Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nowy niepewny świat

Nowy niepewny świat

20.09.2018
Czyta się kilka minut
W świecie polskich marzeń Stany Zjednoczone były dotąd uosobieniem bezpieczeństwa, a Unia Europejska – rozwoju. Dziś takie podejście jest anachroniczne. W relacjach polsko-amerykańskich nadszedł czas na nową dyskusję.
Spotkanie Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, Waszyngton, 18 września 2018 r. / Fot. Evan Vucci /AP/Associated Press/East News
Spotkanie Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, Waszyngton, 18 września 2018 r. / Fot. Evan Vucci /AP/Associated Press/East News
M

Mimo zmian prezydentów w Polsce i w Stanach Zjednoczonych jedno pozostaje niezmienne: każda wzajemna wizyta i rewizyta są wydarzeniami, które ogniskują uwagę opinii publicznej. A ocena ich rezultatów zawsze jest kwestią jeśli nie sympatii politycznych, to oczekiwań związanych z kolejnymi umowami o „strategicznej współpracy” Polski i USA.

W zgiełku komentarzy i szukania bieżących sukcesów (albo porażek) ucieka jednak najważniejsze pytanie: o długofalowy cel tej współpracy. O jej – używając retoryki unijnej dyplomacji – finalitè. Gdzie zatem chcemy dojść w stosunkach z Waszyngtonem? Oraz czy rzeczywiście warto szykować się na taką wyprawę?

Krok po kroku

Tak jak w przypadku jego poprzedników, również wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu konsekwentnie definiuje współpracę polsko-amerykańską przez pryzmat współpracy wojskowej i obrony Polski przed Rosją.

Po tym, jak ponad dwie dekady temu przekonaliśmy Billa Clintona do rozszerzenia NATO o Polskę (słynne „Not whether, but when” – „Nie czy, ale kiedy” – wypowiedziane w 1994 r. na placu Zamkowym w Warszawie), a Georga W. Busha do ulokowania elementów tarczy antyrakietowej w Polsce (po bolesnym i wciąż nieprzerobionym epizodzie Polski w „wojnie z terroryzmem”), udało nam się, krok po kroku, zjednać także Baracka Obamę do złamania niepisanej zasady rodem z 1999 r., że żadne jednostki US Army nie będą stacjonować na terytoriach nowych członków Sojuszu, w tym Polski. Koniec „resetu” w relacjach Zachodu z Moskwą, którym była agresja Rosji na Ukrainę, przekuliśmy w „ciągle rotacyjną” – czyli praktycznie ciągłą – obecność wojsk Sojuszu w Polsce.

Tym wszystkim wydarzeniom towarzyszyły w tle dyskusje o zakupie, pozyskaniu lub innych sposobach wejścia w posiadanie amerykańskiego uzbrojenia, które miało – biznesowo i technologicznie – cementować polsko-amerykańskie partnerstwo.

Prezydent Duda poszedł zatem śladem poprzedników, a także oczekiwań większości polskiej opinii publicznej. Dla niej domknięciem wspomnianego, już ponad 20-letniego procesu będą stałe bazy US Army w Polsce – największa gwarancja bezpieczeństwa, jaka istnieje we współczesnym świecie. Ale tutaj prezydent Duda zderzył się ze ścianą.

To nie brak postępu jest jednak problemem. Problemem jest to, że nadal angażujemy 99 proc. zasobów w kwestię, która nie powinna być już priorytetem.

Bez automatyzmu

„Jaka jest najmniejsza brytyjska jednostka wojskowa, która stanowiłaby dla pana praktyczną pomoc?” – miał zapytać francuskiego generała (późniejszego marszałka) Ferdynanda Focha w 1910 r. komendant brytyjskiej Akademii Sztabu, gen. Henry Wilson. W relacjach brytyjsko-francuskich trwały wtedy gorące dyskusje nad tym, jak Londyn powinien pomóc Paryżowi w razie niemieckiego ataku (i wcale nie było oczywiste, że Brytyjczycy zaangażują się w pełni). „Jeden brytyjski żołnierz. A my już dopilnujemy, żeby został zabity” – miał odpowiedzieć Foch.

Ta anegdota, którą słyszałem setki razy na debatach o obronności (cytat podaję za „Sierpniowymi salwami” Barbary Tuchman, klasyczną już książką opowiadającą o początku I wojny światowej), urosła nad Wisłą do rangi strategicznej mądrości. Nie ma ona jednak żadnego związku z realną polityką, w której fakt przyjścia z pomocą (lub nie) jest funkcją bieżącego interesu politycznego, a nie śmierci żołnierza czy traktatów. A im potężniejszy sojusznik, tym więcej kalkulacji przeprowadza, zanim podejmie decyzje.

W realnych scenariuszach atak na Polskę będzie zawsze zagrożeniem dla interesów politycznych Stanów, lecz nie dla ich bezpieczeństwa. Dopiero wejście w konflikt (czyli udzielenie pomocy wojskowej) naraża Amerykę na retorsje, z użyciem broni nuklearnej włącznie. Tak to widzi każda administracja waszyngtońska, zresztą od początku istnienia NATO (przy czym w czasie zimnej wojny takim krajem frontowym były Niemcy Zachodnie). W skrajnym wypadku usłyszymy więc, że mamy negocjować z najeźdźcą – albo zostaniemy sami.

Spoczywając na laurach

Gonienie za dodatkowymi gwarancjami i stałymi bazami USA w Polsce może zatem jedynie wzmocnić nasze poczucie bezpieczeństwa. Ma się jednak nijak do pewności, że staną się one wystarczającą zaporą przed potencjalnym konfliktem. Po co więc gonić?

I co z tego, powie ktoś, przecież lepiej mieć te bazy, niż nie mieć. To prawda. Pod warunkiem wszakże, że jest na to szansa. Jeśli nie, a to nie my decydujemy, tylko Kongres, to lepiej nie stawiać tego jako celu współpracy. Czyni to ją nie tylko z gruntu bezcelową, ale też sprzyja, paradoksalnie, obniżaniu znaczenia obecnych gwarancji. Rodzi bowiem przekonanie, że to, co do tej pory osiągnęliśmy, jest niewiele warte.

Tymczasem jest dokładnie na odwrót. Polska ma gwarancje bezpieczeństwa – i jest bliskim sojusznikiem USA, razem z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią. To jest konkret oraz punkt odniesienia realnej polityki. Wszystko inne jest czczym gadaniem.

Ponadto – patrząc z militarnego punktu widzenia – obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce może być elementem uzupełniającym, który nie zastąpi własnego, polskiego potencjału obronnego. Obserwując zmagania kolejnych rządów z kupnem uzbrojenia i nie tyle reformy, co budowy realnej siły wojskowej, można powątpiewać, aby prawda ta była powszechnie podzielana. „Spoczywanie na laurach” nie jest nam kulturowo obce. Im więcej US Army w Polsce, tym mniej naszego własnego wysiłku wojskowego – taka jest, niestety, polska polityka.

Stracona okazja

W idealnym świecie polskich marzeń Stany Zjednoczone to bezpieczeństwo, a Unia Europejska to rozwój. Tyle tylko, że tak mogliśmy myśleć w latach 90. XX w. Dzisiaj takie podejście jest anachroniczne. Bez rozwoju gospodarczego musimy wybierać między wydatkami: albo na wojsko, albo na służbę zdrowia.

Skutek takiego myślenia jest również i taki, że o ile w Europie przekonujemy innych do potrzeby wzmacniania sojuszu z USA, o tyle z trudem przychodzi nam bycie adwokatem Europy w Waszyngtonie.

Prezydent Duda nie odniósł się na konferencji prasowej do oskarżeń Donalda Trumpa wobec Unii. A przecież wojna handlowa Trumpa z Unią uderzy także we wzrost gospodarczy Polski. Pozbawi nas środków nie tylko na kupowanie amerykańskiego uzbrojenia, ale też na rekompensowanie kosztów potencjalnej stałej obecności wojskowej USA w Polsce. Jest więc do czego przekonywać. Szkoda wybornej okazji, niestety straconej.

Czas na nową dyskusję

Czas więc już najwyższy, aby wejść w nową erę. Potrzebujemy polsko-amerykańskiej dyskusji nie tylko na tematy dwustronne i tematy dotyczące naszego regionu, lecz także na tematy ponadregionalne i globalne. Potrzebujemy rozmowy o bezpieczeństwie świata zachodniego, a nie tylko „przesmyku suwalskiego” (choć oczywiście to miejsce, kluczowe dla obrony naszych bałtyckich sojuszników przed ewentualną agresją, wymaga nadal wzmocnienia militarnego – jeden batalion NATO to za mało).

Potrzebujemy wreszcie polsko-amerykańskiej rozmowy o naprawie globalnej gospodarki i handlu, których częścią jesteśmy – mimo przekonania, że polski cud gospodarczy ma wyłącznie źródła w naszej ciężkiej pracy, a nie w liberalnym porządku światowym, dziś zagrożonym.

I potrzebujemy też nowego języka, w którym kwestie polityki, sojuszów oraz wartości mają osobne miejsce od kwestii biznesu – choć jedno drugiemu sprzyja. Potrzebujemy mniej przymiotników. Inaczej hasło „bezpieczeństwa energetycznego” będzie wstępem do przepłacania za gaz, tyle że płynący z innego niż dotąd kierunku.

Musimy spojrzeć na Amerykę jako na źródło sukcesów (i porażek) naszej współczesności, a nie schronienie przed wyzwaniami realnego świata. Inaczej zmarnujemy tę współpracę. A nie jest ona dana raz na zawsze.

Może następna wizyta polskiego prezydenta w Białym Domu będzie krokiem w tę stronę?

Olaf Osica jest dyrektorem ds. międzynarodowych Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Był dyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie. Stale współpracuje z „TP”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Obecna sytuacja w jakiej jest Polska i USA są idealnym momentem na opanowanie przez obie strony Europy i sporego kawałka Azji od środka. Nie tylko my ale też Amerykanie są tego w pełni świadomi. Polska zdolna przeciwstawić się rosyjsko niemieckiemu sojuszowi lub ew. każdemu z tych państw oddzielnie, czy to gospodarczemu ale też i militarnemu jest gwarantem i warunkiem panowania nad cała Europą z przyległościami przez USA. Nie tylko chroni to Polskę, ale wszystkie państwa powstałe po rozpadzie ZSRR. Być może będziemy musieli zgodzić się nie tylko na konwencjonalne ale również te niekonwencjonalne siły USA, gdyż dla dobra wszystkich będzie trzeba tak właśnie zrobić.

Jeśli to co podpisali prezydenci USA i RP spełni oczekiwania Polaków i amerykańskie wojsko będzie u nas na stałe, to czy panowie robili to siedząc, klęcząc, czy też stojąc na głowie, jest bez znaczenia :)

Problem w tym, ze nie wiemy, co podpisał pan Duda w półprzysiadzie. Jeśli zamierzał za plecami UE i NATO ściągnąć na stałe Amerykanów do Polski, to się przeliczył. Fortu Trump nie będzie. Po pierwsze dlatego, ze nie zostało to uzgodnione z dowództwem NATO, a po drugie - byłoby prowokacja wobec Rosji, do której prezydent USA żywi daleko cieplejsze uczucia niz do Polski i pana Dudy. Jim Mattis nie pozostawil złudzeń. Mam jedynie nadzieję, ze pan Duda nie zobowiązał się do jakiś wpłat pieniężnych wobec cwanego biznesmana, jakim jest Trump

wszystko co mu podsuną, w dzień i w nocy, w samolocie, na nartach, pewnie i w toalecie - o tym od dawna wiemy, czemu ta akurat sytuacja jak z okienka na poczcie budzi tyle emocji? bo co, bo świat się t e ż dowiedział i przekonał?... no i bardzo dobrze, w takim razie Dudzie i jego BMW ekipie należą się podziękowania

https://polskatimes.pl/prezydenci-duda-i-trump-podpisali-wspolna-deklaracje-o-polskoamerykanskim-partnerstwie-strategicznym-tresc-deklaracji/ar/13505007

Czy jest Pan w stanie wskazać choć jeden konkret, który by sprawiał, ze ta deklaracja niosłaby ze sobą cos więcej niż porozumienie Sikorski-Rice z 2008 roku? Przeciez to kompletne pustosłowie, które jest podstawą do zakupu super-drogiego gazu amerykańskiego, amerykańskiej broni i towarów

https://www.youtube.com/watch?v=6PTFYWohZcE

Po pierwsze - nagranie nie ma nic wspólnego z odpowiedzia na pytanie: co Duda konkretnego przywiózł z Waszyngtonu. Po drugie - facet na nagraniu jest niewątpliwie osobnikiem specjalnej troski, niemniej powiedział jedną wazna rzecz: polskie służby sa nic nie warte. Przez wiele lat tolerowały sabotaż antypaństwowej, antypolskiej partii, jaką było i jest Prawo i Sprawiedliwość, jak też występy takich osobników jak Stanisław Michalkiewicz

https://www.youtube.com/watch?v=roqG10bD88M

Interesujaco prawi dr Targalski, a do tego ma dwa cudne kocury, co mnie od razu usposobiło pozytywnie. Tyle ze sam jest sceptycznie nastawiony do pana Dudy i jego wizyty w Waszyngtonie. Co do świetlanych perspektyw sprowadzania do Europy Środkowej ropy z południa - szansa jest chyba tylko na ropę rumuńską. Z Azerbejdżanem, o ile dobrze pamiętam, już usiłował poprzyjaźnić się Lech Kaczyński, co szybko uniemożliwiła Rosja. Chyba nie ma wątpliwości, że będzie tak i tym razem:))) Ma poza tym pan Targalski rację z tą bazą amerykańską, która nie musi przecież zareagować w razie wkroczenia do Polski armii rosyjskiej i tak wyrzucimy w błoto 2 miliardy:))))

Nie panowie, tylko jeden pan. Nie kazdy rodzi sie z kregoslupem przygietym do poklonow :)

Wygląda na to, że z tych dwóch prezydentów Jeden jest masonem a drugi nie o czym świadczy charakterystyczne ułożenie dłoni w formie masońskiego sygnału, widoczne na powyższej focie. PAD ma sporo do nadrobienia.------ https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2013/10/angela-merkels-secret-hand-gesture-8565-1266415286-17.jpg

jak Trump wiąże sznurówki? a co do Dudy - owszem, ma b a r d z o wiele do nadrobienia - ale drugiej szansy n i e _ d o s t a n i e

Fortu Trump nie będzie, a w każdym razie nieprędko, jak można sądzić z wypowiedzi sekretarza obrony Jima Mattisa. Gdyby nawet cos takiego miało się zdarzyć, musiałoby być powiazane z planami strategicznymi NATO. Tymczasem Baron Munchausen polskiej polityki postanowił zrobić rejteradę za plecami Unii Europejskiej. I skończyło się jak zawsze - śmichu co niemiara...

ten, kto wymyślił kabaretową postać A d r i a n a nawet chyba nie przypuszczał, jak bardzo p r a w d z i w y obraz polskiego prezydenta stworzył

Najwazniejsze, ze pan Andrzej Sebastian Duda powstal z kolan. Ciezko byloby zlozyc podpis kleczac. A tak przynajmniej bylo bardziej elegancko w pol uklonie.

... sfrustrowani emeryci,których myślenie jest sformatowane przez stację telewizyjną której ojcem chrzestnym jest Jerzy Urban. Agencja ratingowa Moody's znowu podniosła wskaźnik wzrostu gospodarczego dla Polski na rok 2019, tym razem do 5 procent. Okazuje się, że prawica potrafi dobrze rządzić i jest lepszym gospodarzem od poprzedników. Pozostaje podniecanie się tym, że Pierwsza Dama zgubiła buta i tym podobnymi pierdołami.

że tę fotograficzną świnkę podłożyli Dudzie ludzie z otoczenia Trumpa lub nawet on sam - i nie ma złudzeń, doskonale wiedzieli co czynią, i że w ten sposób, wystawiając mu swoistą anty-laurkę, dają do zrozumienia całemu światu kim dla PDT jest PAD - no i niech się teraz ośmieli jeden albo drugi mędrek z tej ekipy obrazić na Trumpa i Amerykę, niech im głośno wypomni, że wytępili bizony i Indian [a my nie...;)] albo że Kościuszko z Pułaskim ich uczyli strzelać z procy i pędzić bimber?...

Nie życzę sobie ani innym , którzy posiadają świadomość osobistej wolności , stałych baz obcych wojsk w PL

...z tej racji że maja u siebie w Ramstein wielką amerykańską bazę wojskową ?

Panie plainduncan, prosze nie porownywac Niemiec do Polski. Po drugie - mam pytanie co mial na mysli pan prezydent dr. Duda piszac lamana angielszczyzna „Ford Trump”, nie mowiac o " North Stream 2". Czyzby w Polsce miala powstac fabryka Forda imieniem Trump ?, bo nic o tym nie slyszalam. Jak na razie baza wojskowa "Fort Trump" to improwizacja. Jak podaje money - "na przyszły rok w budżecie panstwa nie ma ani grosza przewidzianego na nową stałą amerykańską bazę wojskową w Polsce - informuje RMF FM. Wczoraj w Waszyngtonie prezydent Andrzej Duda zaoferował Donaldowi Trumpowi, że Polska jest gotowa wydać na tę bazę ponad 2 miliardy dolarów." // https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/prezydent-obiecuje-ale-w-budzecie-na,2,0,2416386.html // Fanatykom pana prezydenta radze sie na razie za bardzo nie podniecac :)

temu chodzi z pewnością o bazę imieniem dwóch prezydentów: [Geralda] Forda i [Donalda] Trumpa - tego drugiego chce uhonorować wiadomo, za to, że mu pozwolił stanąć blisko biurka - Forda nie wiem za co, ale może jeździł kiedyś starym mondeo?... to by do Adriana pasowało
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]