Przedwojenna opowieść

Antoni Kroh: STARORZECZA - "W naszej ówczesnej mowie słowo »przedwojenny« oznaczało »solidny, w dobrym gatunku, godzien zaufania«... »Masło przedwojenne« (sklepik w Łodzi na Piotrkowskiej, lata 40. Osoba, która to zapisała, była zdumiona, że tylu ludzi na widok tej wywieszki uśmiecha się ze zrozumieniem)". "Starorzecza" też są niewątpliwie przedwojenne, choć ich autor urodził się w 1942 roku.
Czyta się kilka minut

Antoni Kroh - etnograf, historyk kultury, pisarz, tłumacz. Znawca i miłośnik Podhala, Spiszu i Łemkowszczyzny. Czech i Słowacji. Autor nowego przekładu arcydzieła Jaroslava Haška, tomu szkiców "O Szwejku i o nas", a także "Sklepu potrzeb kulturalnych", świetnej książki o dzieciństwie spędzonym przez małego astmatyka w Bukowinie Tatrzańskiej, a zarazem o góralszczyźnie i jej przemianach.

"Starorzecza", ogromna - sześćset stron! - wielowątkowa, dygresyjna opowieść autobiograficzna, mówią więcej o historii minionego wieku niż niejedna praca historyczna. Cytaty z historyków też się tu zresztą znalazły, najważniejsze jednak jest budowanie wielobarwnego obrazu przeszłości z okruchów pamięci, fragmentów ludzkich losów, listów i dokumentów, anegdot, nawet dziecięcych wyliczanek. Ów pozorny chaos, w który od pierwszej strony wkraczamy, to po prostu życie, bo przecież każdy człowiek jest, jak pisze autor, "jednym wielkim cudownym zbiegiem okoliczności".

"Sąsiadki z Sadyby kręciły głowami, jaka to straszliwa lekkomyślność zachodzić w ciążę w Warszawie podczas wojny. Sporo było w tym racji, choć przecież nie do końca. Zagadka dla miłośników historii: wymienić bezpieczną, przyjazną, pewną datę, powiedzmy od połowy siedemnastego wieku do dziś, i dowolną miejscowość w naszym kraju, sposobną do narodzin". Po mieczu potomek niemieckich ewangelików osiadłych w Warszawie, po kądzieli - ziemiańskiej rodziny Lechnickich z Chełmszczyzny, Antoni Kroh wychowywany był przez matkę (ojciec, inżynier, zginął w 1946 roku). Stryj matki, Zdzisław Lechnicki, działacz niepodległościowy, senator II RP, po wojnie współpracownik Witolda Maringe’a, dyrektora Państwowych Nieruchomości Ziemskich, sądzony wraz z nim w sfingowanym procesie, zmarł w kilka lat po wyjściu z więzienia.

To ważne - bo jednym z najistotniejszych wątków "Staro­rzeczy" jest obrona dobrego imienia warstwy społecznej zlikwidowanej przez nowy ustrój i odtworzenie etosu szlachecko-inteligenckiego, któremu "bezeci" (byli ziemianie) starali się być wierni także po klęsce. Kroh pisze o zaginionej Atlantydzie, którą dla jego matki był pałac w Serebryszczu, z sentymentem, choć i ze świadomością zarzutów, jakie polskiemu ziemiaństwu od dawna stawiano. I jest adwokatem przekonującym.

"Walka o polską szkołę, wspieranie unitów w ich rozpaczliwej walce, żołnierska śmierć, przekradanie się przez linię frontu, konspiracje... organizowanie szkoły rolniczej, niewdzięczna i czasochłonna praca w organizacjach społecznych. Sejm, Senat, Rada Ministrów, patriotyzm lokalny i ściśle z nim związane myślenie w kategoriach dobra państwa, praca organiczna wśród chłopów, znaczne ofiary materialne. Aby lista była pełna, dopisać trzeba (i nie na końcu) chodzenie z podniesioną głową i wychowywanie dzieci w upiornych warunkach tak zwanych lat pięćdziesiątych. Później także". "Starorzecza" to jedna z naj­wnikliwszych książek o peerelowskiej codzienności widzianej z perspektywy "inteligencji pracującej". Punktująca absurdy i odsłaniająca mechanizm, który za nimi się krył.

A to przecież nie wszystko. Jest jeszcze zestawienie roli zagranicznych paczek w materialnej i duchowej cywilizacji Peerelu z... kultem cargo, który narodził się w Oceanii po przybyciu białych i ich towarów. Portret zaprzyjaźnionego z Lechnickimi Melchiora Wańkowicza, któremu autor i jego siostry czas jakiś sekretarzowali, i lista zastrzeżeń co do wiarygodności niektórych realiów "Ziela na kraterze". Mądre refleksje na temat niezbędności tradycji w wychowaniu i niebezpieczeństw instrumentalnego traktowania przeszłości. Nie ma co dalej wyliczać - przeczytajcie sami! (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2010, ss. 604. W tekście sporo ilustracji.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2010