Reklama

Przeciwko obojętności

Przeciwko obojętności

30.08.2021
Czyta się kilka minut
RADOSŁAW WÓJCIK, Muzeum Polin: Dbanie o pamięć to hołd dla tych, których już nie ma, ale jednocześnie, co może nawet ważniejsze, wyciąganie wniosków z historii, służące rozwijaniu wrażliwości na problemy współczesnego świata.
MACIEK JAŹWIECKI
M

MICHAŁ SOWIŃSKI: Kto może otrzymać Nagrodę Polin?

RADOSŁAW WÓJCIK: Każdy, kto zajmuje się tym, co Muzeum Polin robi od momentu otwarcia w 2014 roku, czyli przywracaniem i ochroną pamięci o polskich Żydach.

A konkretnie?

Celowo tego nie doprecyzowujemy, żeby nie ograniczać kreatywnych pomysłów – mogą to być działania z zakresu edukacji, opieki nad cmentarzami i zabytkami lub różne inne formy pielęgnowania pamięci, utrwalania polsko-żydowskiego dziedzictwa czy odkrywania lokalnej historii. Kandydatami do nagrody mogą zostać zarówno osoby fizyczne, jak i najróżniejsze organizacje pozarządowe. Kładziemy jednak nacisk na wymiar społeczny, zależy nam, aby szczególnie doceniać działalność oddolną, która nie wynika bezpośrednio z czyjejś aktywności zawodowej. Ma to ogromne znaczenie szczególnie w przypadku osób, które działają z potrzeby serca lub poczucia misji, a wkładają w to mnóstwo energii, czasu i, nierzadko, własnych pieniędzy.

Jaki stawiacie sobie cel?

Ten pierwszy, statutowy, zawiera się właśnie w szeroko rozumianym dbaniu o pamięć i spuściznę po Żydach, którzy kiedyś byli obywatelami naszego kraju. Chcemy podziękować ludziom, którzy nam w tym pomagają – chodzi o gest symboliczny, ale też wymierne wsparcie materialne, bez którego wielu rzeczy po prostu nie da się zrealizować.

Drugi aspekt naszej nagrody, być może nawet ważniejszy, to popularyzacja tych godnych podziwu postaw – rodzaj impulsu, który być może rozbudzi w innych chęć działania. I chodzi tu zarówno o propagowanie samej idei, jak i o wymiar praktyczny. Osoby nominowane często pracują w małych, lokalnych wspólnotach, bez wsparcia z zewnątrz. A nam zależy na budowaniu relacji – współpracy i przekazywaniu doświadczeń oraz umiejętności, bez których czasem ciężko, pomimo najszczerszych chęci, zacząć działać na własnym podwórku. Nasi laureaci niejednokrotnie musieli z mozołem sami przecierać szlaki w rozmowach z lokalnymi władzami, czasem także sąsiadami – to bezcenne know-how z pewnością przyda się innym.

A w szerszym sensie? Co na tym mogą zyskać osoby postronne?

Nasza nagroda pomaga – taką mamy nadzieję – rozwijać powszechną świadomość znaczenia przeszłości w naszym życiu, uczy też szacunku dla spuścizny po ludziach, których już nie ma. Niedawno w „Tygodniku” ukazał się felieton Zuzanny Radzik, w którym zamarzyła sobie, żeby w każdej gminie w Polsce można było spotkać choćby jedną osobę pełniącą funkcję lokalnego przewodnika pamięci. Kogoś, kto umiałby każdego zainteresowanego wprowadzić w historię danego miejsca – nie tę z podręczników czy tablic informacyjnych, ale właśnie w żywą opowieść o ludziach i świecie, który tworzyli. To jest także nasze marzenie. Dzięki takim ludziom możemy – i mówię tu o wszystkich mieszkańcach naszego kraju – pełniej zrozumieć miejsca, w których żyjemy.

Już parę razy w naszej rozmowie padło słowo „pamięć”. To pojęcie wieloznaczne. Jak w tym kontekście należy je rozumieć?

To prawda, tę różnorodność znaczeń dobrze widać na przestrzeni kolejnych edycji naszej nagrody. Poszczególni finaliści zajmują się wieloma rzeczami. Niektórzy np. dbają o cmentarze żydowskie – i jest to najbardziej materialny wymiar troski o pamięć. Inni z kolei zajmują się badaniem, odkrywaniem i upowszechnianiem materiałów archiwalnych, tworząc niesamowite zbiory cyfrowe, które potem bywają wykorzystywane w najróżniejszych celach. Jeszcze inaczej problem pamięci definiują ci, którzy cierpliwie, czasem wręcz mozolnie, próbują przywrócić współczesnym to, co przypadkiem lub celowo zostało wymazane bądź zniszczone. Dużo wiedzy i wytrwałości, a także odrobina szczęścia pozwalają ocalić od zapomnienia rzeczy zupełnie niezwykłe, które w innym przypadku najprawdopodobniej zniknęłyby już na zawsze.

Co byłoby wspólnym mianownikiem tych różnych strategii walki o pamięć?

Marian Turski w swojej niezwykle poruszającej przemowie podczas uroczystości z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau apelował: „nie bądźcie obojętni”. Bo to właśnie obojętność była pierwszym krokiem do największych tragedii XX wieku. Wydaje mi się, że kluczowa – zarówno dla nas, Muzeum Polin, jak i kandydatów do naszej nagrody – jest właśnie niezgoda na obojętność. Potrzeba działania na rzecz pamięci w tym właśnie ma źródło. Pamięć to przeciwieństwo obojętności – to chyba najzwięźlejsza definicja, o którą pan pytał.

Dochodzimy do sedna problemu, czyli do znaczenia pamięci dla ­podejmowania decyzji tu i teraz.

Dbanie o pamięć to w oczywisty sposób hołd dla tych, których już nie ma, ale jednocześnie, co może nawet ważniejsze, wyciąganie wniosków z historii, służące rozwijaniu wrażliwości na problemy współczesnego świata.

To już siódma edycja nagrody – co w ciągu tych lat się ­zmieniło? Widać wymierne efekty pracy, którą wykonujecie?

W pierwszej edycji, która miała miejsce w 2015 r. przy okazji rocznicy otwarcia wystawy stałej Muzeum Polin, kandydatów do nagrody wskazywała sama kapituła. Rok później pojawił się pomysł, żeby ten projekt otworzyć i zaprosić do jego współtworzenia wszystkich chętnych. Dlatego od pięciu lat każdy może zgłaszać kandydatów. Wtedy baliśmy się, że po dwóch czy trzech edycjach nie będziemy mieli już spośród kogo wybierać.

I nie macie?

Rokrocznie dostajemy kilkadziesiąt, a czasem ponad sto zgłoszeń. Błyskawicznie okazało się – co jest powodem naszego nieustannego zdumienia i zachwytu – że w całej Polsce, szczególnie w mniejszych miejscowościach, dzieją się rzeczy, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Wiele osób, które poznaliśmy już lata temu, dalej działa i konsekwentnie realizuje następne pomysły, ale co roku pojawiają się też zupełnie nowe, wspaniałe inicjatywy.

Ciekawe, że przy okazji Nagrody Polin pojawia się tak dużo działaczy z małych miejscowości.

W regulaminie konkursu nie ma żadnych ograniczeń ani preferencji geograficznych, ale faktycznie, większość zgłoszeń pochodzi spoza dużych miast. To wynika przede wszystkim z tego, że w większych ośrodkach istnieje sporo instytucji zajmujących się pamięcią, a na prowincji, tam gdzie ich brakuje, tę funkcję mogą pełnić jedynie lokalni aktywiści. Często zaczyna się od jednej osoby, która działa bez żadnego wsparcia, zupełnie nieformalnie. Potem dołączają inni – rodzina, znajomi, sąsiedzi – którzy np. wspólnie zaczynają się opiekować zapuszczonym cmentarzem na uboczu miasteczka. Potem, gdy widać już pierwsze wymierne efekty ich pracy, pojawia się apetyt na większe projekty, wymagające już prawnej formalizacji – tak powstają stowarzyszenia i fundacje, o których robi się głośno w całym regionie, a czasem i poza nim.

Z pewnością jednak widać na mapie zgłoszeń geografię historyczną.

To prawda, dominuje południe i wschód Polski, co oczywiście wynika z historii Żydów na ziemiach polskich.

Praca aktywistów ­przywracających pamięć o Żydach w mniejszych miejscowościach na prowincji z ­pewnością nie jest wyłącznie usłana różami. Coś się zmieniło w ciągu tych lat istnienia nagrody?

Nie mamy wystarczająco dużo danych, aby móc wyciągać jednoznaczne wnioski: jest lepiej lub gorzej, jest łatwiej lub trudniej. Od samego początku docierały do nas informacje o pewnych problemach czy bliżej nieskonkretyzowanej niechęci, z którą czasem zmuszone są mierzyć się osoby zgłaszane potem do naszej nagrody.

Nieskonkretyzowanej?

Tak, rzadko słyszymy o przypadkach otwartej wrogości – dużo częściej pojawia się bierny opór, „zła atmosfera”, jak to czasem określają nominowani. Niedawno zdarzyło się, że jednemu z finalistów naszego konkursu poprzecinano opony pod bramą żydowskiego cmentarza. Częściej natomiast pojawiają się reakcje przeciwne – bywa, że nasi laureaci, zapewne po części za sprawą samej nagrody, zdobywają rozpoznawalność, co ułatwia im choćby współpracę z lokalnymi władzami. Czasem urzędnicy, a przede wszystkim osoby prywatne same zaczynają się zgłaszać z propozycją wsparcia. Innymi słowy, trudno udawać, że nie mamy do czynienia z dwoma ścierającymi się tendencjami.

Która dziś dominuje?

Nie czuję się kompetentny, by to oceniać. Coś innego jednak wydaje mi się ważniejsze, a mianowicie konsekwencja w działaniu naprawdę sporej grupy ludzi – a co roku ich przybywa! – którzy od lat, niezrażeni negatywnymi głosami i innymi przeszkodami, uparcie realizują swoją misję. To jest autentycznie poruszające i bezdyskusyjnie godne podziwu.

Najgorzej jest chyba na początku, na etapie planów. Potem, gdy już uda się odnowić cmentarz albo wyremontować synagogę, głosy krytyczne cichną.

Negatywne emocje zazwyczaj biorą się z plotek, wybujałych domysłów albo zwyczajnej niewiedzy. Np. spotkałem się kilkukrotnie z zupełnie oderwanymi od rzeczywistości insynuacjami, że ktoś jest opłacany przez rząd izraelski albo inną bliżej niedookreśloną instytucję. To częsty mechanizm społeczny, z którym niewiele można zrobić. Trzeba spokojnie i rzetelnie informować o swoich działaniach, zapraszać do współpracy, a jak to nie podziała – nie przejmować się i robić swoje.

Szeroko rozumiana edukacja to chyba najaktywniejsza forma dbania o pamięć.

Szczególnie ważna, ale też trudna, bo jej efekty, w przeciwieństwie do innych działań, można zobaczyć dopiero w przyszłości. Tym bardziej cieszy fakt, że do nagrody zgłaszanych jest tylu nauczycieli, którzy właśnie w edukacji widzą swoją misję dbania o pamięć. Choć każda forma oporu wobec obojętności i zapomnienia jest walką o lepszą przyszłość dla nas wszystkich. ©℗

RADOSŁAW WÓJCIK od 2016 r. jest kierownikiem konkursu Nagroda Polin. W Muzeum Polin zajmuje się organizacją i komunikacją wydarzeń kulturalnych – głównie muzycznych i literackich. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej i studiów podyplomowych na kierunku dyplomacja kulturalna na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]