Pilch trzeci

Co dwa tygodnie Pilch? Cóż poradzę, że autor „Innych rozkoszy” wydał w ostatnich miesiącach trzy książki i ta trzecia wydaje mi się najważniejsza, a na pewno jest najbardziej niespodziewana.
Czyta się kilka minut

Poczynając od pierwszego zdania pierwszego z dziewięciu jej rozdziałów: „Stoję w kuchennym oknie mojego warszawskiego mieszkania i liczę tych, co nie wytrzymali, liczę wisielców kołyszących się na balkonach po drugiej stronie ulicy”. Ów minitraktacik o samobójstwie ma w dodatku przewrotny finał, przypominający trochę opowiadanie mistrza ­Ambrose’a ­Bierce’a „Przy moście nad Sowim Potokiem” (kto ciekaw, niech poszuka, też jest o doznaniach ostatecznych). „Dzień wisielca” każe równocześnie zadać pytanie, kim jest właściwie narrator i jak się on ma do pojawiającego się w kolejnych rozdziałach Ariela Poschukala, dobiegającego siedemdziesiątki potomka luterskiej rodziny z Sigły, niespełnionego artysty, który „pisał słabo, ale o pisaniu wiedział niejedno”.

Byliżby oni połówkami tej samej osoby? Ariel, dozgonnie przez matkę zinfantylizowany, „był niezwykle irytującym dzieckiem; po trzydziestce czy po czterdziestce zawstydzał zachowaniami”, a „z dzieciństwa wziął co najgorsze: ospałość, tępotę i niedorozwój”. Wybrał literaturę, ale pisarzem okazał się marnym i źle przyjętym przez krytykę, w dodatku marnotrawił surowiec, jakim były względnie ciekawe postacie jego krewnych. Może więc chodzi o krzywe zwierciadło zniekształcające własne rysy? Tryb narracji przechodzi z pierwszej osoby na trzecią, raz mowa o rodzinnej Sigle Ariela, innym razem o wiślańskim kościele...

Łączy ich na pewno postać ojca i sekret jego nieopowiedzianej historii wojennej służby w Wehrmachcie. Drugi ważny wątek też stanowi sekret (choć wszyscy o jego istnieniu wiedzą, a nawet komentują go w rozmowach telefonicznych): to związek i ślub sześćdziesięciokilkulatka z kobietą młodszą o lat czterdzieści. I jeszcze wątek trzeci, zaznaczony już na początku: śmierć, odchodzenie, zagadka zamykających się przestrzeni mózgu i dróg pamięci. Wszystko to splata się, tworząc realistyczno-fantastyczną opowieść, obfitującą w dygresje i boczne odnogi, jak wplecione w dzieje późnej miłości „Jedyne arcydzieło starego dadaisty” (mowa o słynnej fotografii przedstawiającej starego Marcela Duchampa grającego w szachy z nagą Eve Babitz). Opowieść, w której groteska przechodzi znienacka w serio. ©℗

Jerzy Pilch, „ŻÓŁTE ŚWIATŁO”, Wielka Litera, Warszawa 2019, ss. 160.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2019