Oszustwo oczywiste, ale nie oburzałbym się specjalnie, gdyby poprzestano na przedwyborczych obietnicach, których - jak wiadomo - nikt nie dotrzymuje. Jednak obietnice posunięto znacznie dalej i teraz nie wiem, co sądzić.
Pierwsza hipoteza to, że ci, którzy obiecują, są niespełna rozumu, druga, że rząd nie wiedział, mimo miesięcy na zapoznanie się z sytuacją, z jakim będzie miał do czynienia budżetem, czyli rząd jest do bani, a trzecia, że oszustwo już tak weszło w zwyczaj, iż po prostu nikt nie zwraca na nie uwagi.
Nie mam zamiaru przypominać, że wydajemy na naukę mniej niż Albania i jakie są tego konsekwencje, bo każdy to wie. Zastanawiam się jednak nad czym innym, a mianowicie, dlaczego ludzie, którzy muszą w takiej sytuacji rządzić krajem, a w każdym razie rządzić jakimś fragmentem: nauką czy zdrowiem, bo tu też wycofano się z obietnic w stopniu radykalnym, nie reagują na to, że muszą firmować takie sytuacje. Dlaczego premier nie przyzna, że nie dał rady znaleźć pieniędzy na cele, na które pieniądze obiecywał, dlaczego panuje powszechny brak cywilnej odwagi. Profesor Religa na przykład mówi, że ponad miliard na pogotowie znajdzie się w następnym budżecie i tych pieniędzy - dosłownie - “poszukamy". I już szukają. Gdzie? W podwyższeniu akcyzy na alkohol. Żeby kto sobie nie pomyślał, powiem jasno, iż nie jestem zwolennikiem alkoholizmu, ale jedyne osiągnięcie rządów SLD polegało na obniżeniu akcyzy na alkohol, co zwiększyło wpływy do budżetu, gdyż radykalnie zmniejszył się przemyt (nie mówię już o korzyściach ze zmniejszenia przestępczości i korupcji celników). Jednak nikt już tego nie pamięta i teraz w wódce szuka się pieniędzy na pogotowie. Przecież to jest nie tylko niepoważne, ale wprost błędne myślenie.
Wszyscy wiedzieliśmy, że nie będzie tych milionów mieszkań, ale w budżecie, który ma być uchwalany, nie zaproponowano nawet najmniejszego kroku w kierunku polepszenia sytuacji w budownictwie. Wszyscy wiedzieliśmy, że nie będzie autostrad, ale w budżecie zmniejszono nakłady na budowę dróg. Czy to jest jakaś choroba? Czy po prostu lekceważenie wyborców posunięte tak daleko, jak to tylko jest możliwe?
W dodatku premier mówi, że nie było czasu. Istotnie, teraz wiele się wymyślić nie dało, ale przecież PiS szykowało się, jak zapewniali przywódcy tej partii do objęcia władzy od kilkunastu lat, a na pewno wiedziało, że będzie jedną z partii zwycięskich od wiosny tego roku. Nie było czasu popatrzeć na budżet i zastanowić się, jak i co zmienić?
W zasadzie nie wiem, dlaczego tak się irytuję, bo to przecież wszystko normalne. Ale jednak dorosły człowiek nie lubi, żeby robiono z niego cymbała, który nic nie pamięta, nic nie rozumie i uwierzy w każde wyjaśnienie. Dorośli są też politycy i o ile rozumiem ich partyjne zaangażowanie, to nie rozumiem, jak można tak bardzo nie mieć szacunku do swoich własnych słów, do obietnic przez siebie składanych. Czy to wszystko były tylko słowa rzucane na wiatr, czy mówiono je przypadkowo i bez zrozumienia?
Polityka nieustającego oszustwa jest zapewne skuteczna, ale miałem nadzieję, że się wreszcie skończy i że będziemy mieli politykę oszustwa od czasu do czasu. Nic z tego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















