Pod flagą, z orłem na piersi

Moja znajoma opowiedziała mi, że w szkole, w której pracuje, przeprowadzono wśród uczniów ankietę na temat patriotyzmu. Na prośbę o wskazanie postaci, która w oczach ankietowanych jest wzorem postawy patriotycznej, większość uczniów wymieniła Agnieszkę Radwańską.
Czyta się kilka minut

Na pytanie: „W jaki sposób można zamanifestować swój patriotyzm?”, prawie 80 proc. odpowiedziało: „Kibicując”.
Wyniki ankiety nie zaskakują. Od kilku lat rozmowa o patriotyzmie toczy się najczęściej w kontekście boisk, kortów, skoczni i stadionów. Tam założenie koszulki z orłem na piersi nie jest niczym dziwnym. Kiedy w zwykły dzień na ulicy pojawiłby się ktoś w podobnej koszulce, większość przechodniów pomyślałaby pewnie, że to kibol, nienormalny lub – ewentualnie – sympatyczny cudzoziemiec. Jak to się stało, że widownie na obiektach sportowych stały się azylem dla narodowych symboli? Może to odruch obronny przeciwko ich politycznemu wyszarpywaniu i zawłaszczaniu.
Oczywiście i tam wspomniane symbole nie są zupełnie wolne od obcych im treści. Nie każde użycie orła w koronie czy biało-czerwonej flagi jest aktem patriotyzmu. Czasem, niestety, jest aktem nienawiści, a nienawiść to coś, co patriotyzm raczej zatruwa, niż wzmacnia. Na stadionach – a poza stadionami na murach (o czym przekonuje znakomity album Wojciecha Wilczyka „Święta Wojna”) – toczy się walka, która z patriotyzmem ma niewiele wspólnego, nawet jeśli się nań powołuje.
Bliższa jest ona myśleniu w kategoriach plemienia niż narodu, a jeśli narodu, to tylko w bardzo wąskim rozumieniu tego słowa. „Obcym” może zostać każdy, paradoksalnie obcość nie jest tu bowiem kategorią etniczną, lecz kulturową. Tyle że nie rozszerzającą, lecz zawężającą. Z patriotyzmu sensu stricto zostaje gotowość do przelewania krwi, ale bynajmniej nie „za naszą i waszą wolność”. Czci się pamięć bohaterów (Wilczyk sfotografował m.in. piękne graffiti dedykowane Witoldowi Pileckiemu), ale czy wie się, w imię czego ci bohaterowie narażali życie? Próbuję wyobrazić sobie, co czułby Witold Pilecki, stojąc przed napisem „Jude raus”. Czy rotmistrz zrozumiałby tłumaczenie młodego człowieka, który ów napis wykonał, że „Jude” to tak naprawdę nie Żydzi, tylko kibice nielubianego klubu?
Moja niemiecka przyjaciółka przyjechała ostatnio do Polski na zawody w skokach narciarskich, odbywające się w Zakopanem. Opowiadała, że wybrała się pod skocznię z jednym policzkiem pomalowanym w barwy biało-czerwone, a drugim – w czarno-czerwono-żółte. Polscy kibice przyjęli ją z entuzjazmem.
W ogóle kibicowanie pod skocznią, o czym nie od dziś wiadomo, prawie w niczym nie przypomina kibicowania na ligowych meczach piłkarskich. Zawsze z przyjemnością obserwuję ludzi, którzy bawią się doskonale, niezależnie od tego, jak idzie naszym.
Zresztą pojęcie „naszości” w przypadku kibicowania sportom niedrużynowym bardzo się komplikuje. Czasem „naszym” staje się dla publiczności zawodnik obcej drużyny, który jest sympatyczny, wykonał jakiś miły gest wobec Polaków albo po prostu jest dobry jak – przykładowo – Noriaki Kasai. Czy bylibyśmy zakłopotani, gdyby Kasai poprosił o polskie obywatelstwo? Ja na pewno nie i myślę, że Witold Pilecki też nie.
Gdzie tkwi problem? Problem w tym chyba, że większość z nas nie chce, aby ich szantażować patriotyzmem. Jak ktoś naciska: „musisz”, to wielu z nas ma ochotę odpowiedzieć: „to ja się jeszcze zastanowię”. Jak to napisał Pilch w zakończeniu „Marszu Polonia”: „Normalny Polak przynajmniej raz w życiu nie wraca do Polski”. Ale to nie znaczy, że nie lubimy polskości celebrować. Lubimy, pod warunkiem, że pod flagą biało-czerwoną nie czeka na nas tylko śmieszność lub zgryzota, ale jest tam też radosny, wiwatujący tłum.
Ja, tak w ogóle, nie lubię tłumu. Ale to nie znaczy, że nie kibicuję.
PS. Dziękuję za wszystkie listy i uwagi po ostatnim felietonie, w szczególności za list pana Krzysztofa J. Nowakowskiego. Wiedziałem, że problem jest. Nie wiedziałem, że tak nabrzmiały. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2015