Śledząc szum informacyjny, można odnieść wrażenie, że od piątkowego spotkania prezydentów Trumpa z Putinem na Alasce do poniedziałkowej serii spotkań prezydentów Trumpa i Zełenskiego oraz liderów europejskich dokonał się jakiś mały, ale jednak zwrot. Zamiast manifestacji sympatii dla Putina mieliśmy manifest zrozumienia i otwartości dla Ukrainy oraz solidarności z Europą.
W rzeczywistości nie zmieniło się jednak nic, co pozwoliłoby nam nie tylko mieć nadzieję na koniec wojny, ale i naszkicować ramy możliwego kompromisu oraz kroki do jego osiągnięcia. Obietnice kupowania sprzętu, rozmów z Putinem czy niesprecyzowanych gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa – to wszystko nie jest powiewem nadziei. Problem jest cały czas ten sam: jedynym przywódcą, który ma jasną strategię wobec wojny, jest Putin.
Kiedy Putin się zatrzyma?
Rosja konsekwentnie i skutecznie kupuje czas, aby złamać ukraińską obronę, wyczerpać materiałowe i polityczne zasoby USA i Europy, a następnie narzucić swoje warunki „pokoju”, czyli zainstalować w Kijowie przychylny sobie rząd, który wejdzie na białoruską ścieżkę współpracy. A potem zaproponować powrót do współpracy biznesowej i politycznej z Unią Europejską i USA.
Nie ma znaczenia, że Ukraina jest za duża, aby ją sobie podporządkować, że koszty dla społeczeństwa rosyjskiego są ogromne. Dla Putina wojna w Ukrainie nie jest już tylko narzędziem podboju politycznego, ale i celem samym w sobie, z którego nie może zrezygnować bez konsekwencji dla „cesarstwa”. Zatrzyma się tylko wtedy, gdy wykrwawi się lub zostanie zdjęty z tronu. To nie wyklucza taktycznych przerw dla zyskania oddechu, ale nie zmieni celu.
Trumpowi wojna przeszkadza
Dla Trumpa ta wojna jest czymś, o czym najchętniej by nie myślał. Nie chce jej, uważa, że odziedziczył ją po poprzednikach. Przeszkadza mu nie tylko w skupieniu się na polityce wewnętrznej, ale i na poukładaniu świata na nowo, oparcia go na amerykańskiej dominacji gospodarczej, ale bez sieci geopolitycznych zobowiązań. Nie ma też dla niego większego znaczenia, czy państwami rządzą demokraci, czy przywódcy pozbawieni mandatu społecznego.
Trump nie wierzy w żaden, nawet niedoskonały ład międzynarodowy, który ma oparcie w wartościach innych niż materialne. Ucieka więc od decyzji, żongluje pomysłami w nadziei, że sprawy rozwiążą się same bez potrzeby angażowania i narażania na ryzyko amerykańskiej potęgi, a przynajmniej że odwlecze decyzje na kolejne tygodnie. Ukraina chce gwarancji? Rozmawiajmy o gwarancjach, choć wszystkie strony wiedzą, że realne – w znaczeniu: poważne zobowiązania, a nie polityczne gesty – amerykańskie gwarancje wymagają traktatu, zgody Senatu, a następnie rozwoju całej infrastruktury współpracy wojskowej. Nie ma więc gwarancji „podobnych do artykułu 5”. Jest tylko artykuł 5 albo polityczne deklaracje. A szanse na członkostwo Ukrainy w NATO są dzisiaj żadne.
Europa przestawia politykę i gospodarkę na warunki wojenne
No i zostaje Europa, czyli my, którzy cały czas podświadomie chcemy widzieć w Ameryce zbawcę, który stanie po stronie dobra i wymusi na Rosji koniec działań albo wesprze Ukrainę w wygraniu wojny. Choć liczenie na Amerykę jest tradycyjnie bardziej przejawem świadomości własnych słabości niż wiary w solidarność atlantycką, wciąż brakuje nam jasnej strategii, podpartej odpowiednimi zdolnościami.
Proces przestawiania polityki i gospodarki europejskiej na warunki wojenne jednak trwa. I jak na standardy kontynentu, a także sytuację wewnętrzną, jest on dość szybki. Są fundusze, przemysł zbrojeniowy wrócił do łask największych państw, które starają się utrzymać wspólny front wobec Rosji, Ukrainy i USA. Ale wciąż jesteśmy daleko od tego, aby móc samodzielnie stawiać warunki i być rozgrywającym, a nie rozgrywanym.
To tworzy paradoksalnie zręby wspólnoty losu Ukrainy i naszego, która może stać się aktem założycielskim nowej polityki bezpieczeństwa w Europie, świadomej zarówno rosyjskiego zagrożenia, jak i amerykańskiej obojętności.
Do tego czasu jednak zostaje nam obserwowanie sytuacji na froncie i czekanie na kolejne szczyty przywódców.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















