Protest osób z niepełnosprawnościami: rząd obiecuje, walka trwa

Na razie władza potraktowała osoby z niepełnosprawnościami zgodnie ze swoją wieloletnią specjalizacją: obiecała zdrowo sypnąć gotówką. Było to konieczne, ale jeśli na sypnięciu się skończy, dobrej zmiany nie będzie.

17.03.2023

Czyta się kilka minut

 /
/

Propozycja, którą położył na stole rząd, zdążyła już podzielić środowisko osób z niepełnosprawnościami. I w sumie trudno się dziwić – pamiętajmy, że mowa o co najmniej trzech milionach Polaków, reprezentowanych przez setki organizacji, mających różne problemy, różne potrzeby wsparcia i odmienne poglądy na temat tego, jak państwo powinno dbać o tę grupę.

„Dla mnie nie padła tam żadna dobra propozycja”, mówiła w czwartek, tuż po konferencji w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej, reprezentująca protestujących od niemal dwóch tygodni w Sejmie Iwona Hartwich, matka niepełnosprawnego Jakuba i posłanka Koalicji Obywatelskiej. Zapowiedziała kontynuację pikiety.

Ale są i tacy, którzy rządowe propozycje uważają za obiecujące. „Cieszymy się, że zmiany zapowiedziane przez Marlenę Maląg i Pawła Wdówika [kierującą ministerstwem rodziny i polityki społecznej oraz jej zastępcę – red.] idą w kierunku proponowanym przez PFON od dawna. Kierunku, który wdraża Konwencję o prawach osób z niepełnosprawnościami. Będziemy pilnować kształtu ostatecznych rozwiązań, by były korzystne dla wszystkich” – można np. przeczytać na Twitterze Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami.


CZYTAJ WIĘCEJ

ZANIEDBANI W STOPNIU ZNACZNYM: Głodowa renta, o której podwyższenie walczą przy Wiejskiej, to ledwie jeden z punktów na długiej liście win III RP wobec osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów. Oto jak Polska systemowo wpędza tę grupę w toksyczną zależność od innych >>>


O jakie rozwiązania chodzi i jak się one mają do postulatów protestujących w Sejmie? By to zrozumieć, ważny jest kontekst, czyli obecna sytuacja bytowa tej – bardzo zróżnicowanej – grupy. Dziś osoby z niepełnosprawnością są grupą statystycznie zagrożoną ubóstwem – podczas gdy skrajna bieda dotyka 4 procent polskich gospodarstw, w tych z przynajmniej jedną osobą mającą orzeczenie o niepełnosprawności wskaźnik ten szybuje do 7 procent.

Owe trzy miliony Polaków utrzymują się z różnych źródeł. Niektórzy pracują, choć wskaźnik zatrudnienia w tej grupie – ok. 29 procent – należy do najniższych w Europie. Inni pobierają zasiłek dla bezrobotnych, są emerytami bądź dostają rentę – z tytułu niezdolności do pracy lub socjalną. To o radykalne podwyższenie tej drugiej renty walczą w Sejmie protestujący na czele z Hartwich. Argumentują, że pobierające to świadczenie niemal 300 tysięcy Polaków jest w najbardziej dramatycznej sytuacji. Renta socjalna, przysługująca osobom, które stały się niepełnosprawne do 18. roku życia (bądź później, ale nadal podczas nauki) wynosi nieco ponad 1500 złotych brutto. Protestujący chcieli podwyższenia jej do poziomu minimalnej płacy krajowej, a więc niemal 3,5 tysiąca brutto.

Rząd ten postulat odrzuca. Zamiast tego obiecał w czwartek całkowicie nowe – i niezależne od wypłacanych do tej pory świadczeń, a więc także od renty socjalnej – tzw. świadczenie wspierające. Komu ma przysługiwać? Paweł Wdówik, wiceminister rodziny i polityki społecznej, tłumaczył w mediach, że jeśli stopień niepełnosprawności ocenimy – tak jak oceniać to mają powołani do tego specjaliści – w skali od jednego do stu, to nowe świadczenie będzie przysługiwało od 70 punktów wzwyż. W przedziale 70-80 będzie stanowiło równowartość połowy dzisiejszej renty socjalnej, a więc niecałe 800 złotych brutto; mieszczący się w kolejnej „dziesiątce” mają dostać tyle co dzisiejsza renta, ci zaś wymagający największego wsparcia (90-100) odbiorą dwukrotność renty.

Dlaczego pikietujący odrzucają te nowe propozycje i nie chcą opuścić Sejmu? Pomijając głosy o politycznych motywach protestu, który musi trwać, bo wkrótce będą wybory (te dywagacje zostawmy rządowej telewizji i prawicowym portalom), najprostsza odpowiedź brzmi: nie wszyscy pobierający rentę socjalną, a zatem także nie wszyscy, których opiekunowie okupują sejmowe korytarze, „załapią się” na nowe rządowe wsparcie. W tym sensie trwający pat – pomijając wzajemną nieufność i podejrzenia, że rząd zwyczajnie nie wywiąże się ze swoich obietnic bądź je na dalszych etapach wdrażania „rozwodni” – to pokłosie sporu, kto najbardziej potrzebuje wsparcia. Sporu w gruncie rzeczy nierozstrzygalnego.

– Moja Kinga może nie zobaczyć z tego świadczenia nawet złotówki – mówi rozgoryczonym głosem Alicja Jochymek, jedna z nadal protestujących w Sejmie matek, gdy łączę się z nią w piątkowe popołudnie. – Wystarczy, że osoby weryfikujące jej niepełnosprawność zobaczą, że jest fizycznie sprawna i potrafi chwycić kubek albo wykonać inne czynności. W dodatku ja nie jestem w stanie odstąpić jej choćby na krok, ze względu na jej inne ograniczenia, więc nic mi też nie da druga propozycja rządowa: możliwość dorobienia do pobieranego przeze mnie jako opiekuna świadczenia pielęgnacyjnego.

Dziś opiekunowie osób, których niepełnosprawność powstała w dzieciństwie, pobierają świadczenie w wysokości niecałych 2,5 tysiąca złotych (i nadal będą mogli pobierać, ale z jednym ważnym zastrzeżeniem: nie będzie go można łączyć z nowym świadczeniem wspierającym). Pobierają jednak tylko wtedy, gdy zrezygnują z pracy. By zrozumieć specyfikę sytuacji tej grupy, także potrzebny jest szerszy kontekst. Polski system wsparcia – o czym piszemy szeroko w bieżącym wydaniu „Tygodnika” – sprzyja uzależnianiu od siebie osób z ograniczeniami i ich opiekunów. Adam Zawisny mówi nawet o tym, że polskie państwo „od lat wpędza osoby z niepełnosprawnościami i ich bliskich w toksyczny uścisk”. Teraz rząd, chcąc najwyraźniej ten uścisk nieco rozluźnić, proponuje, by osoba pobierająca świadczenie mogła dorabiać. Ale tylko do kwoty 20 tysięcy rocznie. I tu znowu spór: jedni – jak Alicja Jochymek – mówią, że to śmiesznie mało (tysiąc kilkaset złotych miesięcznie), i że wiele osób i tak nie może odejść na krok od swoich podopiecznych. Inni widzą w tej propozycji krok w dobrą stronę.

Ale nawet jeśli przyjąć tę drugą wersję, mowa tylko o jednym z wielu kroków, jakie musi wykonać państwo, by realnie pomóc tej lekceważonej przez dekady grupie. Kolejny, może najważniejszy, należy teraz do Kancelarii Prezydenta. Jej ekspercki zespół jest ponoć na końcowym etapie przygotowywania obiecywanego od dawna projektu ustawy o asystencji osobistej. Gdyby wszedł w życie i spełniał oczekiwania środowiska, każda osoba z niepełnosprawnością i potrzebująca asystenta osobistego w Polsce zyskałaby prawo do – jak określił to w „Tygodniku” Adam Zawisny – „cienia, który pomaga wyjść z cienia”. Nie chodzi wszak o „opiekuna”, tylko osobę pomagającą uczestniczyć aktywnie w życiu: w wychodzeniu do znajomych, na zakupy, na spacer, do pracy. Osobę opłacaną z budżetu państwa, która w wymiarze czasowym adekwatnym do potrzeb osoby z niepełnosprawnością pomaga jej normalnie żyć.


CZYTAJ TAKŻE

SZTUKA WALKI. ROZMOWA Z JAKUBEM HARTWICHEM, UCZESTNIKIEM PROTESTU Z 2018 ROKU: Ci, którzy wspierali nas w 2014 roku, po dojściu do władzy zapomnieli o swoich obietnicach >>>


Problem w tym, że – jak mówił nam Zawisny – przecieki z efektów prac zespołu nie są optymistyczne. Po pierwsze dlatego, że „prace odbywają się nie tylko z pominięciem samych osób z niepełnosprawnościami, ale też praktyków asystencji osobistej”. Po drugie z tego powodu, że „szykowane przepisy są wybrakowane: np. asystent nie będzie mógł wspierać w czynnościach pielęgnacyjno-medycznych, jak podawanie leków czy cewnikowanie”.

Jeśli tak w istocie będzie, i jeśli skończy się na przedwyborczym sypnięciu gotówką, to realnej i trwałej zmiany nie będzie.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2023