Podwójny wstyd

Zgodnie z art. 194 Konstytucji RP i obowiązującymi ustawami Prezydent dokonuje wyboru Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego spośród dwóch kandydatów wybranych przez sędziów Trybunału. Takich kandydatów Prezydentowi przedstawiono i niemal natychmiast posłowie PiS przedstawili projekt ustawy, który pozwoliłby dokonać wyboru prezesa i wiceprezesa TK dopiero jesienią, kiedy większość sejmowa będzie mogła wprowadzić do składu sądu konstytucyjnego sześciu nowych członków. Parlamentarzyści promujący ten projekt buńczucznie oświadczali, że może się on stać obowiązującym prawem w przeciągu tygodnia, by przerwać rozpoczętą już procedurę wyborczą. Ostatecznie po sobotnim spotkaniu z obecnym Prezesem TK, Prezydent zadeklarował, że chce zachować obowiązujące procedury i dokona wyboru z przedstawionych mu już kandydatur, dystansując się tym samym od pomysłów podsuwanych mu przez nazbyt gorliwych parlamentarzystów.
Czyta się kilka minut

Czyżby szczęśliwy finał? Pod uzasadnieniem projektu ustawy podpisanych było kilku posłów-prawników. Musieli mieć oni świadomość, że firmują swoimi nazwiskami projekt aktu prawnego, którego ewidentnym celem było przerwanie rozpoczętej już procedury wyborczej, co stanowi drastyczne pogwałcenie reguł konstytucyjnych i za co w istocie powinna grozić odpowiedzialność konstytucyjna. Posłowie ci nie ukrywali także, że traktują Trybunał Konstytucyjny jako kolejny łup wyborczy, zaś obsadzenie go swoimi ludźmi - jako pacyfikację bodaj ostatniego organu kontrolnego, który zachował niezależność wobec obozu władzy.

Z drugiej strony zdumiewa powściągliwość, z jaką na tak jawne próby pogwałcenia ustawy zasadniczej zareagowały główne partie opozycyjne czy Rzecznik Praw Obywatelskich. O ile władza, bez względu na swoją proweniencję, zawsze będzie dążyć do neutralizacji wszelkich instytucji, które miałyby ją ograniczać, o tyle opozycja jest w państwie po to, by na wszelkie tego typu próby reagować wielkim głosem. Tymczasem zamiast natychmiastowego alarmowania opinii publicznej, szefowi największej partii opozycyjnej potrzeba było aż dwóch dni, żeby zdobyć się na zajęcie jakiegokolwiek stanowiska, zaś jego koledzy partyjni chyba rozpoczęli już wakacje.

Wobec milczenia opozycji instytucje państwa obywatelskiego muszą bronić się głosami dziennikarzy, organizacji pozarządowych i zwykłych obywateli. Tylko po co w tej sytuacji finansować z naszych podatków partie polityczne?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2006