Reklama

Poczuć i zrozumieć

Poczuć i zrozumieć

05.06.2007
Czyta się kilka minut
Mary mknie w czarnym dużym fiacie do Nowej Huty. Gdy auto przyśpiesza i zaczyna rzęzić, dziewczyna krzyczy z radości: "Wow! Yeah! It' s great!. Mary marzy o poznaniu ustroju, którego nie doświadczyła, a którego już nie ma: komunizmu. Na szczęście dla niej, epoka pozostawiła relikty.
W

W podróż w przeszłość zabierają Mary i innych chętnych "Crazy guides", czyli "Szaleni przewodnicy": Michał, Kuba, dwóch Bartków i Wiesiek (mechanik). Wiesiek ubiera się w wybrudzony kombinezon i czapkę uszankę, i rzeczywiście wygląda jak wyjęty z minionej epoki.

Na pomysł założenia firmy wpadł Michał Ostrowski ("Crazy Mike"), lat 30. Stało się to przypadkiem: pracował w hotelu i kiedyś zawiózł turystów maluchem do Nowej Huty. W Krakowie zwiedzili już wszystko, mieli trochę czasu. Byli zachwyceni oglądając socrealistyczną architekturę, bloki z betonowych klocków. Michał pomyślał, że to świetny pomysł na biznes.

Dziś firma "Crazy guides" ma kilka starych aut (więcej niż pracowników, bo pojazdy szybko się psują): trabantów, dużych fiatów. Ogłasza się w internecie (po angielsku). Chętnych na wycieczkę jest wielu. Standardowe zwiedzanie trwa 2,5 godziny.

"Szaleni przewodnicy" wpisali się w modę na socrealizm. W Polsce od kilku lat powstają puby z epoki - np. we Wrocławiu "PRL", na pograniczu z Białorusią socrealistyczny pub "U Wołodzi", w Krakowie "Propaganda"; firmy reklamowe wykorzystują socrealistyczne hasła i plakaty z muskularnymi przodownikami pracy.

Czyli - uczyć przez rozrywkę.

Predom i Polo Cockta

Maciej Miezian jest historykiem sztuki, muzealnikiem i autorem przewodnika po Nowej Hucie. Jego przygoda z Hutą rozpoczęła się, kiedy został kustoszem Dworku Matejki, położonego w tzw. pasie ochronnym między kombinatem a osiedlami Nowej Huty.

Miezian: - Moda na socrealizm narodziła się na Zachodzie. Po zjednoczeniu Niemiec w Berlinie Wschodnim odpicowano Aleję Marksa, a i ta zaczęła przyciągać turystów. Przyszła moda na trabanty, a potem to wszystko przywędrowało do nas. Kraków ma szczęście, że ma Nową Hutę, miasto budowane w całości po wojnie.

A jeszcze kilka lat temu jeden z krakowskich radnych mówił, że Hutę należałoby zrównać z ziemią, bo wtedy miasto pozbyłoby się problemu siermiężnej i niebezpiecznej dzielnicy.

Duży fiat z pięcioramienną złotą gwiazdą i napisem "communism tours" (wycieczki w komunizm) i roześmianą pasażerką (czyli Mary) parkuje wreszcie opodal Placu Centralnego, pod restauracją "Stylowa". Po chwili obok staje czarny trabant też z symbolem firmy. Jaskrawy niebieski trabant (tym odcieniem malowano ściany w PRL) dotrze za chwilę.

"Stylową" wypełniają teraz obcokrajowcy. Wystrój - rodem z PRL: odprasowane obrusy, błyszczący parkiet. Kelnerki i kelner pracują tu od lat. Bo miejsce zachowało klimat. Zapach smażonego kotleta, piwa i papierosów. Muzyka z epoki i polskie disco.

W restauracji słychać angielski. "Szaleni przewodnicy" i ich wycieczka rozsiadają się. Składają zamówienie (w menu piwo, wódka i tradycyjna polska kuchnia). Przewodnicy sięgają po albumy mówiące o historii Nowej Huty. Pierwszy o tym, jak miasto powstawało, i o latach komunizmu (na zdjęciach przodownicy i trybuny pełne partyjnych notabli, socjalistyczne pochody). Drugi o walce z systemem i jego upadku.

Kuba Białach, przewodnik z "Crazy guides": - Staramy się przybliżyć im naszą historię. W knajpie, na luzie, przy piwie można opowiedzieć, jak stawiano pomnik Lenina, jak ludzie potem podpalili wodza rewolucji, jak chcieli wysadzić go w powietrze i jak w euforii pomnik zburzono. Czasem zdarzają się turyści młodego pokolenia, z USA albo Anglii, zupełnie niezorientowani. Nie wiedzą nawet, kim był Lenin czy Breżniew. Wtedy trudniej do nich dotrzeć. Tłumaczymy im to wszystko nie przez wykład, tylko przez zabawę, anegdoty. I proste skojarzenia: wódka, śledź, siermiężna rzeczywistość.

Wycieczkowicze popijają piwo, a Kuba opowiada. O tym, jak Nową Hutę budowano w opozycji do inteligenckiego Krakowa i na najżyźniejsze ziemie w okolicy przybyli przodownicy pracy. Wierzyli, że tworzą lepsze jutro. Na kolejnych fotografiach dowody, jak system ich oszukiwał: puste sklepy i kolejki, rozpędzane demonstracje. Obcokrajowcy nie mogą uwierzyć, że tak było. Oczy wielkie ze zdumienia i smutek. - To tak wyglądał ten wasz komunizm...

Ale już po chwili turyści parskają śmiechem na widok siermiężnej rzeczywistości: przedmiotów codziennego użytku, absurdów życia.

Rozpoznają Papieża i Wałęsę. Pytają, jak rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej i jak Wałęsa został prezydentem. Miezian: - Ludziom, którzy urodzili się w wolnych krajach i już po obaleniu komunizmu, bardzo trudno pojąć, czym były łagry i na czym polegała zbrodniczość tego systemu. Przyciąga ich głupota tego ustroju. Taka wycieczka to trochę jak wizyta w kinie na filmie komediowym.

Dla rozładowania poważnej atmosfery Kuba opowiada o dancingach w "Stylowej". Gra tu muzyka z lat 70., a bywalcy piją wódeczkę z zagryzką.

Przez kolejne dwie godziny turyści spacerują Aleją Róż, podziwiają cokół, na którym stał pomnik Lenina. Machają ręką, wykrzykując tytuł znanego filmu "Good bye, Lenin". Trafiają pod kombinat i do typowego mieszkania, na osiedlu Szkolnym. Parskają śmiechem na widok zebranych w mieszkaniu przedmiotów. Stary kalkulator wielkości komputera. Odkurzacz z epoki, meblościanka, ustawiona za szkłem bułgarska ceramika. Dotykają, oglądają.

Mieszkanie to jakby małe muzeum. Z myślą o turystach gromadzi się tu wszystko: jest też pralka Frania, lodówka Mińsk, robot kuchenny Predomu, butelka Polo Cockty.

Happening komunistyczny

Mary studiuje europeistykę, o komunizmie uczyła się na studiach w Anglii. Ale był to dla niej system nie do pojęcia. - Chciałam tej rzeczywistości doświadczyć - mówi. - Dotknąć. Nie rozumiałam komunizmu, braku jedzenia i ubrań w sklepach. I tego, że wszyscy byli tacy smutni. Ale ta wycieczka to też świetna zabawa. To wszystko jest bardzo śmieszne.

Z Paulem (37 lat, bankowiec), również uczestnikiem wycieczki, jest podobnie jak z Mary: o komunizmie wie, że panował w części Europy, ale nie rozumie, na czym polegał. Paul do tej pory jeszcze Krakowa nie zwiedzał. Pierwsza wycieczka, w jakiej bierze udział, to ta. Chce zobaczyć coś innego niż Stare Miasto. Bo w innych miastach Europy i Polski są podobne zabytki. Krakowski Rynek owszem, jest piękny, ale Huty nie zobaczy się nigdzie indziej. Huta jest, zdaniem Paula, wyjątkowa.

Na pamiątkę uczestnicy wycieczki mogą kupić popiersie Lenina i małego trabanta.

Kuba: - W ofercie mamy też dłuższe wycieczki "Communism Tour de Luxe". Happening komunistyczny ciężko zorganizować bez alkoholu. Więc, jeśli goście tylko mają ochotę dogłębnie poczuć nastrój, pije się wódkę do śledzia w oleju i zagryza ogóreczkiem kiszonym. Jemy żurek. Nowa Huta jest prawdziwa i to największy jej urok. Nic nie tworzymy sztucznie, na potrzeby firmy.

W każdy weekend chłopcy z "Crazy guides" mają kilka wycieczek. Standardowa kosztuje 40 euro, de luxe - 50 euro. Głowa Lenina na pamiątkę 10 euro. W sprzedaży są też czapki uszanki.

Także w muzeum Nowej Huty - na osiedlu Słonecznym - wciąż pojawiają się turyści zagraniczni. Przychodzi też wielu Polaków. Jak można wytłumaczyć taką "modę" na socrealizm?

Miezian: - Starsi może podświadomie tęsknią za czasami PRL, jako za pewną formą uproszczenia. Do śledzia, butelki wódki z czerwoną nalepką. Do prostego, poukładanego świata. Jednego gatunku masła, po które się stało w kolejce. Wędlin, które miały prawdziwy smak. Niektórym PRL jawi się jako kiedyś istniejąca rajska kraina.

Zaletą Huty jest, że są w niej miejsca, których nie dotknął czas. Sklepy, których wygląd nie zmienił się od lat. Zachowana socrealistyczna architektura. Zdaniem Mieziana mało kto pamięta, że Nowa Huta była projektowana przez najlepszych polskich architektów. Na jej wzór projektowano potem przebudowę Bagdadu.

Zainteresowanie Nową Hutą ma też wymiar naukowy: Miezian opowiada o doktorantach, którzy ściągają do muzeum z Francji, Holandii, Niemiec, Norwegii.

Miezian: - Na Zachodzie są maniacy Nowej Huty. Pojawiają się raz do roku z wizytą. Fotograficy szukają motywów do zdjęć. Młodzi naukowcy piszą o architekturze.

Edukacja przez dotyk

Muzea traktujące o tematyce komunizmu powstały w wielu krajach Europy Środkowej. Jedne gorsze, trochę kiczowate, jak prywatne "Muzea Komunizmu" w Pradze (założył je Amerykanin) czy Berlinie (autorstwa Niemca z Zachodu). Inne lepsze, jak lipskie muzeum poświęcone historii tajnej policji NRD, w jej dawnej siedzibie, gdzie, jak relacjonują zwiedzający, można niemal fizycznie poczuć klimat strachu. W Rydze jest Muzeum Okupacji; w Budapeszcie obok poważnego Domu Terroru (Terror Haza) już na początku lat 90. powstało muzeum-skansen na wolnym powietrzu, do którego przeniesiono sowieckie i komunistyczne pomniki i zaprezentowano ze stosownym opisem.

Osobny rodzaj "muzealnictwa" rozwija się w internecie: w Polsce, Niemczech, na Węgrzech, Litwie istnieją setki stron muzealno-edukacyjnych poświęconych komunizmowi - to po części oficjalne strony państwowych muzeów, po części inicjatywy prywatne.

Także w Polsce, prócz komercji, pojawił się pomysł utworzenia muzeum komunizmu pod nazwą "Socland". Ma realizować hasło, żeby było "śmiesznie i strasznie". W 1999 r. Czesław Bielecki, Jacek Fedorowicz i Andrzej Wajda powołali fundację SocLand. W latach 2001-2003 fundacja zorganizowała wystawy czasowe w Krakowie, Warszawie i Łodzi. W 2003 r. przy stołecznym zarządzie rozbudowy miasta powołano biuro koordynujące tworzenie muzeum. Projekt zakłada, że będzie to nowoczesny ośrodek kultury o charakterze edukacyjnym i naukowo-badawczym. Przez zgromadzone eksponaty z epoki młodzi ludzie (i nie tylko młodzi) będą mogli przekonać się, jak wyglądał system komunistyczny na co dzień.

Projekt zakłada, że muzeum powinno pełnić funkcję dydaktyczną. Przy pomocy śmiesznych dziś przedmiotów należy uświadomić, czym był komunizm. Na czym polegała ta ideologia. I dlaczego to, co dziś wydaje się śmieszne, było częścią zbrodniczego systemu.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, reporterka, ekspertka w tematyce wschodniej, zastępczyni redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Przez wiele lat korespondentka „Tygodnika Powszechnego”, dla którego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]