Ostatni promień słońca. Reportaż ze statku ratowniczego Lekarzy bez Granic

Nie dla wszystkich płynących z Libii Europa jest celem. Czasem pozostaje jedyną możliwością ucieczki.
ze statku Lekarzy bez Granic na Morzu Śródziemnym

14.01.2023

Czyta się kilka minut

Radość i nadzieja – pierwsze chwile migrantów na pokładzie statku ratunkowego „Geo Barents”. Morze Śródziemne, ok. 25 mil morskich od wybrzeży Libii. 7 stycznia 2023 r. / MARCIN ŻYŁA
Radość i nadzieja – pierwsze chwile migrantów na pokładzie statku ratunkowego „Geo Barents”. Morze Śródziemne, ok. 25 mil morskich od wybrzeży Libii. 7 stycznia 2023 r. / MARCIN ŻYŁA

Historię o łodzi, która płynęła za księżycem, opowiedziano mi tylko raz. W zwyczajnych okolicznościach nie uwierzyłbym w nią łatwo. Jednak na morzu między Afryką i Europą dzieje się dziś tak dużo rzeczy trudnych do pojęcia, że opowieść o owej niezwykłej podróży, choć szokująca, mieści się tu w przedziale normalności.

Wcześniej np. wiedziałem już o łodzi, którą płynęły głównie kobiety. Gdy z dwóch stron zbliżyły się do niej statki – ratowniczy z Europy i wojenny z Libii – niektóre z nich stanęły przodem do tego drugiego i odsłoniły piersi. Skonsternowani wojskowi zawrócili okręt.

Rozmawiałem też z kobietą, która odbierała telefony od ludzi na morzu. Zadziwiające, jak daleko od afrykańskiego brzegu łapie jeszcze zasięg. „Miewam kłopot z zapamiętaniem nazwisk znajomych. Ale o tym, kto dzwonił w sprawie azylu, gdzie był torturowany, pamiętam zawsze” – mówiła.

Księżyc, który zwodził łódź, wydaje się przy tym wszystkim historią niemal pospolitą.

Północ

W mesie „Geo Barents” – statku ratowniczego organizacji Lekarze bez Granic, który od półtora roku patroluje Morze Śródziemne niedaleko libijskich wybrzeży – leży drewniane pudełko. W środku jest mały kompas nawigacyjny. Taki sam, jaki ludzie organizujący transport migrantów zostawiają w ich łodziach i pontonach wyprawianych nocami w morze.

Oprócz silnika (który działa, dopóki nie zaleją go fale) i plastikowych kanistrów na benzynę (których bywa za mało, zwłaszcza gdy prąd, zamiast nieść do Europy, ściąga w innym kierunku) kompas jest dla migrantów jedyną nadzieją. Wszystko kosztuje cztery tysiące dolarów – to cena podróży do Europy w styczniu 2023 r.


PONTONY Z LUDŹMI

MARCIN ŻYŁA: Dwa dni po wypadku, doglądając ocalonych, Nejma powiedziała: „Widzieliśmy cud, a tuż wcześniej jego dokładną odwrotność. Na to nie ma słów, nie ma nawet myśli właściwych”. CZYTAJ PIERWSZĄ CZĘŚĆ REPORTAŻU MARCINA ŻYŁY ZE STATKU "GEO BARENTS">>>


Na kompasie z „Geo Barents” zaznaczono kierunek 113 stopni – pomaga to w modlitwach, wskazuje Mekkę. Wielu ludzi na łodziach modli się jednak na wyczucie, bo niektórym, zwłaszcza podczas okresów dobrej pogody, Libijczycy mówią, że wystarczy im słońce. Ma wschodzić po prawej, robić półokrąg za plecami, zachodzić po lewej. Tak brzmi uproszczona definicja północy.

Nocami prowadzą gwiazdy. Ale na jednej z łodzi nieopatrznie zrozumiano, że wtedy trzeba płynąć za księżycem. Za dnia kilkadziesiąt osób, zgodnie z zaleceniami przemytników, płynęło tam, gdzie najmniej słońca. Nocą błądzili, bo zwodził ich księżyc. Ich łódź zataczała koła, to oddalała się, to przybliżała do libijskiego brzegu. Dopiero po kilku dniach odnalazł ich i uratował jeden ze statków ratowniczych.

Co wieczór z Libii wypływają też ludzie okłamywani przez przemytników, że jeszcze tej nocy, po kilku godzinach, zobaczą światła miast europejskich. Są to jednak światła platform wiertniczych. Po wyprawieniu łodzi ich pasażerami nie przejmuje się nikt.

W samą porę

Ludzie z zespołu Lekarzy bez Granic na statku „Geo Barents” dobrze pamiętają tych, których podjęli z wody. Spędzają z nimi kilka dni. To trudny czas – za długi na grzecznościowe rozmowy, za krótki na dyskusje o przeżyciach w Libii. Zbierane są podstawowe informacje: o torturach, wykorzystywaniu, przetrzymywaniu w niesławnych ośrodkach dla migrantów. Niektórzy z nich spędzili tam nawet pięć lat. Bardzo szybko podwijają rękawy, aby pokazać ślady bicia.

Tak było 7 stycznia, gdy statek otrzymał zgłoszenie o gumowym pontonie znajdującym się ok. 25 mil morskich od brzegu Libii. Akcję ratunkową przeprowadzono podręcznikowo: 45 minut od dostrzeżenia jednostki wszyscy pasażerowie – 71 osób – znaleźli się na pokładzie „Geo Barents”.

Wszyscy byli na morzu tylko kilkanaście godzin. Wypłynęli poprzedniego wieczoru, ale prądy spychały ich wciąż w stronę brzegu. Przez pierwsze 12 godzin pokonali niewiele ponad 40 km. Pogoda już się pogarszała – pół godziny po ich podjęciu z morza zaczął padać rzęsisty deszcz.

Większość z nich zostanie we Włoszech, ale ci, którzy nie będą potrafili udowodnić, że po powrocie grozi im niebezpieczeństwo, zostaną odesłani do krajów pochodzenia. Wśród nich będą i tacy, którzy ponownie spróbują przeprawy. Na „Geo Barents” powtarzana jest historia o człowieku, którego w odstępie kilkunastu miesięcy podjęto z morza dwukrotnie. Jedna z pracujących tu pielęgniarek poznała pacjenta, którego wcześniej leczyła w jednym z państw afrykańskich w ramach innego projektu.

Świat na Morzu Śródziemnym jest, równocześnie, wielki i kameralny.

Ucieczka

Według szacunków organizacji praw człowieka w Libii może przebywać nawet 600 tys. migrantów. Jeszcze za czasów Muammara Kaddafiego kraj był atrakcyjnym rynkiem pracy. Dzięki libijskim petrodolarom funkcjonował tu system szczodrych dopłat, m.in. do cen żywności. Praca w Libii stała się wyjątkowo opłacalna. Już w latach 80. XX w. przez Saharę przybywali tutaj zwłaszcza mieszkańcy państw Sahelu, do dziś jednego z najuboższych regionów świata.

Powstał wtedy system, w którym migrantów (formalnie wielu z nich przebywało tu nielegalnie) można zatrzymywać i więzić pod byle pozorem. Od ponad dekady praktyki te są właściwie zalegalizowane. W libijskich „ośrodkach zatrzymań” ludzi „wypożycza” się lokalnym przedsiębiorcom i zmusza do pracy, zwykle na budowach lub w rolnictwie. Niektórzy dostają jedzenie co dwa, trzy dni. Śpią na posadzkach, stłoczeni w pomieszczeniach pełnych innych ludzi. Do picia dostają słoną wodę. Od wiosny 2022 r. Unia Europejska zaczęła nazywać takie centra zatrzymań łagodniej niż wcześniej – „ośrodkami recepcyjnymi”.

Ośrodki te są prowadzone przez lokalnych watażków i powiązane z rozwiniętymi od czasu wojny syryjskiej (przez Libię wiódł jeden ze szlaków ucieczek) sieciami przemytu i handlu ludźmi. Migranci są w nich poddawani przemocy i nadużyciom, których celem jest najczęściej wymuszanie na ich rodzinach haraczu w zamian za zwolnienie. A czasem – za możliwość dalszej podróży do Europy.

Niektórzy migranci wracają do krajów swojego pochodzenia – sami przez pustynię, ponownie narażając się na niebezpieczeństwo porwań, lub z pomocą instytucji międzynarodowych. W południowo-wschodniej części kraju deportacje do Sudanu są właściwie wywózkami dokonywanymi przez rządzące w tym regionie bojówki. Granica z Tunezją jest zamknięta. Od Algierii odgradza Libię bezkres pustyni. Dla pewnej części ofiar libijskiego systemu jedyną możliwością pozostaje droga do Europy przez morze.

I jej trzy możliwe zakończenia: przechwycenie przez libijską straż przybrzeżną, śmierć podczas rejsu lub światła przyjaznego statku.

Prawo

Po podjęciu z morza ludzi „Geo Barents” informuje władze Libii, Włoch i Malty o każdym swoim zamiarze. 7 stycznia akcja ratownicza jest koordynowana z Rzymu. Włochy w ostatnich tygodniach, inaczej niż wcześniej, czynią to nawet w libijskiej strefie poszukiwań i ratownictwa. Kilkadziesiąt minut po podjęciu z morza migrantów nakazują statkowi powrót do Ankony, portu w środkowej części adriatyckiego wybrzeża Włoch. To cztery doby rejsu. „Geo Barents” obiera kurs na północ, ale z początku płynie wolno, w nadziei, że będzie można jeszcze komuś pomóc. Nie udaje się jednak natrafić na żadną łódź.

Wyznaczanie odległych portów to najnowsza odsłona długiego sporu między kolejnymi rządami Włoch a organizacjami pozarządowymi, które w 2014 r., po zakończeniu sponsorowanych przez państwo operacji poszukiwawczych, zaczęły wysyłać na Morze Śródziemne własne statki.

Politycy nazywają je „taksówkami dla migrantów” i twierdzą, że sama ich obecność zachęca do podejmowania ryzykownych przepraw z Afryki. Organizacje odpowiadają: tylko 10 proc. ludzi dociera do Włoch na pokładach ich statków. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że włoska marynarka wojenna także ratuje ludzi – choć z powodów politycznych Włosi się tym nie chwalą.

Ale przy niemal każdej zmianie władzy w Rzymie spór zaczyna się na nowo.

Słowa

Na pokładzie „Geo Barents” podczas rozmów z migrantami trzeba uważać na niektóre słowa.

Np. ze słowem „policja” – gdy chce się powiedzieć, że we włoskim porcie będzie od nich pobierać odciski palców. Od razu trzeba dodać: włoska policja nie bije.

Albo ze słowami: „masz prawo do”. Mieć do czegoś prawo dla wielu z nich to abstrakcja. Statek „Geo Barents” może być pierwszym miejscem, w którym ktoś się nimi opiekuje. Jedna z pielęgniarek mówi, że po konsultacji medycznej wielu z nich chce w podzięce ją ściskać. To pierwszy moment, gdy ktoś zadbał o ich zdrowie.

Trzeba też uważnie słuchać. W Libii chętnych do pracy tymczasowej zabiera się ze skrzyżowań i placów. Ale w ostatnim czasie przybywa historii o tym, że zamiast na budowę migranci trafiają do domów bogatych Libijczyków i są zmuszani do seksu. Do przemocy dochodzi jeszcze stygma, jaką obarczony jest tu homoseksualizm. Podjęci z wody mówią wtedy: „Mnie też wtedy zabrali – ale ja w tym nie uczestniczyłem”.

Trzeba wiedzieć, co to znaczy.

Podróż zbliża – wielu z tych ludzi było razem w ośrodkach zatrzymań – na łodzi po kilku dniach znają się już wszyscy. Czasem zapytanie ich o to jest najpewniejszym sposobem sprawdzenia, czy nikogo nie brakuje. W każdej grupie migrantów są też tacy, którzy stronią od innych. Patrzą godzinami w morze i milczą.

Promień

Ostatniego dnia podróży do Ankony, gdy radość z wybawienia ustąpiła miejsca zmęczeniu i zniecierpliwieniu, po sztormie, który sprawił, że wielu migrantów cierpiało na chorobę morską, przyszedł czas wypatrywania świateł pierwszego miasta Europy.

Wtedy usłyszałem historię o ostatnim promieniu słońca. Można go zobaczyć tylko wtedy, gdy morze jest spokojne, a powietrze czyste, często po burzy. To ostatnia wiadomość, którą wysyła słońce, zanim zniknie za horyzontem. Ci, którzy mieli szczęście je zobaczyć, wiedzą, że ostatni promień słońca jest zielony. Jego dostrzeżenie wymaga jednak dużej cierpliwości. Zrobienie zdjęcia temu zjawisku zdjęcia graniczy z cudem. A jednak – komuś się to udało.

Na ląd w Ankonie wysiadali niepewnie, przymierzając buty, które otrzymali od załogi „Geo Barents”. Szli przez szpaler medyków, pracowników Czerwonego Krzyża, policji, nieopodal mocnymi reflektorami oświetlały ich ekipy telewizyjne. Sześć godzin trwało, zanim pozwolono im zejść po trapie do Europy.

Statek „Geo Barents” organizacji Lekarze bez Granic pozostaje w tej chwili jednym z dwóch statków ratunkowych na Morzu Śródziemnym. Kilkanaście innych, mniejszych jednostek może tej wiosny nie wypłynąć z europejskich portów. Koszty paliwa i utrzymania załogi, związane z wypełnianiem nowego włoskiego prawa, dla wielu mniejszych organizacji mogą się okazać za duże. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Ostatni promień słońca