Próba pana Deutscha

Kto opowiada? Marek Deutsch, sympatyczny nieudacznik, absolwent Akademii Teologii Katolickiej i niespełniony artysta, cierpiący na chroniczny brak pieniędzy.
Czyta się kilka minut

Ma trzy byłe żony i dwie córki, z których druga, maturzystka, zaszła właśnie w ciążę. Deutsch mieszka teraz w nędznej kawalerce z dwoma pięknymi kotami (to jedyny plus!), pracuje jako ochroniarz i dorabia jako plastyk-konserwator, co zawdzięcza zamożnemu koledze z czasów jeszcze przedszkolnych. Monotonną egzystencję przerywa telefon z kancelarii adwokackiej Piękoś i Kuczerba. No i się zaczyna...

Kiedy w 2015 r. Maciej Hen wydał „Solfatarę”, olbrzymią powieść dziejącą się w XVII-wiecznym Neapolu, zapanowała konsternacja. Co to za wycieczki w egzotyczną dla nas przeszłość? – pytano, choć uniwersalizm tamtej historii był oczywisty, a Nagroda Gombrowicza zasłużona. Akcja nowej książki toczy się tu i teraz, w Polsce, zachodniej Ukrainie i Rumunii. Adwokaci informują Deutscha, że ma szanse na spadek po odległym przodku: kawałek ziemi, tyle że... na rumuńskiej Bukowinie. Są dwa problemy: drugi spadkobierca, skądinąd dawny przyjaciel narratora, przepadły gdzieś w Meksyku, i konieczność podróży celem odnalezienia dokumentów. Deutsch jest zdumiony – przecież pochodzi z rodziny żydowskiej, a jego przyjaciel to herbowy szlachcic, skąd więc wspólni przodkowie? I skąd Bukowina? Znęcony jednak pożyczką i możliwością skorzystania z samochodu (swój dawno stracił), decyduje się wyruszyć na poszukiwanie.

Nie chcę psuć czytelnikowi przyjemności z rozwikływania intrygi ani spalić zakończenia. „Deutsch” to zresztą książka wielopiętrowa. Podróż bohatera – opisywana z reporterską szczegółowością, zaludniona żywymi postaciami – jest zarazem wyprawą w przeszłość rodzinną i społeczną, a także rekapitulacją własnej biografii, okołomarcowego antysemityzmu, dawnych przyjaźni i miłości. Budując tę narrację, Maciej Hen prowadzi autoironiczną grę (Marek Deutsch to jego rówieśnik, data urodzenia Deutscha-seniora też jest znacząca) i bawi się aluzjami. Kto był pierwowzorem profesora Władysława Lubicza-Powoyskiego, kto – skandalisty Wrotyliana, a kto – pisarza Ignacego Gleba, któremu Powoyski mentorował? Całość zaś, nad którą patronat mógłby przyjąć Jan Potocki, można czytać jak faustowską przypowieść o kusicielskiej próbie, z której Marek Deutsch wychodzi zwycięsko. ©℗

Maciej Hen, DEUTSCH DLA ŚREDNIO ZAAWANSOWANYCH, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, ss. 542.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2019