Polityk agresywny - zalety i wady

Z okazji kampanii prezydenckiej wiele jest mowy o tym, czy politykom opłaca się być bardziej, czy mniej agresywnym. Najlepsza odpowiedź brzmiałaby: agresja jest całkowicie zbędna, jasne i stanowcze wyrażanie swojego zdania zupełnie wystarczy. Jednak jest to odpowiedź dobra na sytuację fikcyjną, ponieważ w Polsce i nie tylko w Polsce agresja stała się, niestety, nieuniknionym elementem kampanii wyborczej. Dlaczego?.
Czyta się kilka minut

Odpowiedź jest prosta. Na skutek niezbędnej, wspaniałej, a w tym przypadku niszczącej funkcji elektronicznych (i nie tylko) mass-mediów. Media potrzebują bardzo krótkich i bardzo wyrazistych komunikatów. Trudno spokojnie i merytorycznie zaprezentować poglądy na jakąkolwiek istotną sprawę w trakcie minuty. Pozostaje zatem albo wypowiedź bez wyrazu, albo wypowiedź ostra. Nie każda wypowiedź ostra musi być agresywna, a w szczególności agresywna w stosunku do konkurenta. Jednak na ogół ostrość polega na agresji, jeżeli pytanie zadane kandydatowi dotyczy dziedziny spornej lub - częściej - takiej, w której wyjaśnienie zarzutów oponenta zajęłoby znacznie dłużej niż minutę.

Nie wiemy naturalnie, czy ludzie wolą polityków mniej bądź bardziej agresywnych. Reakcji wyborców na poziom agresji nie da się przewidzieć i śmieszą mnie uwagi tych komentatorów, którzy zjedli wszystkie rozumy i na podstawie oceny agresji wnoszą o szansach kandydatów na jakikolwiek urząd. Natomiast niewątpliwie społeczeństwo - każde społeczeństwo - nie lubi agresji w tym rozumieniu, że nie lubi sytuacji, które mogą prowadzić do niebezpieczeństwa. Jak to odkryli filozofowie polityczni przed wieloma stuleciami, jednostka poszukuje przede wszystkim bezpieczeństwa. Agresja zawsze stanowi zagrożenie, nawet jeżeli jest to zagrożenie pośrednie, bo przecież fakt, że ten lub ów kandydat jest agresywny w studio telewizyjnym nam fizycznie nie zagraża.

Z drugiej jednak strony ludzie lubią agresję i według wielu antropologów fizycznych, a także filozofów politycznych, to właśnie agresja (obok głodu i potrzeby seksu) należy do naszego naturalnego, a nie kulturowego wyposażenia. Jeżeli tak jest naprawdę, a wiele na to wskazuje, to takie atawistyczne podejście do agresji sprawia, że odruchowo sympatyzujemy z tym, który jest agresywny. Oczywiście, są tu pewne granice, ale bardzo trudno o ich wskazanie. Obrzydliwa agresja Radia Maryja jest jednak akceptowana przez bardzo wielu skądinąd spokojnych i często starszych ludzi, którzy byliby oburzeni, gdyby im powiedzieć, że właśnie dlatego słuchają Radia Maryja, iż jest agresywne. Nasze upodobanie do oglądania agresji (nie do bycia agresywnym lub bycia przedmiotem agresji) widać zresztą przy innych okazjach, chociażby przy oglądaniu filmów sprowadzających się do mordobicia i strzelaniny. Sztaby wyborcze polityków doskonale to wiedzą i te nasze skłonności wykorzystują, jak się tylko da. Problem oczywiście leży w tym, by nie przekroczyć owej niewidzialnej granicy, kiedy to agresja staje się widocznym chamstwem.

Wszelako problem leży znacznie głębiej i przy okazji tych wyborów warto wskazać na kierunek refleksji nad demokracją, który będziemy musieli obrać. Chodzi mianowicie o to, czy wyraziste okoliczności polityczne powinny prowadzić do tego, że z ludzi wydobywa się przede wszystkim złe uczucia, ujawnia się czarną stronę ich natury, a bardzo rzadko próbuje się postępować przeciwnie. Z samego założenia demokracja ma funkcjonować dla “dobra wspólnego", a nie dla “zła wspólnego", jak to w coraz większym stopniu ma miejsce obecnie i to w całym cywilizowanym świecie. Kampanie polityczne przestały być okazją do rywalizacji mądrych programów, a stały się okazją do zmiażdżenia konkurenta. Tak w demokracji być nie powinno i nie może. O tym, jak już wybierzemy prezydenta z uśmiechem na twarzy, powinniśmy poważnie pomyśleć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2005