Praca w ogrodzie

Praca w ogrodzie jest - wbrew pozorom - przyjemnością całoroczną. Zaczyna się już w styczniu, kiedy trzeba zamawiać nasiona, jeżeli chce się mieć odpowiednie, a kończy późną jesienią, kiedy trzeba okrywać wszystko, co się da (zwłaszcza w Polsce wschodniej i północnej). Może tylko grudzień jest wolny.
Czyta się kilka minut

Przyjemność, jaką czerpiemy z pracy w ogrodzie, ma wieloraki charakter. Jej część to wspólne planowanie, gdzie co ma rosnąć. Część to ciężka harówka w zimnej szklarni, gdzie siejemy nasiona, które po wykiełkowaniu i osiągnięciu odpowiedniego stanu trzeba przepikować, żeby w kwietniu i maju wsadzić rośliny do gruntu. Część to wyszukiwanie w rozmaitych, teraz w Polsce bardzo licznych miejscach, roślin (najczęściej bylin) trudnych do zdobycia. Część wreszcie to cieszenie się widokiem ogrodu w lecie, kiedy rezultaty naszych całorocznych wysiłków widać w pełnej krasie.

Praca w ogrodzie ma jednak to do siebie, że bardzo wielu czynników nie da się przewidzieć. Nieoczekiwanie jedne rośliny udają się w danym roku, a w następnym udają się inne. Zależy to głównie od słońca i temperatur, a na to nie mamy wpływu. Jednak chętnie godzimy się na te wyroki losu, bo w ten sposób nasz związek z naturą staje się głębszy, a nasze poczucie nieprzewidywalności, jakie powinniśmy żywić przy każdej okazji, a nie tylko przy okazji pracy w ogrodzie, ulega utrwaleniu.

Ogród bowiem stwarza tym, którzy mają z nim bliski kontakt, część świata i to właśnie takiego świata, jaki istnieje naprawdę, czyli świata pełnego niespodzianek i zasadzek, miłych rozczarowań i nieoczekiwanych porażek. Dlatego jest coś sprzecznego z naturą w ogrodach francuskich i - szerzej - w ogóle w planowaniu wielkich ogrodów, które kto inny za nas urządza i które w zasadzie są takie dokładnie, jak zaplanowano, chyba że susza lub wyjątkowe ulewy spowodują, że będzie inaczej.

Ogród w pełni zorganizowany jest po prostu nienaturalny i wprawdzie może być miły dla oka, ale to są wrażenia estetyczne, które nie niosą za sobą tego poczucia, że to my sami wszystko wymyśliśmy i że to my, i tylko my jesteśmy za ogród odpowiedzialni. Bo przecież w gruncie rzeczy bardzo niewiele jest rzeczy, które są naszym tworem, które powstają mniej więcej zgodnie z naszą wolą. Ogród teoretycznie można by porównać do mieszkania, które też przecież sami urządzamy, ale nie jest to porównanie trafne, gdyż kształty i wystrój mieszkania zależą w ogromnym stopniu od pieniędzy, a także od przypadku, a w ogóle nie zależą od natury. W przypadku ogrodu jest odwrotnie i wkład finansowy jest stosunkowo niewielki. Zresztą z czasem zyskujemy tylu znajomych, którym praca w ogrodzie sprawia podobną przyjemność, że więcej roślin mamy w rezultacie wymiany, dzielenia i sadzenia z odrostów niż zakupów.

Pracę w ogrodzie można tylko porównać do pisania książki. Jednak, jak wie każdy autor (dobry i zły, z wyjątkiem grafomanów), pisanie książki to bardzo ciężka i najczęściej niewdzięczna praca, z której rezultatów nigdy nie jesteśmy zadowoleni. Praca w ogrodzie powoduje, że coś stwarzamy; podobnie jest z pisaniem, odmienne jest to, że przygotowując książkę, jesteśmy w gruncie rzeczy beznadziejnie samotni, a pracując w ogrodzie, możemy być razem.

Można również rzeźbić czy wypalać gliniane przedmioty i uważać to za rodzaj twórczości, ale ten, kto jest pozbawiony prawdziwego talentu, może mieć z tego zabawę, ale nie prawdziwą przyjemność. Praca w ogrodzie jest jak wiele innych zwyczajnych przyjemności, przyjemnością całkowicie demokratyczną. Prawda, mówi się, że ktoś ma "rękę do roślin", a ktoś inny nie, ale to tylko kwestia doświadczenia, a nie szczególnego artystycznego talentu. No więc naprawdę warto się pomęczyć, żeby potem usiąść i patrzeć, co wyprawiają rośliny już bez naszego udziału. Wtedy widzimy, że świat jest naprawdę piękny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2006