Promowani i nieobecni

W jakim my kraju żyjemy! - woła z oburzeniem dobrze ubrany narciarz w sile wieku, którego właśnie goprowcy zdjęli z unieruchomionej kolejki krzesełkowej w Beskidzie Niskim. Awaria była spowodowana przerwą w zasilaniu, mogącą niestety zdarzyć się czasem, dzień był piękny, słoneczny, narciarzy uwięzionych na krzesełkach paręnaście metrów nad ziemią sprowadzili na dół, najbezpieczniej jak tylko można, ludzie, którzy bezinteresownie przybyli na ratunek. Ale narciarz uważa najwyraźniej, że jemu nie ma prawa w Polsce zdarzyć się żadna niemiła przygoda, a ratownikom nie należy się nawet publiczne dziękuję, bo skoro jest akurat kamera telewizyjna, to jeszcze raz trzeba wykrzyczeć swoje pretensje, tę miarę rzeczy, którą tylu rodaków zawsze ma pod ręką.
Czyta się kilka minut

Przez chwilę, patrząc na ekran, myślę, że może o to niewyrażone podziękowanie zapyta dziennikarz - ale zaraz sobie przypominam, że przecież zasadą takich rozmów jest spodziewanie się wypowiedzi ostrej i negatywnej. Po cóż na przykład podsuwa się mikrofon rodzinom ofiar na sali sądowej po ogłoszeniu wyroku skazującego, skoro wiadomo, że zawsze padną wtedy słowa o "braku sprawiedliwości" (w Polsce, rzecz jasna)? Jest tak, jakby telewizja zakładała, że programy interwencyjne to przede wszystkim narzekanie, wykrzyczane i nie poddane żadnej refleksji. Czy zresztą tylko programy interwencyjne?

Ostatnio natrafiłam na sondaż, który przygnębia już zupełnie wyjątkowo. W szeregu osób cieszących się największym zaufaniem społecznym zaraz na trzecim miejscu znalazł się... przywódca Samoobrony. Zważmy - jako osoba. Co więc zbudował w Polsce, co zmienił na lepsze, jaką mądrością, doświadczeniem, ofiarnością obywatelską może się wykazać? Niczym, absolutnie niczym. O dawne rozdziały biografii już nie pytam. Ale teraz ma okazję - co najmniej parę razy na tydzień od wielu, wielu miesięcy - wygłaszać przed kamerami te same mantry cudotwórczych recept (głównie przez sięgnięcie do sejfów NBP) na zmianę z pogróżkami i obelgami pod adresem wszystkich, którzy "już byli", i obronnymi frazesami o "najbiedniejszych". I to, jak się okazuje, tylu ludziom wystarcza. Tylko że wielka w tym zasługa telewizji właśnie. Ci wszyscy dziennikarze, którym w ich programach tego rodzaju wystąpienia zupełnie nie przeszkadzają, mogą sobie powiedzieć, że wzrastająca wartość demagogii w życiu politycznym to także ich dorobek.

Niedawno można było przeczytać w "Gazecie Wyborczej" artykuł prof. Anny Wolff-Powęskiej z Instytutu Zachodniego pt. "Co się stało, sąsiedzi?". Jeden z najmądrzejszych artykułów na temat stosunków polsko-niemieckich, jakie pojawiły się w ostatnich miesiącach. Przypominający dorobek powojennego dążenia ku pojednaniu, analizujący zjawiska niepokojące, wskazujący szanse i wyzwania. Oczywiście, w przeglądach prasy innych gazet czy pism - nieobecny. Jedne wolą wyśmiewać "Trybunę", jakby rzeczywiście było warto, lub też obliczać, ile wierszy gazeta-rywal poświęciła na pierwszej stronie wiadomości o zgonie Ryszarda Kuklińskiego. Dla innych, najbardziej nawet ideowych, "GW" to instytucja co najmniej podejrzana, więc jeśli się nią zajmą, to tylko aby tego dowieść raz jeszcze. Ba, a czy ktokolwiek widział ostatnio prof. Wolff-Powęską w telewizji w jakiejś rozmowie o Polsce, rozmowie, która może wtedy nie byłaby awanturą, w jaką zamieniają się najczęściej owe "fora" czy "tygodnie polityczne jedynki" z tymi samymi zawsze, zaciekle walczącymi o władzę politykami? A przecież nazwisko i osoba Pani Profesor z Poznania jest tylko jedną z wielu, które można by tu przywołać.

Dlatego pojawiający się już projekt, żeby w niedalekiej przyszłości przeznaczyć osobny kanał telewizji publicznej na nieustanne relacjonowanie prac Sejmu, z komisjami i podkomisjami włącznie, uważam za nieszczęście, które byśmy sobie ściągnęli na głowy dobrowolnie i nieodpowiedzialnie.

Chyba że wszystko się zmieni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2004