Podobno nie ma takiej podróży, która choćby trochę nie zmieniła człowieka. I ta myśl towarzyszy mi od kilku lat zawsze, gdy jesienią z Patrykiem, mistrzem dobrych ujęć i świetnych montaży, oraz Maćkiem, specjalistą od wybitnych kadrów i najlepszych portretów, pakujemy sprzęt do samochodu i wyruszamy w podróż przez Polskę, by z kamerą i aparatem odwiedzić finalistów Nagrody POLIN. Zostawiamy za sobą wielkomiejski gwar, wieże warszawskich biurowców i przez tydzień przemierzamy setki kilometrów, by porozmawiać z tymi, którzy w mniejszych lub większych miejscowościach, w wielu regionach Polski, w różny sposób chronią pamięć o tych, którzy mieli zostać zapomniani.
Ale nie są zapomniani. Jakimś cudem na tym świecie znaleźli się ludzie, którzy z zaangażowaniem, poświęceniem, energią i motywacją dążą do tego, aby pamięć o nich przywrócić. Realizują, być może podświadomie, apel Mariana Turskiego z niezwykle poruszającej przemowy podczas uroczystości z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau: „Nie bądźcie obojętni”. Bo to właśnie obojętność była pierwszym krokiem do największych tragedii XX wieku i to właśnie ona stanowi największe zagrożenie dla nas, współcześnie żyjących.
Docieramy więc do niewielkich miejscowości – Grybowa, Koźmina Wielkopolskiego, Mszany Dolnej czy Wasilkowa, do trochę większych – jak Jasło, Chełm, Mielec, Wieluń, Mińsk Mazowiecki, Kutno czy Nowy Sącz, lub całkiem dużych jak Wrocław, Łódź czy Kraków. Poznajemy tam Kamila i jego ekipę, Pawła, Urszulę i Marka, Mariusza, Ingę, Dorotę, Izę, Agnieszkę, Kasię, Bożenę, Darka, Łukasza, Edytę, Artura oraz Przemka, a także Ulę, Pawła i Magdalenę. Ludzi różnych zawodów, z różnym wykształceniem, w różnym wieku, których łączy jedno: nie są obojętni.
Przemierzając samochodem Polskę wspominamy felieton Zuzanny Radzik z „Tygodnika”, w którym zamarzyła sobie, żeby w każdej gminie w Polsce można było spotkać choćby jedną osobę pełniącą funkcję lokalnego przewodnika pamięci. Kogoś, kto umiałby każdego zainteresowanego wprowadzić w historię danego miejsca – nie tę z podręczników czy tablic informacyjnych, ale właśnie w żywą opowieść o ludziach i świecie, który tworzyli. I cieszymy się, że mamy szczęście takich ludzi spotykać. Rozmawiać z nimi, spędzać czas, zaprzyjaźniać się. A potem kierować na nich obiektywy i światła reflektorów. Bo oni sami, robiąc rzeczy absolutnie niezwykłe, wartościowe i nieoczywiste, najczęściej działają po cichu, bez rozgłosu. Tym bardziej wierzymy w mocny głos Nagrody POLIN o nich i dla nich.
Wróćmy jednak na warszawski Muranów: gdy w 2016 r. w Muzeum POLIN podejmowaliśmy decyzję, aby konkurs Nagroda POLIN prowadzony był w formule otwartej, tak aby każdy mógł zgłosić swojego kandydata, obawialiśmy się tylko o jedno: że nie otrzymamy wystarczającej liczby zgłoszeń, aby wyłonić finałową piątkę. Rzeczywistość szybko jednak rozwiała nasze obawy – w pierwszej edycji konkursu otrzymaliśmy ponad 180 aplikacji. Od tamtego czasu corocznie dostajemy ich kilkadziesiąt lub kilkaset.
Błyskawicznie okazało się więc – co jest powodem naszego nieustannego zachwytu – że w całej Polsce, szczególnie w mniejszych miejscowościach, dzieją się rzeczy, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Wiele osób, które poznaliśmy już wcześniej, nadal działa i konsekwentnie realizuje następne pomysły, a co roku pojawiają się zupełnie nowe, wspaniałe inicjatywy.
I pewnie każdy chciałby teraz zapytać: „No ale po co?”, „Dlaczego to robią?”. Zadawałem im to pytanie dziesiątki razy i nadal nie znalazłem jednoznacznej, uniwersalnej odpowiedzi. Najczęściej słyszę: „To był impuls”. „Nie mogę się godzić na zapominanie”. „Gdy dowiedziałam się, że w moim mieście 1/3 mieszkańców stanowili Żydzi, a dziś nawet śladu po nich nie ma, to coś mną wstrząsnęło”.
Trochę rozjaśniła mi tę sytuację Magda Lewkowicz z Mrągowa. Odbierając wyróżnienie w konkursie Nagroda POLIN 2018, ze sceny w Audytorium Muzeum POLIN powiedziała: „Stoję tutaj nie dla siebie, stoję dla nich – dla tych, którzy zostali zapomniani w moim małym miasteczku Mrągowo. Mam ze sobą 54 nazwiska mrągowskich Żydów, których znalazłam. I będę szukać dalej, ich historii. I w ich imieniu serdecznie dziękuję za to ogromne wyróżnienie".
Mam też w pamięci słowa, które w Wysokim Mazowieckim mówił Karol Głębocki: „Pamięć jest dla mnie bardzo ważna. Nie wiem, czy pamięć jest pierwszą czy drugą ojczyzną Żydów. To jest bardzo istotne, bo ofiarom Holokaustu”, jak powiedział rabin Schudrich, „odebrano życie dwa razy. Pierwszy raz, kiedy pozbawiono życia ich ciała, i drugi raz, kiedy odebrano im pamięć”.
I często myślę o słowach, które powiedziała Natalia Bartczak, laureatka konkursu Nagroda POLIN 2019: „Jeśli moja osoba zainspirowała kogoś do popatrzenia za okno i dostrzeżenia tego, co zapomniane na swojej ulicy, dzielnicy, w mieście i poza nim, to jest to dla mnie największa nagroda”.
Jeśli dotychczasowi finaliści konkursu Nagroda POLIN zainspirowali kogoś do podjęcia jakichkolwiek działań, jest to zarówno dla mnie, jak i dla całego Muzeum POLIN, największa nagroda. A każda podróż zmienia człowieka. Dlatego razem z Patrykiem i Maćkiem z radością zapakujemy sprzęt do samochodu i chętnie Was odwiedzimy.

RADOSŁAW WÓJCIK – od 2016 r. kierownik konkursu Nagroda POLIN. W Muzeum POLIN zajmuje się koordynacją kampanii promocyjnych, organizacją i komunikacją wydarzeń kulturalnych – głównie muzycznych i literackich. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej i studiów podyplomowych na kierunku Dyplomacja Kulturalna na Uniwersytecie Jagiellońskim.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















