Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Po nitce do kłębka

Po nitce do kłębka

25.02.2013
Czyta się kilka minut
Michalski otwierał drzwi do światowych salonów przed polskimi politykami i intelektualistami.
Debata w wiedeńskim Burgtheater: Minister ds. Integracji Nadrenii Północnej Westfalii Armin Laschet, Krzysztof Michalski, były premier Włoch Giuliano Amato. 21 marca 2010 r. Fot. Philipp Steinkellner / IWM
K

Krzysztofa Michalskiego poznałem dzięki współpracy przy organizacji Debat Tischnerowskich na Uniwersytecie Warszawskim. Dyskusje miały uhonorować pamięć ks. Józefa Tischnera. Przygotowania do Debat były przepełnione rozmowami na temat ich patrona i jego filozofii.
Zamiarem Michalskiego i Marcina Króla było uczczenie przyjaciela właśnie nie poprzez pomnik czy tablicę, ale poprzez zbudowanie publicznej instytucji debat o sprawach naprawdę istotnych z udziałem intelektualistów i polityków z Polski oraz zagranicy. Debaty miały stać się także jednym z najważniejszych sposobów na prezentację przed polską publicznością potencjału, jakim dysponował prowadzony przez Michalskiego Instytut Nauk o Człowieku w Wiedniu (IWM).
POLITYCY NA DOKSZTAŁCIE
Początkowo myśleliśmy o zorganizowaniu debat dla grona 300 słuchaczy, ale odwiedzając wspólnie z Krzysztofem Michalskim sale na Uniwersytecie Warszawskim i rozmawiając o samej idei – postanowiliśmy zaryzykować: powoli kiełkowała myśl, że tymi debatami może być zainteresowanych znacznie więcej osób. W Warszawie i w Polsce brakowało wówczas przestrzeni dla takiej dyskusji. Nie oferowały jej media ani politycy przechodzący wówczas fazę polowania na skorumpowanych kolegów. Rozmachu intelektualnego brakowało też na uniwersytetach.
Pierwszą debatę, o solidarności, zorganizowaliśmy w marcu 2005 r., a wykład otwierający miał wygłosić nieznany bliżej w Polsce niemiecki polityk Kurt Biedenkopf, niegdyś sekretarz generalny partii CDU, a następnie premier Saksonii. Mimo śniegu i mrozu aula im. Adama Mickiewicza Audytorium Maksimum Uniwersytetu Warszawskiego pękała w szwach. Tymczasem gość się spóźniał. Z powodu śnieżycy jego lot miał spore opóźnienie i jechał do nas prosto z lotniska. Jazzowe trio, pomysł Krzysztofa Michalskiego, by debatom akompaniowała muzyka na początku i na zakończenie, powoli zagłuszane było przez szum niecierpliwiącej się widowni. Wówczas poprosił Joannę Szczepkowską, która również przyszła na jego zaproszenie, by powiedziała coś, zajmując wszystkich przez kluczowy kwadrans, który jeszcze pozostał do przybycia głównego mówcy. Improwizacja autorki została przyjęta gorącą owacją, a w tym czasie na salę dotarł Biedenkopf i wygłosił wspaniałe przemówienie.
Debat było ponad dwadzieścia. Do grudnia 2010 r. wystąpili m.in. Ralf Dahrendorf, Giuliano Amato, Timothy Garton Ash czy James Hoge oraz niemal wszyscy liczący się w Polsce intelektualiści i politycy: Leszek Kołakowski, Janusz Tazbir, Aleksander Smolar, Mirosława Marody, Adam Michnik, Bronisław Geremek, Wiktor Osiatyński, Jadwiga Staniszkis, Jerzy Hausner, Bronisław Komorowski, Lech Kaczyński, Aleksander Kwaśniewski, Radosław Sikorski, Tadeusz Mazowiecki czy Jarosław Gowin. Trzeba przyznać, że dyskusje rzeczywiście odbywały się na poziomie, którego raczej nie spodziewalibyś­my się po politykach.
Krzysztof Michalski nie traktował debat jako spektaklu, choć zwykł mawiać z uśmiechem, że organizując je prowadzimy poniekąd studia nad próżnością. Temat oraz prelegenci byli dla niego naprawdę ważni.
Dyscyplina słowa obowiązywała także podczas kolacji po każdej z debat, na które zapraszał nieco szersze grono przyjaciół i nowych znajomych. Po dwóch godzinach debaty przed publicznością do wypowiedzi na temat nakłaniał każdego z blisko tuzina siedzących przy stole. Oczywiście były też anegdoty i śmiech w doborowym towarzystwie. Jednak nawet na chwilę nie obniżał standardu. Szalenie irytowało go typowo polskie podejście do zobowiązań składanych w kontaktach mniej formalnych. Czasem niektórzy goście potwierdzali swoją obecność i nie przychodzili. Nie potrafił tego zaakceptować. Liczył, że kolacje pomogą prowadzić polsko-polski dialog w kraju, w którym coraz częściej rozmowa pomiędzy ludźmi o różnych poglądach wydaje się niemożliwa. Czasem wykorzystywał też okazję, by zakomunikować coś ważnego.
Po debacie o Europie, której gościem specjalnym był Joschka Fischer, były minister spraw zagranicznych Niemiec, na kolację zostali zaproszeni również m.in. Bronisław Geremek, Stefan Meller, Radosław Sikorski, Adam Daniel Rotfeld. Niemiecki polityk podczas debaty konsekwentnie bronił linii rządu Angeli Merkel (który przecież pozbawił go stanowiska), by Europa pozostała zjednoczona wokół sprzeciwu dla interwencji w Iranie. Nasi dyplomaci z kolei nie tracili okazji, by podkreślać szczególną rolę relacji polsko-niemieckich, argumentując z punktu widzenia przyszłości wspólnej Europy i odpowiedzialności za przeszłość. Długo tłumaczyli gościowi, nie przebierając zbytnio w słowach, jakich relacji wobec Polski oczekują od Niemiec, odwołując się nierzadko do historii. Michalski dialogując i rozjaśniając wzajemne stanowiska zadbał jednak o to, by po trudnych słowach spotkanie nie pozostawiło poczucia goryczy. Dążył do tego, by stanowiska uczestników były dla wszystkich czytelne. Nie nudził. Do sedna dążył po sokratejsku, pozwalając sobie na tyleż humoru, co drobnych złośliwości, szczególnie kiedy był wśród przyjaciół.
Telefony zrywające mnie czasem z łóżka bladym świtem, gdy napięcie i niepewność przed pierwszymi debatami kazały mu dopytywać po sto razy o ten sam szczegół, dają posmak pasji i zaangażowania, którymi przepełnione były jego przedsięwzięcia. Był równie dociekliwy w zadawaniu ważnych pytań z tradycji filozoficznej, co w znajdowaniu najlepszych rozwiązań dla bieżących wyzwań. Zazwyczaj dzwonił około siódmej rano z pytaniem: „Obudziłem pana?”. Kiedy odpowiadałem, że czytam „O duchu praw” Monteskiusza, był wyraźnie usatysfakcjonowany: „Dobrze, dobrze!”. To było motywujące. Można było mieć wrażenie, że nie odrywał się od klawiatury, odpowiadając niemal od razu na każdy e-mail i zasypując kolejnymi.
NAD DUNAJEM I POD SŁOŃCEM TOSKANII
Jako rektor Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu (IWM) umiejętnie zabiegał o wsparcie dla swoich inicjatyw. Powstały programy badawcze, stypendialne, grupy refleksyjne, serie regularnych wykładów, cotygodniowych spotkań seminaryjnych zakończonych lampką wina, no i najwspanialsza pod słońcem szkoła letnia w Toskanii. Od 1990 r. w zamienionym na hotel klasztorze ojców redemptorystów w Cortonie prowadził najlepszą szkołę letnią poświęconą filozofii i polityce w Europie. Środki na działalność instytutu zdobywał z różnych źródeł, dbając zarazem o niezależność. Fundacje, donatorzy, prywatni i publiczni sponsorzy gotowi byli hojnie łożyć na działalność IWM, a rząd Austrii, finansując sporą część kosztów, szczyci się obecnością instytutu w swej stolicy. To jednak studia nad filozofią i kulturą oraz narzucone samemu sobie zadanie prowadzenia niezależnej dyplomacji publicznej w imieniu i na rzecz Polski w Europie stały dla Michalskiego zawsze na pierwszym miejscu.
Złożoność relacji, jakie nawiązywał, zasługuje na poważne opracowanie naukowe. Przewodził grupie refleksyjnej do spraw przyszłości Europy, która zajmowała się duchowym i kulturowym wymiarem wspólnoty na kontynencie, przy Romano Prodim, wówczas przewodniczącym Komisji Europejskiej. Otwierał drzwi do światowych salonów przed polskimi politykami i intelektualistami. Rozmowa zawsze toczyła się zresztą w szerszym niż tylko kontynentalny wymiarze, a relacje trans­atlantyckie były dla niego tak samo ważne jak europejskie. Dbał przy tym o różnorodność uczestników, choć dosyć szerokie grono zapraszanych z czasem ostatecznie przypominało grono dobrych znajomych. Dostrzegał to i otwierał stopniowo drzwi dla młodszych. Do instytutu dołączyli ostatnio na stałe Timothy Snyder i Ivan Krastev. Wielu jeszcze młodszych pomagało w jego działaniach, szybko utożsamiając się z celami, dla których instytut został powołany.
Nie mogę zliczyć, ilu moich koleżanek i kolegów było stypendystami, współpracownikami i uczestnikami programów IWM-u. Samanta Stecko, asystująca przy pracach grupy refleksyjnej, wspomina, na jaki komfort i otwartość mogła liczyć przyjeżdżając do instytutu. Jej mąż, który dołączył do niej w Wiedniu, dostał nawet osobne biurko, a pies, którego sprowadzili, plątał się po wszystkich piętrach IWM-u. Na prawdziwie ciepłą, prawie domową atmosferę wpływała m.in. wyśmienita kuchnia oraz wyjątkowo dobrze dobrany zespół współpracowników. Wszystko od początku do końca było zaprojektowane w szczegółach i doprowadzone w realizacji do perfekcji. To miało swój cel. Wysoki standard życia wiązał się ze wspaniałymi efektami pracy intelektualnej powstającej dzięki instytutowi.
KSIĄŻĘCY PAŁAC
Michalski spędzał semestr jako wykładowca w Bostonie i semestr w Wiedniu. Niepojęte, jak zdołał powołać do życia tyle nowych instytucji. Najważniejszą był Instytut Spraw Publicznych, w którym pełnił rolę nieusuwalnego przewodniczącego rady. W 1993 r. powstała na Uniwersytecie Warszawskim Katedra im. Erazma z Rotterdamu. Poza Debatami Tischnerowskimi, w katedrze organizowaliśmy cykl warsztatów filozoficznych.
– Podczas warsztatów gromadził studentów wokół rozdziału, a czasem ledwie kilku stron, by wydobyć z lektury jak najwięcej sensu. Gdy zaczynaliśmy analizować tekst świętego Pawła albo Giorgio Agambena, to nasza cała uwaga skupiała się naprawdę na nich – wspomina Helena Jędrzejczak, która często uczestniczyła w tych zajęciach. Być może to lekka przesada, bo dygresji było w trakcie zajęć mnóstwo. Michalski uwielbiał wtrącać humorystyczne wspomnienia snute nieco z boku, ale dające nieco oddechu od skupienia nad lekturą. Mówił, że chce zajęciami pokazać, jak ma wyglądać warsztat filozoficzny, a jednocześnie dać studentom do przeczytania klasyczne prace często pomijane w obowiązkowym sylabusie. W styczniu miały się odbyć XIV warsztaty, ale chorował i musieliśmy je odwołać. Kilka tygodni temu ustaliliśmy datę na maj. Sala i godziny te same co zwykle. Celowa powtarzalność instytucjonalizowała wszystko, co naprawdę lubił robić.
Z planami powrotu z Bostonu do Warszawy wiązało się powstające właśnie Centrum Myśli im. Leszka Kołakowskiego. Pracami nad jego uruchomieniem kieruje Marcin Król, z którym Krzysztof Michalski rozumiał się i przyjaźnił jak z mało kim. Centrum ma gościć semestralne wykłady zagranicznych filozofów i finansować badania młodych naukowców.
Wyreżyserowany splendor obecny w przedsięwzięciach i instytucjach jego pomysłu był uderzający dla kogoś, kto po filozofie spodziewałby się raczej dezorganizacji i oddalenia od spraw materialnych. Jeszcze bardziej zaskakująca była jego umiejętność improwizacji, gdy sytuacja tego wymagała. Podczas konferencji z okazji 25-lecia IWM w 2007 r. w ostatniej niemal chwili okazało się, że miejsce przewidziane na uroczystą kolację zostało zamknięte z powodu remontu. Wystarczyło, że poprosił swojego przyjaciela, księcia Karla Schwarzenberga o pomoc, a ten zorganizował ją w swoim wiedeńskim pałacu.
O instytucjach, które tworzył, myślał jako o metodzie na przekroczenie ludzkiego istnienia. Czas jego życia się już skończył, ale jego plany i idee w dalszym ciągu służą do rozwoju innym. To piękne dziedzictwo. 

WOJCIECH PRZYBYLSKI jest redaktorem naczelnym „Res Publiki Nowej” i „Visegrad Insight”, czasopisma o Europie Środkowej. Asystent naukowy w Katedrze im. Erazma z Rotterdamu UW.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]