Reklama

Widzące kamienie, czyli projektowanie przyszłości

Widzące kamienie, czyli projektowanie przyszłości

30.05.2022
Czyta się kilka minut
Musimy wyjść poza wyobrażeniowe ramy stworzone przez firmy, dyskurs i praktyki Doliny Krzemowej. I bezustannie poszerzać granice własnej wyobraźni, tworząc alternatywne koncepcje związane z danymi i technologiami.
OKŁADKA I ZDJĘCIA: CYRUS CLARKE, MONIKA SEYFRIED, „GROW YOUR OWN CLOUD”.
P

Palantíry to nieprzeźroczyste i niezniszczalne kule, dzięki którym można się komunikować na duże odległości oraz spoglądać w przyszłość i przeszłość, a więc – używając współczesnego słownika – dokonywać predykcji i klasyfikacji danych. Obiekty te pojawiają się na kartach powieści Johna R.R. Tolkiena „Władca pierścieni”. Miały zostać stworzone w Pierwszej Erze przez elfy z Valinoru. Najbardziej znany tolkienowski palantír był własnością białego czarodzieja – Sarumana.

Palantir Technologies to nazwa technologicznej korporacji zajmującej się analityką danych z siedzibą w Denver w Kolorado. Została ona stworzona przez Petera Thiela – amerykańskiego prawnika i inwestora, absolwenta Uniwersytetu Stanforda, założyciela serwisu PayPal i pierwszego inwestora zewnętrznego Face­booka. Po atakach na World Trade Center Thiel – opierając się na nabytym w PayPalu doświadczeniu w zarządzaniu danymi – założył firmę, która zaoferowała rządowi amerykańskiemu i agencjom bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych możliwość analizy danych.

Działania Palantir Technologies były i są w dużej części tajne, ale – jak podaje Max Chafkin, autor najnowszej biografii Thiela – analiza danych dokonywana była przez system znany jako Gotham. Dotyczyła zarówno obywateli oraz firm zagranicznych, jak i obywateli amerykańskich, których prywatność często naruszała, poprzez przejmowanie danych telefonicznych i cyfrowych, inwigilację i namierzanie. Oprócz wykonywania zadań dla rządu, firma Palantir Technologies pozwalała sobie nawet na realizację prywatnych życzeń personelu amerykańskich agencji bezpieczeństwa. Śledzono zdradzających narzeczonych czy nielojalnych małżonków i analizowano ich zachowania. Wystarczyło poprosić.

Save the Shire

Peter Thiel i jego współpracownicy stoją także za rozwojem innych przedsiębiorstw, których nazwy wywodzą się z uniwersum Tolkiena. Jednym z nich jest Mithril Capital Management, specjalizujący się w działaniach w sektorze finansowym (mithril to nazwa wytrzymałego metalu oraz wykonanej z niego srebrnej lekkiej zbroi utkanej przez elfy i noszonej m.in. przez hobbita Froda). Lembass Capital, firma, której nazwa pochodzi od niezwykle pożywnego elfiego chleba, to jedna z dwóch korporacji założonych w celu inwestowania w Face­booka. O Rivendell One (Rivendell jest siedzibą elfów) niewiele wiadomo. Valar Ventures (Valarowie to grupa piętnastu starożytnych duchów lub bogów, którzy zdecydowali się zejść na ziemię) to spółka inwestycyjna typu venture capital.

Thiel wspiera także nowe projekty technologiczne, tworzone przez najmłodszą generację programistów i przedsiębiorców. Część tych osób brała udział w programie stypendialnym Thiel ­Fellowship. Jednym z przedsięwzięć powstałych dzięki jego wsparciu jest Anduril Industries. Nazwa odwołuje się do miecza, który Aragorn odziedziczył po przodkach, określanego w powieści Tolkiena jako Flame of the West (Płomień Zachodu). Korporacja, którą założyli Palmer Luckey, Brian Schimpf, Trae Stephens, Matt Grimm i Joseph Chen, opracowuje i sprzedaje technologie obronne, w tym technologie ochrony granic, zakupione przez rząd amerykański za kadencji Donalda Trumpa i wykorzystywane m.in. na granicy amerykańsko-meksykańskiej.

Cele Anduril Industries są zbieżne z założeniami biznesowymi Thiela, któremu chodzi o połączenie sektorów technologicznego i wojskowego pod hasłem obrony zachodnich interesów. Jak podaje fundusz 8VC, jeden z inwestorów Anduril Industries: „Amerykańska supremacja militarna pozostaje fundamentem ludzkiej wolności na Ziemi. Naszym obowiązkiem jako patriotów jest zgromadzenie światowej klasy technologów w celu obrony zachodnich ideałów”. Podobnie, choć może nieco bardziej metaforycznie, formułuje to firma Palantir Technologies. W jej siedzibie w holu wejściowym widnieje hasło: Save the Shire, które pojawia się także na firmowych koszulkach i czapkach. Shire – zielona kraina hobbitów, równocześnie idylliczna i konserwatywna, pozostająca w niezmiennym kształcie od wieków – to Zachód. Zdaniem założycieli firmy Petera Thiela i Aleksa Karpa należy go bronić przed zagrożeniami zewnętrznymi, które pochodzą z krajów i obszarów rywalizujących z Zachodem, takich jak Chiny, Iran, Rosja czy kraje Bliskiego Wschodu.

Peter Thiel nie jest typowym twórcą czy inwestorem związanym z sektorem nowych technologii. Ma na celu przede wszystkim trwałe złączenie Doliny Krzemowej z amerykańskimi strukturami bezpieczeństwa, rządem i wojskiem, przy założeniu, że to przedsiębiorstwa kontrolowane przez Thiela będą odgrywać zasadniczą rolę w nawiązywaniu tych relacji i prowadzeniu strategicznych interesów.

Wojsko i technologia

W przeszłości państwo amerykańskie dość aktywnie uczestniczyło w rozmaitych projektach związanych z technologiami atomowymi i kosmicznymi. Jednakże sektor technologii cyfrowych powstawał w latach 70. i 80. w dużej części poza państwem. Był wtedy – jak przedstawiał to wielokrotnie Richard Barbrook – zlepkiem rozmaitych elementów: neoliberalnej ekonomii, obiektywistycznej filozofii Ayn Rand i technologicznego determinizmu. Sektor działał na potrzeby rynku w ramach neoliberalnej gospodarki, tworząc produkty i innowacje, które można było sprzedawać indywidualnym konsumentom.

Sytuacja zmieniła się radykalnie po zamachach na World Trade Center, gdy rząd amerykański zaczął tworzyć systemy pozyskiwania informacji cyfrowych. Do ich działania niezbędne były zaawansowane systemy informatyczne – zdolne analizować wielkie ilości danych, pobieranych początkowo od firm telekomunikacyjnych, a następnie także od dostawców internetu.

Zadanie połączenia Doliny Krzemowej z wojskiem i służbami bezpieczeństwa nie było szczególnie trudne. Państwo amerykańskie potrzebowało analiz danych, a analitycy chcieli zyskać dostęp do nieograniczonych środków z budżetu obrony. W ten sposób na styku polityki bezpieczeństwa i technologii wojskowych powstał quasi-autorytarny obszar, zarządzany przez wielki kapitał i państwo. Jednocześnie wyłonił się nowy paradygmat Doliny Krzemowej, w którym mieszczą się zarówno militaryzacja technologii, wiara w wyjątkowość Zachodu, libertarianizm, filozofia Ayn Rand, jak i elementy mitologii Tolkiena.

Algorytmy versus kreatywność

Algorytmy uczenia maszynowego opierają się na uchwyceniu korelacji pomiędzy zjawiskami, nie potrafią jednak zrozumieć przyczynowości. Jednym z podstawowych błędów takiej perspektywy jest przekształcanie korelacji w przyczynowość. Jeśli np. osoby, które regularnie podróżują, częściej wchodzą w nowe związki, nie oznacza to, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy podróżowaniem a trwałością relacji miłosnych czy gotowością do inicjowania nowych. Wydobywając rozmaite dane, uczenie maszynowe może ustanowić w zasadzie dowolny, arbitralny rodzaj korelacji, a następnie przedstawić go jako związek przyczynowo-skutkowy. Algorytmy obsesyjnie „dopasowują krzywą”, wytwarzając rozmaite korelacje bez podawania wyjaśnień. Dlatego sztuczna inteligencja nie ma głębszego wglądu w pewne zjawiska, nie rozumie ich i nie może wyjaśnić.

Uznawanie korelacji za związki przyczynowo-skutkowe staje się niebezpieczne wtedy, kiedy wchodzimy w obszar przewidywania przyszłości, czyli algorytmicznej predykcji. Skoro algorytmy sztucznej inteligencji stosowane są w procedurach granicznych – w kryminalistyce i do podejmowania decyzji w sytuacji wojennej – może się okazać, że działania wyprzedzające, które stanowią odpowiedź na rozmaite predykcje, są całkowicie nietrafione i fałszywie tworzą podejrzanych, kryminalizują niewinnych czy wskazują błędne cele ataku.

Równie ryzykowne jest zawierzenie naszej przyszłości sztucznej inteligencji, która tylko odtwarza przeszłe wzorce, a nie może wykryć tego, co nowe. W ten sposób niweluje innowacje, a dodatkowo opiera swoje wizje przyszłości na korelacji zjawisk z przeszłości.

W takiej sytuacji niezwykle ważne staje się odwołanie do kreatywności i sprawczości ludzkiej. To człowiek może wyjaśnić relacje przyczynowo-skutkowe między zjawiskami i stworzyć plan, w którym, przechodząc od punktu do punktu, będziemy zmierzać do realizacji przyszłości, jakiej naprawdę chcemy. To ludzka wyobraźnia może wytworzyć obrazy czy wizje wcześniej niewyobrażone, a ludzka myśl – idee wcześniej niepomyślane.

Kiedy używamy w tytule naszej wystawy wyrażenia „poza doliną”, zależy nam na wyjściu poza wyobrażeniowe ramy stworzone przez firmy, dyskurs i praktyki Doliny Krzemowej. A także na tym, by bezustannie pracować z poszerzaniem granic własnej wyobraźni, rozciąganiem jej, twórczym kwestionowaniem oczywistości – nie tylko w celu odsłaniania niesprawiedliwości i relacji władzy, ale też po to, by tworzyć pole dla potencjalności, twórczych praktyk i idei. By wychodzić poza dolinę naszej wyobraźni, sprawdzać i testować to, co wydaje się nieprawdopodobne, nieosiągalne, alternatywne, niezgodne z istniejącym paradygmatem, a co pozwala myśleć o lepszym świecie, poza mrokiem, poza apokaliptyczno-katastroficzną doliną.

Takie praktyki, prototypy, idee, spekulacje i wyobrażenia znajdziecie na naszej wystawie i w naszym programie publicznym. Szczególnie chcemy wskazać na dwie alternatywy, które odpowiadają na wyzwania związane z kompleksem przemysłowym centrów danych oraz tym, co Nick Couldry i Ulises Ali Mejias nazywają kolonializmem danych.

Ogrody pełne kodów

Wyobraźmy sobie, że zamiast centrów danych, w których przechowywane są informacje zapisane w postaci kodu binarnego, zaczniemy skutecznie i efektywnie kodować dane – teksty, filmy, fotografie, dźwięki – w DNA roślin lub innych organizmów. W DNA zakodowane zostały już utwory Milesa Davisa, mowa Martina Luthera Kinga Jr. „I Have a Dream”, fotografie, sonety Szekspira, wirus komputerowy i wiele innych informacji. ­Zamiast ponad 8 tysięcy centrów danych, zużywających bezcenne zasoby wody i generujących duży ślad węglowy, moglibyśmy tworzyć ogrody-archiwa, w których przechowywane byłyby nasze ­ prywatne dane. A także palmiarnie ­danych, w których gromadzona byłaby wiedza kluczowa dla ludzkości.

Jeden gram DNA pozwala na zakodowanie około miliona gigabajtów danych. Oznacza to, jak pisze Mél Hogan, że wszystkie dane, które aktualnie wytwarzamy na całym świecie, zmieściłyby się w pojemniku wielkości bagażnika samochodowego. Co więcej, zamrożone DNA jest bardzo trwałe i może być przechowywane przez 2 miliony lat. Tę możliwość eksploruje pokazywana na wystawie praca kolektywu Grow Your Own Cloud „Data Garden”.

O ile przechowywanie danych w organizmach roślinnych stanowi odpowiedź na wyzwania związane z materialną infrastrukturą internetu, o tyle Couldry i Mejias proponują, by na zjawisko kolonializmu danych odpowiedzieć strategiami i taktykami wykorzystywanymi w ramach ruchów dekolonizacyjnych. Postrzegają oni ekstrakcję (wydobycie) wartości z ludzkiego życia za pośrednictwem danych jako praktykę wpisaną w pięćsetletnią historię kolonializmu. Sytuują ją w perspektywie długiego trwania (longue durée) i pokazują, w jaki sposób akumulacja przez wywłaszczenie (pojęcie zaproponowane przez Davida Harveya) dotyczyć może zarówno grabieży ziemi, zawłaszczenia zasobów naturalnych, ziemi i pracy, jak i danych.

Zawłaszczenie danych – wydobytych z życia ludzkiego – w tym podobne jest do zawłaszczenia ziemi, że tu i tu ktoś (Google lub konkwistadorzy) rości sobie prawo do rzekomo niczyich zasobów – ziemi (w społecznościach bez prawa własności) lub danych (m.in. śladu cyfrowego, który pozostał po naszych aktywnościach w sieci). Dane, podobnie jak ziemia, przedstawiane są jako niczyje, „leżące odłogiem”, możliwe do przejęcia wraz z podpisaniem przez użytkownika deklaracji zrzeczenia się własności (o ile wytwarzamy lub przechowujemy je w ramach usług platform cyfrowych).

Dla Couldry’ego i Mejiasa ekstraktywizm i kolonializm danych stanowią zjawisko pierwotne wobec kapitalizmu – nowy etap kolonializmu. Autorzy ci namawiają do krytycznego przyjrzenia się wymówkom i usprawiedliwieniom, które miały uzasadniać masową ekstrakcję surowców naturalnych i – analogicznie – pojawiają się dzisiaj w kontekście ekstrakcji danych. Są to: racjonalność, progres, porządek, nauka, nowoczesność, zbawienie. Towarzyszą im przekonania (prezentowane jako oczywiste i bezdyskusyjne), że bez gromadzenia danych świat nie będzie mógł się rozwijać, nie będzie rozumiany, sensownie zarządzany, a w końcu – np. w kontekście katastrofy klimatycznej – nie zostanie ocalony.

Dekolonizacja danych

Odpowiedzią na takie rozpoznanie jest praca wyobraźni w skali globalnej. Wszystkie strategie dekolonizacyjne były zawsze aktami wyobraźni, dlatego teraz również tak ważne jest stworzenie alternatywnych wyobrażeń związanych z danymi i technologiami.

Couldry i Mejias proponują, by powołać ruch technologii niezaangażowanych, który m.in. bojkotowałby technologie ekstraktywistyczne i stosował alternatywne technologie, prowadziłby do niekupowania lub nieakceptowania „darmowych” produktów monopolistów cyfrowych. Odzyskiwałby także dane w imieniu tych, którzy je stworzyli, wprowadzałby podatki i sankcje wobec Big Techów, by w ten sposób naprawić szkody wyrządzone przez ich technologie. Do tego pracowałby nad nową wyobraźnią i nowymi formami społeczności bez technologii ekstraktywistycznych i związanych z nimi poważnych kosztów oraz tworzyłby globalną solidarność.

Te pomysły stanowić mogą punkt wyjścia do własnych eksperymentów z alternatywami technologicznymi: do tworzenia nowych idei, prototypów, organizacji i kolektywów zdolnych budować nowy – demokratyczny, sprawiedliwszy i równiejszy – świat. Jedno wiemy na pewno – w tym świecie technologie kształtować będą większość zjawisk politycznych, egzystencjalnych, społecznych, ekologicznych i ekonomicznych. Od nas zależy, w jaki sposób go urządzimy. ©

3 czerwca 2022 r. o godz. 19.00 w przestrzeni Domów Towarowych Wars Sawa Junior (ul. Marszałkowska 104/122) otwarta zostanie druga edycja Biennale Warszawa, poświęcona splotowi władzy, kapitału i technologii. W wystawie i programie weźmie udział 50 osób i kolektywów, które pokażą 25 prac. Wystawa czynna od wtorku do niedzieli w godz. 12.00–20.00 i potrwa do 17 lipca. Bilety dostępne na stronie: biennalewarszawa.pl, w aplikacji GoOut i stacjonarnie.

Więcej informacji na 2022.biennalewarszawa.pl

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]