Powołanie do większych rzeczy

W pierwszych dniach po śmierci Jana Pawła II nie nadążałem z przyjmowaniem telefonów z pomysłami, jak upamiętnić to wydarzenie. Były to nie tylko pomysły, ale propozycje konkretnego zaangażowania. Nawet gdybym nie chciał, i tak musiałbym zmobilizować klasztor, by odpowiedzieć na społeczne zapotrzebowanie.
Czyta się kilka minut

---ramka 349790|prawo|1---Byłem pełen podziwu dla świeckich, którzy, nie czekając na decyzje kurii, parafii czy klasztorów, organizowali modlitwy i czuwania, marsze i koncerty. Ich napór sprawiał, że wyznaczone wcześniej dyżury w konfesjonałach okazały się niewystarczające. Musiałem prosić braci, by spowiadali trzy razy dłużej niż zazwyczaj. Co rusz któryś z nas dołączał do zorganizowanych już inicjatyw, by odprawić Mszę świętą, poprowadzić modlitwę, udzielić błogosławieństwa...

Gdy dzień po pogrzebie Papieża ktoś mnie pytał, czy przeżycia ostatnich dni będą stanowiły przełom w życiu polskiego Kościoła, stwierdziłem, że dla mnie źródłem nadziei na zmianę są ruchy oddolne. Były one dla mnie wcieleniem prawdy, którą wiele lat temu na wykładach z eklezjologii wpajał nam o. Jacek Salij. Przekonywał, że nie ma w Kościele większej godności, niż być ochrzczonym; że bycie księdzem, proboszczem, przeorem, opatem, biskupem, kardynałem czy nawet papieżem mało znaczy wobec godności dziecka Bożego. Przez lata z tą oczywistą w Magisterium prawdą kłóciła się chociażby obserwowana w Kościele bizantyjska praktyka zwracania się do duchownych jako najdostojniejszych, przewielebnych, najczcigodniejszych czy prześwietnych. Teraz zobaczyłem, jaką siłę może mieć fakt, że chrześcijanie są “wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym".

W tej nadziei czytam dziś Dobrą Nowinę o domu Ojca. Do tej pory zestawiałem słowa Jezusa mówiącego, że idzie przygotować nam miejsce, z przypowieścią o miłosiernym ojcu. W Synu Bożym widziałem naszego brata, który chce nas wyprowadzić z chlewa tego świata, aby Ojciec mógł wybiec naprzeciw marnotrawnym dzieciom, by dać im sandały, pierścień i szatę na znak odzyskanej godności. Zamieszkamy wtedy w cudownym miejscu, w którym nie będzie cierpienia ani śmierci, krzywdy ani niesprawiedliwości, a Bóg otrze każdą łzę. Dziś tę obietnicę postrzegam jednocześnie jako zadanie. Pan Jezus, mówiąc o domu Ojca, stwierdził, że jest drogą, prawdą i życiem, i że kto widzi Jego, widzi i Ojca. Uwierz, że jako ochrzczony jesteś powołany do naśladowania Mistrza również w tym wymiarze. Chodzi o to, byś w służbie, do której zostałeś powołany - bez względu na to, czy będzie to modlitwa i głoszenie słowa, czy też pomoc sierotom, wdowom i ubogim - ukazywał swoim życiem Boga. Byś mógł powiedzieć: “kto mnie widzi, widzi i Ojca", byśmy jako Kościół stawali się drogą prowadzącą do Boga, głosili Jego Prawdę, stawali się wspólnotą dającą Życie.

Twierdzisz, że przesadzam? Posłuchaj, co mówi Jezus: “Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni".

---ramka 349789|strona|1---

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2005