polskę (razem ze stoma tysiącami zapomnianej emigracji żydowskiej tamtego czasu), poczuje pełnię dzieciństwa w Krakowie, który stanie się potem rajską krainą z przeszłości. Krainą, której odtworzenie możliwe jest tylko z największym wysiłkiem.

Jeszcze cięższą pracą będzie przejście z jednego języka, polskiego, na drugi - angielski. Jeśli język, jak mówiła na spotkaniu w Pałacu pod Baranami Hoffman, nie jest tylko narzędziem, ale też określa świadomość, żmudny proces tłumaczenia się na nowo musi trwać wiele lat.

Zmiana, spowodowana emigracją, wygnaniem (dla polskich Żydów zrobiono w latach 50. Wyjątek, pozwalając im na opuszczenie komunistycznego raju), jest wieloaspektowa.

Opuszczenie Polski to rezygnacja z pianistycznej pasji, którą w Evie Hoffman budziła pani Witeszczakowa (matka Leszka Elektorowicza), to wewnętrzne stłamszenie języka polskiego po to, by pozwolić na pojawienie się wewnętrznego języka angielskiego, to także poczucie niezrozumienia przez Amerykanów skomplikowania relacji polsko-żydowskich.

Lekarstwem mającym zagoić rany staną się książki, takie jak "Illumination", czyli literacki powrót do muzyki, jak "Sztetl", opowiadający historię miasteczka polsko-żydowskiego, jak najbardziej bodaj znana książka Evy Hoffman "Lost in Translation", gdzie tytułowe zagubienie może też oznaczać fascynację.

Kiedy Hoffman twierdzi, że nie chciała pisać książek o przeszłości, mimo potwierdzenie swojej historycznej świadomości, podaje przykład "Tajemnicy", książki, która miała być przeskokiem z przeszłości do bliskiej przyszłości. Co ważne, tematem książki są implikacje dotyczące tożsamości, jakie pojawiają się w rewolucji w myśleniu o człowieku, spowodowanej możliwością klonowania. Pytanie o to, czy kształtuje nas biologia czy psychologia, staje się więc wariacją pytania o zmianę tożsamości towarzyszącą zmianie języka.

Trudnościom językowym towarzyszy też ciężar przeszłości. Rodzice Hoffman, uratowani z Holocaustu przez Ukraińców, niosą w sobie piętno Zagłady. Pamięć Holocaustu, jak pamięć emocji w komórkach organizmu, jednocześnie jest i nie jest pamięcią drugiego pokolenia Ocalonych. Żydowskość, mówi Hoffman, to coś, co musi uhonorować nie tylko jako córka Żydów, którzy przeżyli II wojnę. Ewa, imię, które nosi, dano jej na cześć babki zamordowanej przez nazistów. W tym imieniu splata się więc problematyka Holocaustu, dziedziczenia ciężaru przeszłości i jednocześnie pierwsza trauma po przyjeździe do Kanady, kiedy nauczycielka wymawia "Eve" po angielsku, nie po polsku. Czy to inne imię nosi nadal ta sama osoba?

Drugi język nie musi zawsze wiązać się z traumą. Proces tłumaczenia się na nowo powiódł się, mówi Hoffman. Przyszła taka chwila, że zaczęła słyszeć muzykę angielskich wierszy, mogła też w końcu mówić wewnętrznym angielskim, czyli po angielsku widzieć nie tylko świat, ale swoją przeszłość. Zmiana języka nie była spowodowana chęcią odcięcia się od ciężaru żydowskości zamieszanej w dramat Holocaustu. Była skutkiem obsesji, obsesji utożsamienia się z nowym językiem/nowym otoczeniem. Jeśli "Lost in Translation" jest najpiękniejszym studium stawania się człowiekiem dwujęzycznym, to zmagania Hoffman kończą się sukcesem. Na szczęście tłamszenie języka polskiego nie było jego zabiciem, a odłożeniem na bok. Powrót do polskiego Hoffman zawdzięcza generałowi Jaruzelskiemu, który - ogłaszając stan wojenny - spowodował kolejną wielką polską emigrację. To właśnie z tamtymi Polakami Eva Hoffman rozmawia w Nowym Jorku w latach 80. Po polsku.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Od 2007 r. w „Tygodniku Powszechnym”, od początku odpowiada za profile pisma na Twitterze i Facebooku, a także za działania e-marketingowe „Tygodnika”. Pisze o tematach z zakresu marketingu...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]