Podwójne życie. Świetne powieści Jacqueline Harpman po polsku

Książki Harpman należy czytać jak powiastki filozoficzne. Mają one w sobie coś z „Metamorfoz” Owidiusza doprawionych myślami Sartre’a.
Czyta się kilka minut
Jacqueline Harpman, „Ja, która nie poznałam mężczyzn” i „Orlanda”, ArtRage // materiały prasowe
Jacqueline Harpman, „Ja, która nie poznałam mężczyzn” i „Orlanda”, ArtRage // materiały prasowe

Nieco zapomniana książka niszowej pisarki staje się międzynarodowym hitem, a prawa do jej przekładu kupuje 30 wydawców – to nie dzieje się zbyt często, prawda? Tymczasem taki właśnie los spotkał jedną z powieści Jacqueline Harpman. „Ja, która nie poznałam mężczyzn” to eksperymentalna dystopia umieszczona w pozbawionej mężczyzn przyszłości, opublikowana oryginalnie w 1995 r. Podczas pandemii, dzięki platformie TikTok i rosnącej z dnia na dzień grupie fanek, okrzyknięto ją „Opowieścią podręcznej Generacji Z”. 

Choć Harpman nie była niedoceniona za życia – opublikowała kilkanaście powieści i otrzymała m.in. Prix Médicis – jej nazwisko znane było wyłącznie wąskiej grupie frankofońskich czytelników. Wznowiona w 2019 r. powieść drugie życie zyskała w trakcie lockdownów, kiedy wszystkim wydawało się, że nadchodzi już koniec świata.

O czym opowiada w niej Harpman? Otóż w powieści poznajemy losy 39 kobiet zamkniętych w bunkrze. Ich piekielną sytuację komentuje młoda dziewczyna, żyjąca w zamknięciu od dziecka. Pewnego dnia rozlega się alarm, strażnicy uciekają, a wrota bunkra otwierają na oścież. Wraz z nimi otwiera się też nieprzyjazny, pustynny świat, co do którego nie można być pewnym, że to wciąż ziemia. Kobiety natrafiają podczas wędrówki na strzępy przedmiotów, na podstawie których próbują zrekonstruować, co się tak naprawdę wydarzyło. Robią też wszystko, by przetrwać.

Książka bardzo realistycznie oddaje doświadczenie izolacji: podniesioną, zintensyfikowaną wrażliwość na każdy element rzeczywistości, a następnie szok wyzwolenia i życia w zrujnowanym, pustynnym świecie. Zawieszenie w bezczasowości, zatarcie ograniczeń w postrzeganiu rzeczywistości. To niezwykłe, że tak wyrafinowana powieść stała się bestsellerem (choć, niestety, wciąż nie w Polsce!), poświadczając, że ekstremalna sytuacja pandemii wraz z jej konsekwencjami znosi łatwe podziały na sztukę „wysoką” i „niską”. Twórczość Harpman jest tego rodzaju cudem.

Nic dziwnego, w życiorysie pisarki zmieściło się wiele katastrof XX w.: antysemityzm, Holokaust, wysiedlenie, poczucie obcości. Urodzona w 1929 r. w belgijskim Etterbeek, jako córka handlarzy tkaninami, w 1940 r. musiała się wraz z nimi ewakuować z okupowanej Belgii do Casablanki, wówczas strefy międzynarodowej. Z niebezpieczeństw rodzina wybrnęła, chrzcząc swoje dzieci. 

Jacqueline została też na jakiś czas umieszczona w publicznej placówce, skąd zapamiętała głównie swoje niedopasowanie (została np. ukarana 40-dniowym przymusem milczenia za brak okazania współczucia dla poległego brata koleżanki) i świadomość inności, kiedy kazano jej słuchać przemówień antysemity Jacques’a Doriot.

Mała Jacqueline czuła się wyobcowana, była też w permanentnym konflikcie z sekującą jej zainteresowania i niezależność matką. Uciekała od niej w świat lektur, więc jako nastolatka obeznana była z całą klasyką francuską.

Jej kariera pisarska zaczęła się dość wcześnie. Harpman odkryła pragnienie tworzenia światów, kiedy po powrocie do Belgii próbowała ukończyć studia medyczne. W nauce przeszkodziła jej gruźlica. Młoda kobieta musiała wówczas spędzić dwa lata w sanatorium. Ostatecznie została lekarką, a jej powieści nawiązywały do klasyków, zachowując zarazem modną elegancję języka (krytycy porównywali autorkę do Françoise Sagan).

„Orlanda”, druga wydana po polsku powieść Harpman, to dzieło późne, z lat 90., kiedy pisarka miała za sobą kolejną zmianę kariery – porzuciła gabinet lekarski na rzecz gabinetu psychoanalityczki. Zaciekawiła ją próba rozmontowania jednego z klasycznych dzieł, „Orlanda” Virginii Woolf. Na podstawie lektury dzienników angielskiej pisarki Harpman uznała, że Virginia czuła się w swoim ciele dobrze mniej więcej do dwunastego roku życia, kiedy żyła jak chłopiec, zatracała się w zabawach i nic nie ograniczało jej umysłu. Dopiero dojrzewanie, a także molestowanie ze strony przybranych braci zburzyło idyllę, o powrocie do której Virginia snuła fantazję w swoim „Orlandzie”.

W wersji Harpman, 35-letnia profesor literatury Aline zostaje nagle „porzucona” przez znużoną jej poukładanym życiem część własnego ja, które postanawia zamieszkać w ciele atrakcyjnego 20-letniego mężczyzny, Luciena Lufrene. Od tej chwili zaczyna się pełna ekwilibrystyk, dowcipu, ale też niepozbawiona gorzkich szczegółów odyseja Orlandy – bo tak zamieszkała w Lucienie postać każe się tytułować. 

Harpman bawi się tu naszymi oczekiwaniami, nie szczędzi też pełnych erotyzmu opisów pięknego ciała Luciena i jego zachwytu nad nowo „nabytym” penisem. Oczywiście należy pamiętać, że polityka seksualna tej książki jest bardzo staroświecka w porównaniem z tym, co o gender i jej płynności wiemy dziś.

Ale też książki Harpman należy przede wszystkim odczytywać jako powiastki filozoficzne mające coś z „Metamorfoz” Owidiusza doprawionych myślami Jeana-Paula Sartre’a. To egzystencjalna, ale też dość ironiczna eksploracja człowieczeństwa. Jej intelektualny, chłodny, analityczny styl może początkowo zrazić. Warto jednak zwrócić uwagę na pokaz autorskiej niezależności od literackich mód.

Bohaterki Harpman obserwują ludzi i ich ciała w sposób beznamiętny, obiektywny, nieco dehumanizujący. Może takie właśnie spojrzenie ujawnia coś zarówno o kobiecości i męskości, jak i w ogóle dziwności doświadczenia płci oraz specyfiki pożądania? Bo czy pożądanie to doświadczenie odmienne, zależne od uwarunkowań i gender? 

Wedle powieści Harpman – nie bardzo. Wedle autorki – i w myśl koncepcji Freuda – wszyscy jesteśmy polimorficznymi perwersami. Jedynie socjalizacja i konsekwentne dyscyplinowanie sprawiają, że „wybieramy” tę, a nie inną osobowość. A, jak pokaże zakończenie „Orlandy”, wiedzą nabytą za sprawą podróżowania między tożsamościami nie można sobie ot tak handlować. Podwójności nie można ostatecznie utrzymać. A za mnożenie bytów zostajemy ukarani.

Jacqueline Harpman, JA, KTÓRA NIE POZNAŁAM MĘŻCZYZN, tłum. Katarzyna Marczewska, ArtRage 2024;

Jacqueline Harpman, ORLANDA, tłum. Katarzyna Marczewska, ArtRage 2025.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Podwójne życie Jacqueline

Artykuł pochodzi z dodatku Książki w Tygodniku 1/2026