Reklama

PiS tego może nie przeczekać

PiS tego może nie przeczekać

02.11.2020
Czyta się kilka minut
P

Prezydencka propozycja przywrócenia jednej z przesłanek legalnej aborcji to mniej więcej takie ustępstwo, jak kiedy ktoś, kto wyniósł dwa obrazy z muzeum, kompromisowo proponuje oddanie jednego, bo i tak mu się nie podoba. To miałoby sens, gdyby tych obrazów nie dało się odzyskać innymi metodami. Tymczasem potwierdzany w kolejnych sondażach zjazd poparcia dla PiS zapowiada, że najpóźniej po kolejnych wyborach wszystko trzeba będzie oddać, kto wie, czy nie z nawiązką. Pozycja negocjacyjna obozu rządzącego jest bardzo słaba, a przeczekiwanie nie rokuje. Wygląda na to, że elektorat PiS jest dziś skonfundowany i podzielony, natomiast przeciwnicy są pobudzeni jak nigdy dotąd. Dokładnie odwrotnie niż w ostatnich wyborach. Jeśli stutysięczna manifestacja w Warszawie nie robi na rządzących wrażenia, to mogą przeliczyć sobie, co oznacza 700 osób, które zgromadziło się na rynku w Miechowie już w poprzednią środę. W stosunku do liczby mieszkańców to więcej niż 100 tys. w stolicy. W lipcu prezydent był tam popierany przez prawie dwie trzecie głosujących.

Nie wiemy, czy skala wywołanych problemów umyka liderom PiS, podobnie jak to było z majowymi wyborami i „Piątką dla zwierząt”. Lecz w obu tych przypadkach ani uspokajające tony, ani groźne miny nie zmieniły faktu, że z zapałem ogłaszany zamiar nie przeżył konfrontacji z rzeczywistością. W przypadku werdyktu TK zapału nie było od początku. Tym dziwniejszy jest upór, by na sprawie coś jednak ugrać, zamiast tego, by pożar zgasić jak najszybciej. Jedyny rozsądny kompromis pomiędzy zwolennikami zmian w przeciwne strony to pozostawienie wszystkiego po staremu. To się dziś obu stronom sporu wydaje nie do zniesienia. Lecz historia dostarcza tu wielu przykładów: to, że ktoś nie wyobraża sobie swojej klęski, może być przyczyną klęski ­niewyobrażalnej. ©


CZYTAJ TAKŻE

ANDRZEJ STANKIEWICZ: Tuż po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego prezydent się z niego otwarcie cieszył. Pod wpływem żony i córki – i ulicznych protestów – zmienił zdanie >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Socjolog, publicysta, komentator polityczny, bloger („Zygzaki władzy”). Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Pracuje na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wzięcie tej masy upadłosciowej to olbrzymie ryzyko, ale nie ma innego wyjścia. Ktos musi zaprowadzic porzadek. Jednak punktem wyjścia dla nowej władzy powinna byc delegalizacja PiS-u i unieszkodliwienie jej liderów, aby uniemozliwić "powtórke z rozrywki". Ciemny Lud nie spi

Przejęcie masy upadłościowej teraz jest ryzykowne. Porażka PiS musi być całkowita i ewidentna dla całego suwerena, tak jak upadek komunizmu w Polsce. W innym przypadku, ujadający PiS w opozycji będzie przeciągał agonię. Najlepiej byłoby, gdyby ktoś zechciał Polskę anektować i nami pokierować, bo sami tego nie potrafimy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]