Pewnego razu na Wiślnej

Czyta się kilka minut

Dawno, dawno temu wybrałem się do Krakowa na tygodniowe wakacje z córką. Codziennie spacerowaliśmy po starej części miasta, odwiedzając różne mniej lub bardziej oczywiste miejsca. Ja prócz Wawelu, Kazimierza i Sukiennic miałem jeszcze jeden cel. Wiślna 12.

W pokoju „telewizyjnym” moich dziadków stał rozkładany stojak na gazety, a w nim równo ułożone „Tygodniki”. To nie znaczy, że nikt ich nie czytał. Czytało – i to kilka osób. Zawsze jednak dbano o to, aby złożyć je równo i ułożyć w odpowiednim miejscu. Dla dziecka nie były one interesujące. Może poza tropieniem ingerencji cenzury, która swoje istnienie zaznaczała czarnymi plamami i adnotacjami o decyzji urzędnika.

Czytać „TP” zacząłem znacznie później. Potem postanowiłem zostać jego ambasadorem. Nieproszony. Jak była okazja, zostawiałem przeczytany egzemplarz na ławce w parku, autobusie czy pociągu licząc, że ktoś się zainteresuje, przeczyta, a potem już sam kupi następny.

O tym wszystkim chciałem Wam owego gorącego lipcowego dnia opowiedzieć. Czy starczyło mi odwagi? Nie miałem okazji tego sprawdzić. Owszem, wszedłem do bramy, pokonałem schody, zbliżyłem się do drzwi. Ba! Nawet zapukałem. Niestety, nikt mi nie otworzył. Najwyraźniej cała redakcja wyszła – pomyślałem. Ale drzwi nie były nawet porządnie zamknięte, jak się okazało podczas trzeciej serii pukania. Zadziwiła mnie ta Wasza nonszalancja. A może ufność?

Wtedy pokusa zwyciężyła. Ostrożnie uchyliłem drzwi. Powiedziałem głośno „dzień dobry” i wszedłem. Przechadzałem się od biurka do biurka. Niczego nie dotykałem, ale moje oczy pasły się widokiem miejsc pracy ludzi, których znałem tylko z podpisów pod artykułami. Bez trudu znalazłem biurko ks. Bonieckiego, naczelnego „TP”. Przyglądałem się wycinkom gazet, zauważyłem strażacki kask (dobrze pamiętam, był tam kask?), zaciągałem zapachem papierosów.

Jak na filmach kryminalnych niedopałki jeszcze tliły się w popielniczkach. Za mną dreptała córka, która przypominała mi, że to nie w porządku tak do kogoś wchodzić bez zaproszenia.

Przyznałem jej rację. Przeszedłem się jeszcze raz po skrzypiącej drewnianej podłodze, a potem wyszliśmy zostawiając drzwi dokładnie tak samo niedomknięte jak je zastaliśmy. Miałem nadzieję, że może spotkamy kogoś na schodach, w bramie, na ulicy. Pomyślałem, że mogę do Was przyjść innego dnia, ale nie zrobiłem tego.

Takie wspomnienie chciałbym Wam ofiarować na pożegnanie adresu Wiślna 12.

Czytaj także: Zróbmy sobie miejsce - trwa zbiórka na nową siedzibę "Tygodnika Powszechnego"

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2021