Poczucia humorów

Podczas gdy my tutaj czopujemy okna przecudnej urody paramozaiką, na polu międzynarodowym dzieją się rzeczy może mniej fenomenalne estetycznie, ale wielce znaczące.
Czyta się kilka minut

Oto Władimir Putin po raz nie wiadomo który wykazał się wielce niepowszednim poczuciem humoru. Tym razem objawił swój absolutnie ponadczasowy dowcip w Soczi, rozśmieszając świat do łez pogodną dykteryjką na temat wojny nuklearnej. „Agresor musi wiedzieć, że zostanie zniszczony, a my będziemy ofiarami agresji i jako męczennicy udamy się do raju, podczas gdy oni po prostu zdechną (śmiech, owacje). Bo nawet się nie zdążą wyspowiadać”. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

Natomiast drugi biegun świata, czyli Donald Trump, już zobaczył, a właściwie dzięki niemu świat ujrzał jeden z najbardziej niezwykłych obrazów w dziejach relacji władca-mecenas. Tak, tak, nie przesadzam ani o jotę, od czasu piramid i ód Horacego oko nie widziało czegoś takiego. Czegoś, co wisi w Białym Domu. Wypisz-wymaluj martwi amerykańscy prezydenci – ale nie na banknotach, tylko w towarzystwie Donalda Trumpa. Biesiadujący, beztrosko dowcipkujący, wymieniający się anegdotkami i dykteryjkami z czasów swoich prezydentur. Ronald Reagan pije drinka sex on the beach, Richard Nixon czerwone wino, a Donald Trump dietetyczną colę. Nie do końca wiadomo, co pije Abraham Lincoln, bo siedzi tyłem i już chyba wypił. Bushów oczywiście dwóch, junior i senior, George Dablju chyba nic nie powinien pić, ale pije, gdyż jest to jednak optymistyczna wizja, a nie bolesna rzeczywistość. Nie muszę chyba pisać, że jeśli wizja ma być optymistyczna, to przedstawia jedynie prezydentów republikańskich. Obecny gospodarz Białego Domu patrzy na nas (w przyszłość?), jednocześnie zerkiem spozierając na Lincolna, a może za jego plecy – przecież tam może czaić się niebezpieczeństwo.

Eschatologiczna impreza u Donalda w Białym Domu maluje się doprawdy niesamowicie, trzeba specyficznej wyobraźni, żeby coś takiego sobie w ogóle wyobrazić, a co dopiero namalować, nie mówiąc już o tym, żeby to sobie powiesić. No, ale Donald Trump posiada akurat na swoim punkcie bezkres wyobraźni. Kto, jak nie on? Prezydent Trump tak sobie upodobał biesiadne dzieło, że aż z rozpędu zadzwonił do malarza. Prezydent zwierzył się telefonicznie, że oglądał w życiu już bardzo dużo obrazów, że obrazy mu się generalnie nie podobają, ale ten akurat mu się bardzo spodobał, sam sobie się na nim spodobał jak nigdy, w związku z czym go zawiesi w Białym Domu i będzie na siebie patrzył. Więc tak to teraz wygląda. Piękna wizja. Barwna przeszłość spotyka świetlaną przyszłość przy drinkach.

Być może warto dodać, że artysta o imieniu Andy, a nazwisku Thomas wyrobił sobie markę malując dotąd znaczne ilości kowbojów. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2018