Paul McCartney

Czekaliśmy na tę płytę od wielu lat. Nie na płytę McCartneya jako taką oczywiście, ale na płytę naprawdę udaną. Od czasu gdy w 2002 r. ukazał się album koncertowy Back In The World, któremu towarzyszyło dvd z amerykańskiego tournée artysty, ostrzyliśmy sobie zęby na równie dobry materiał premierowy (na Back In The World Sir Paul grał piosenki z dawnych czasów). I doczekaliśmy się: Chaos And Creation In The Backyard to powrót w wielkim stylu.
Czyta się kilka minut
 /
/

Powrót, bo mimo iż McCartney od czasu rozpadu Beatlesów co kilka lat wydawał nowe płyty, to po znośnej “Tug of War" z 1982 r. bodaj żadna nie zasługiwała na większą uwagę. Sir Paul koncertował, eksperymentował z komponowaniem utworów na orkiestrę symfoniczną (“Liverpool Oratorio"), flirtował z muzyką pop (“Pipes of Peace"), a wierni fani wciąż czekali na odzyskanie formy z lat 70. i albumy klasy “Band On The Run" czy “Venus And Mars".

Podczas triumfalnej trasy sprzed kilku lat McCartney zrozumiał, zdaje się, w czym leży jego największa siła. Na okładce “Chaos And Creation..." widzimy liverpoolskiego szesnastolatka z gitarą, sfotografowanego Zanim To Wszystko Się Wydarzyło. Tegoroczny album to powrót do korzeni, beatlesowskie w gruncie rzeczy piosenki, choć w uwspółcześnionych aranżach. Sir Paul, jak na pierwszym solowym albumie z 1970 r., gra na niemal wszystkich instrumentach. Nad całością przedsięwzięcia czuwa Nigel Godrich, producent znany choćby z opieki nad Radio-head. W gruncie rzeczy ten młody człowiek niewiele musi robić. Pomysły aranżacyjne z “At The Mercy" czy “Promise To You Girl" to przecież kalki z rozwiązań stosowanych przez George’a Martina na ostatnich płytach The Beatles. “Jenny Wren" to gitarowa ballada, przypominająca “Blackbird" z “Białego Albumu", choć wzbogaca ją brzmienie ormiańskiego instrumentu duduk. Gitara w “Friends To Go" brzmi, jakby trzymał ją George Harrison.

“Backyard" to ogródek z tyłu domu. Właśnie w takim ogródku zrobiono zdjęcie z okładki. “Looking through the backyard of my life / Time to sweep the fallen leaves away" - śpiewa McCartney. Zwiędłe liście poprzednich płyt zostały odgarnięte. Są nagrania, przy których każdy przymiotnik wydaje się o jeden za dużo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2005