Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pępek świata

Pępek świata

31.07.2017
Czyta się kilka minut
Dolina Krzemowa radzi sobie doskonale z zarabianiem pieniędzy, ale cierpi na deficyt troski o interes publiczny i drugiego człowieka. Woli też kapitalizm od demokracji.
Wizualizacja otoczenia budynku, który ma być przykryty największym na świecie „zielonym dachem”. Vallco Shopping Mall w Dolinie Krzemowej. CATERS NEWS / FORUM
W

Wiosną 2013 r. 52-letni George wrócił do Palo Alto w stanie Kalifornia, gdzie się wychował. Nie poznał swojej rodzinnej okolicy. Przy University Avenue były kiedyś sklepy, dyskonty i kina – w tym jedno o wdzięcznej nazwie „Paris Theatre”, które pokazywało repertuar tylko dla dorosłych. Dziś przy tej samej ulicy siedziby mają PayPal, Facebook i Google.

Roczne przychody firm z tej ulicy są porównywalne z budżetami Polski i Węgier. Zsumowanymi. Nie wiadomo, ile za czasów młodości George’a było w okolicy miliarderów, ale wiadomo, że w samym hrabstwie Santa Clara jest ich czternastu. Dla porównania, aby osiągnąć podobne zagęszczenie, najmniejsze polskie województwo, czyli kujawsko-pomorskie, musiałoby ściągnąć ich do siebie siedemdziesięciu pięciu. A mówimy o miliarderach, bo milionerów jest tak wielu, że mało kto przejmuje się ich liczeniem.

Gdy George kończył szkołę...

20514

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

oświeceniowej ideologii, opisanej dawno temu choćby przez Lovejoya (który z pewnością tego nie wymyślił), a głoszącej, że wszystkie problemy świata mają racjonalne i w sumie proste rozwiązania, które odrzucać może tylko umysł zaślepiony przesądem. A że pierwszymi strażnikami przesądu są tradycja i religia, to... reszta rozumie się sama przez się. Podziwiać natomiast należy red. Dymka za niewiarygodną intelektualną gibkość, jakiej wymagało przerzucenie winy za grzechy Doliny Krzemowej na prawicę (alt czy nie alt, to bez znaczenia) i oczywiście antychrysta naszych czasów, to jest Donalda T. Brawo!

Dziękuję za komentarz, przestrzegałbym jednak przed utożsamianiem poglądów relacjonowanych przez autora z poglądami autora - mimo wszystko to nie zawsze to samo. Pozdrawiam najgoręcej!

o przypisanie Panu poglądów nieprzypisanych (przez Pana) wprost autorom relacjonowanych książek, ale sprawiających wrażenie osobistych refleksji. Jeden przykład: kończy (?) Pan omawiać książkę Andrei Nagle i zaczyna Pan kolejny wątek: "przypomniano sobie esej Petera Thiela". Kto sobie przypomniał? Andrea Nagle? Omawia ona w ogóle ów esej w swojej książce? Zresztą i tak logika całego wywodu jest pańska i podpisana pańskim nazwiskiem. Nie wypada przerzucać odpowiedzialności za jego wymowę na cytowanych autorów. Wszyscy cytujemy, ale przecież po to, żeby wyrazić własne myśli. Pozdrawiam również!

Temat obiecujący, zachęcający rys historyczny... I wielki zawód kolejnymi akapitami, w których autor ślizga się po powierzchni na zmianę z uprawianiem logicznych akrobacji, których apogeum osiąga sugerując potencjalny skręt technologicznych gigantów w ostro prawo. W jaki sposób firmy czerpiące spore korzyści ze sprowadzania azjatów i hindusów na wizach H-1B miałyby zyskać na zaostrzeniu przepisów migracyjnych - autor nie tłumaczy. Nie wyjaśnia również, jakie matematyczne twierdzenie legitymizuje wybiórcze stosowanie statystyki - kiedy rozkład ze względu na płeć jest skrzywiony w stronę, która nam odpowiada, lubimy rozkłady. Kiedy natomiast nam nie odpowiada (bo na przykład okazuje się, że kobiety wybierają inne ścieżki edukacji) - rozkładów nie lubimy i nie zaglębiamy się w szczegóły. Ciekawe, zwłaszcza, że jeden z pracowników Googla właśnie zasugerował, że walka z jedną dyskryminacją nie powinna generować drugiej i zatrudnianie ludzi ze względu na ich kompetencje nie jest takim złym pomysłem. Z dysonansem poznawczym w przypadku Sheryl Sandberg, jako że jest kobietą, w dodatku w Facebooku i co gorsza na wysokim stanowisku - autor radzi sobie, wypominając jej niedostateczny jego zdaniem mesjanizm i brak gotowego rozwiązania nierówności, ubóstwa i dyskryminacji jednocześnie. W międzyczasie autor gubi się w zeznaniach, raz to wypominając, że bogactwo gigantów z Doliny nie przekłada się na słupki zatrudnienia, innym razem kpiąc z perspektywy przekwalifikowania górników i kelnerek na pracowników sektora IT. Wisienką na torcie jest wplątanie wątku o sfrustrowanych internetowych "przegrywach" w narrację o diablo inteligentnych przedstawicielach amerykańskiej klasy wyższej. Za dużo tradycyjnego alt-lewicowego postrzegania rzeczywistości, za mało solidnego rozeznania w temacie. Tygodniku, błagam, nie drukuj takich tekstów.

Jeśli chodzi o "manifest" pracownika Google, który wyciekł do Gizmodo, to nie sugeruje on zatrudniania ze względu na kompetencje, ale że kobiety z racji płci nie nadają się na inżynierów. Tutaj można przeczytać odpowiedź jednego z byłych menedżerów Google https://medium.com/@yonatanzunger/so-about-this-googlers-manifesto-1e3773ed1788

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]