Mówiono o nim: „artysta bezdomny”.
/ JOHN SCIULLI / GETTY IMAGES
Urodził się zaraz po wojnie w niemieckim obozie pracy w Altstadt, pięć lat później wyruszył z rodziną statkiem do Ameryki. Mówił kilkoma językami, studiował wiele kierunków, nigdzie nie zapuścił korzeni. Był językoznawcą, tłumaczem, niezależnym kuratorem – w ciągłej podróży na festiwale artystyczne, wystawy i biennale. Honorariów nie przyjmował z powodów formalnych (brak konta) i sprzeciwu wobec tego rodzaju międzyludzkiego kontraktu. ©℗
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















