Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zszywanie świata

Zszywanie świata

16.09.2013
Czyta się kilka minut
Myśląc o polskiej polityce zagranicznej, upominałbym się o pamięć m.in. o Krzysztofie Michalskim. On bowiem wiedział, jakie znaczenie mają niezależne instytucje, a to nadal rzadka w Polsce postawa.
Fotografia pochodzi z wystawy upamiętniającej rosyjskie protesty w 2007 r., zorganizowanej w Centrum Sacharowa Fot. Alexander Petrosyan
P

Przed laty Bronisław Geremek, pełniąc wówczas funkcję ministra spraw zagranicznych RP, w wystąpieniu sejmowym przypominał znane słowa gen. de Gaulle’a: „Geografii nie można zmienić”. I dodawał: „można natomiast zmienić geopolitykę. Dwaj dyktatorzy, Hitler i Stalin, zmienili nam geografię, natomiast geopolitykę zmienialiśmy w ostatnich latach sami, ze wsparciem instytucji demokratycznych Zachodu i dzięki demokratycznemu odrodzeniu na Wschodzie”.
Dzisiaj polska polityka zagraniczna stała się jednym z tematów najżarliwszych politycznych sporów, więcej: stała się wręcz ich zakładnikiem. Dawno już zapomnieliśmy o konsensusie głównych sił politycznych wokół podstawowych jej priorytetów, ale to nie może przekreślić dokonań III RP. Po 1989 r. udało się bowiem zrealizować najważniejsze cele: potwierdzić granice naszego państwa i zbudować relacje z sąsiadami, wynegocjować członkostwo w NATO i Unii Europejskiej.
Odwaga i pozorna utopia
„Geopolitykę zmienialiśmy w ostatnich latach sami” – mówił prof. Geremek, ale za „my” stali konkretni ludzie, ich sposób myślenia, idee i konkretne inicjatywy. A także koncepcje, formowane często długo przed upadkiem komunizmu, dotyczące miejsca Polski w świecie, jej usytuowania w Europie i relacji z sąsiadami. Byli też ludzie, którzy mieli odwagę głosić tezy czasami niepopularne, wbrew obiegowym poglądom, albo nawet odbierane jako kompletnie nierealistyczne. Ludzie ci potrafili wreszcie podejmować konkretne działania, nawet mimo pozornej ich utopijności.
 Tej odwagi – bo szczególnie ona ich cechowała – oraz niezależności brakuje dziś w myśleniu o polskiej polityce zagranicznej. Nadal mamy też kłopot z niezależnymi instytucjami zajmującymi się myśleniem o niej. Nieliczne think tanki, nawet najlepiej funkcjonujące, jak warszawski demosEUROPA, wnikliwie przyglądający się funkcjonowaniu Unii Europejskiej, czy krakowski Ośrodek Myśli Politycznej, od lat badający polskie tradycje w swej nominalnej dziedzinie, to zbyt mało.
Kto mógłby patronować takim instytucjom? Nie w dosłownym rozumieniu tego słowa, lecz symbolicznie. Dwa nazwiska są bardziej niż oczywiste: Jerzy Giedroyc i Jan Nowak-Jeziorański. Pierwszy miał ogromny wpływ na formowanie polskiej koncepcji polityki zagranicznej wobec naszych wschodnich sąsiadów, ale paryska „Kultura” wiele miejsca poświęcała też relacjom z Niemcami czy szerzej: ze światem Zachodu. Zasługi Jana Nowaka-Jeziorańskiego dla relacji transatlantyckich są niezaprzeczalne. Obaj – Giedroyc i Nowak-Jeziorański – posiedli umiejętność budowania instytucji i gromadzenia wokół nich współpracowników. Związany z „Kulturą” Juliusz Mieroszewski jest współtwórcą fundamentalnej dla naszej myśli politycznej koncepcji ULB, czyli wspierania suwerenności Ukrainy, Litwy i Białorusi jako czynnika sprzyjającego niepodległości Polski. Bohdan Osadczuk stale wspierał wszelkie działania na rzecz współpracy polsko-ukraińskiej.
Trzecim oczywistym patronem jest Bronisław Geremek, który – jak podkreślał celnie we wspomnieniu pośmiertnym Marek Edelman – „miał uporządkowaną wizję świata, Europy i Polski”, czyli to, czego obecnie tak bardzo brakuje. Warto także przywołać inne wybitne postacie. Upomniałbym się przynajmniej o trzy nazwiska: o związanych z „Tygodnikiem” Stanisława Stommę i Mieczysława Pszona, którzy mieli znaczący wpływ na sposób myślenia o Niemczech, oraz o Pawła Hertza, osobę szczególnie istotną dla polskiego konserwatyzmu, którego dorobek odcisnął się na myśleniu o Rosji (ale i o Europie).
Wspólnota losów
Wymieniam różne osoby, ale łączy je wspólnota losów: wszyscy oni (poza Bronisławem Geremkiem) urodzili się w pierwszych dekadach ubiegłego stulecia. II RP była częścią ich życiowego doświadczenia. Nie uczestniczyli, z konieczności czy wyboru, w rządzeniu państwem (znów z wyjątkiem Geremka, zaś Mieczysław Pszon był pełnomocnikiem Tadeusza Mazowieckiego ds. niemieckich). Niektórzy z nich angażowali się w politykę, jednak ich główną siłą było słowo, dziś też różnie można oceniać ich koncepcje i konkretne działania. Kłócić się o nie, spierać. Nie o hagiografię przecież chodzi. Nie sposób ich jednak pominąć, myśląc o polskiej myśli politycznej ostatnich dekad.
Do tego grona dopisałbym jeszcze jedną osobę. Znacznie od nich młodszą, urodzoną po II wojnie światowej. Mam na myśli Krzysztofa Michalskiego. On sam zapewne mocno by się zdziwił, a może nawet zrugał za taki pomysł. Uważał się przede wszystkim za filozofa i przede wszystkim wybitnym filozofem był. Michalski stworzył jednak unikalną instytucję – wiedeński Instytut Nauk o Człowieku. Instytut powstał w 1982 r., w czasach stanu wojennego w Polsce, i zanim – jak podkreśla dwóch wybitnych intelektualistów: Amerykanin Ira Katznelson i Niemiec Claus Offe – „ktokolwiek mógł antycypować upadek muru berlińskiego, Krzysztof [Michalski] ukształtował Instytut tak, aby służył jako silna europejska instytucja łącząca Wschód i Zachód”.
Wydawało się to utopijnym marzeniem, a jednak Wiedeń za jego sprawą stał się miejscem debaty najwybitniejszych współczesnych intelektualistów: lista osób związanych z Instytutem doprawdy jest imponująca.
Krzysztof Michalski, ten wnikliwy czytelnik Nietzschego i Heideggera, organizator pamiętnych debat w Castel Gandolfo, którym przysłuchiwał się Jan Paweł II, sam zdobył szczególną pozycję w życiu intelektualnym i politycznym. To jemu chociażby powierzono kierowanie grupą powołaną przez Romano Prodiego, ówczesnego przewodniczącego Komisji Europejskiej, przygotowującą raport o „Duchowym i kulturowym wymiarze Europy” (i był on, obok Kurta Biedenkopfa, Bronisława Geremka i Michela Rocarda, jego głównym autorem).
Aleksander Smolar, prezes Fundacji im. Batorego, wspomina także o innym wydarzeniu: „Pierwszy raz zobaczyłem, jak poważne są wpływy Krzysztofa poza Polską, latem 1990 r. W Nowym Jorku odbywała się wielka konferencja ONZ. Tadeusz Mazowiecki w ostatniej chwili przyjął zaproszenie. Chciałem wykorzystać okazję, aby umożliwić premierowi spotkanie z grupą wpływowych postaci życia amerykańskiego. Zadzwoniłem do Krzysztofa, który był wówczas w Nowym Jorku. Tydzień później, w mieszkaniu Lally Weymouth, córki nieżyjącej już właścicielki »Washington Post«, odbyła się kolacja z udziałem kilkudziesięciu osób. Był Henry Kissinger, szef potężnego związku zawodowego AFL-CIO Lane Kirkland, wielu wybitnych publicystów, analityków politycznych i grupa biznesmenów, których gospodyni wyceniła na ponad 100 mld dolarów”.
***
Ta anegdota wiele mówi o szczególnym statusie Krzysztofa. Przy czym nie chodziło mu o budowanie własnej pozycji, wszystkie jego kontakty służyły budowaniu instytucji, by za jej pośrednictwem „zszywać” obie części świata podzielonego przez żelazną kurtynę. Nawet teraz, dwie dekady po jej upadku, cel się nie zmienił. Nadal istnieją stare i wciąż pojawiają się nowe granice, a dziś Instytut Nauk o Człowieku stał się ważnym miejscem dla ludzi z Europy Środkowej, ale też z Ukrainy czy Rosji.
Polityka zagraniczna to przecież nie tylko relacje między rządami i działania dyplomatów. Instytucje są niezbędne, by kształtować postawy i przekonania. Są niezbędne dla prowadzenia dialogu, bo przecież – co jest banałem – warunkiem kształtowania idei jest rozmowa.  

PIOTR KOSIEWSKI jest pracownikiem Fundacji im. Batorego, stałym współpracownikiem „TP”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]