Order z Watykanu

Teza, że człowiek wierzący nie jest w stanie bezstronnie interpretować zapisów konstytucji, to absurd.
Czyta się kilka minut
Kard. Kazimierz Nycz wręcza papieskie odznaczenie Pro Ecclesia et Pontifice prof. Andrzejowi Rzeplińskiemu, Dom Arcybiskupów Warszawskich, 23 stycznia 2015 r./Foto: Tomasz Gołąb / FOTO GOŚĆ

Wysoki sądzie! Na czele Trybunału Konstytucyjnego stoi człowiek, który – o ile zachował resztki honoru – powinien bezzwłocznie podać się do dymisji. Poderwał zaufanie do państwa. Podeptał Konstytucję. Do tych haniebnych wydarzeń doszło przed południem, w piątek 23 stycznia: w Domu Arcybiskupów Warszawskich – w obecności licznych świadków – oskarżony Rzepliński odebrał watykański medal Pro Ecclesia et Pontifice. Dla Kościoła i Papieża. Te dwa słowa – wysoki sądzie – starczyłyby za cały akt oskarżenia, ale na tym nie koniec. Dalsze śledztwo wykazało, że oskarżony od lat pozostawał na usługach obcego państwa. Otóż w 1984 r. związał się z Archikonfraternią Literacką. Niech ta niewinna nazwa nikogo nie zwiedzie. To chrześcijańskie bractwo od ponad pięciu stuleci zajmuje się tzw. działalnością dobroczynną. Jego dewiza brzmi: Sentire cum Ecclesia, to znaczy „czuć z Kościołem”. Czy świadomie i dobrowolnie współpracując ze zorganizowaną grupą religijną, która kieruje się powyższą przesłanką – oskarżony Rzepliński mógł zachować światopoglądową bezstronność, gdy orzekał jako prezes Trybunału? Wysoki sądzie, infamia połączona z banicją byłaby dla oskarżonego karą i tak łagodną…


A teraz w stu procentach serio. W uhonorowaniu prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego papieskim medalem nie ma nic zdrożnego i nic niekonstytucyjnego. To wyróżnienie ani nie podważa dotychczasowych orzeczeń Trybunału, ani za owe orzeczenia nie jest zapłatą. Znakomitego prawnika uhonorowano za całokształt postępowania, m.in. za zaangażowanie na rzecz opozycji w latach 80. i współpracę ze wspomnianą Archikonfraternią. Biorąc zresztą pod uwagę procedury, sprawę zamyka fakt, że prezes Trybunału wnioskował do prezydenta Bronisława Komorowskiego o zgodę na przyjęcie odznaczenia – i taką zgodę otrzymał. Causa finita.


To nie znaczy, że nie dopuszczam głosów polemicznych. Przeciwnie – chętnie wysłuchałbym argumentacji prawniczych purystów, dowodzących, że w przyszłości należy zaostrzyć standardy i wprowadzić np. zasadę, że prezes Trybunału Konstytucyjnego w ogóle nie powinien – dopóki piastuje stanowisko – przyjmować żadnych medali, nagród, wyróżnień czy dyplomów, bo ma być niczym żona Cezara. Potem z lubością wsłuchałbym się w kontrargumenty.


Tymczasem debaty było jak na lekarstwo: szybko zaczęła się klasyczna jatka, i to z udziałem samych konstytucjonalistów. Bez pardonu zaatakował prof. Wiktor Osiatyński, na co pięknym za nadobne odpowiedział prof. Rzepliński. W pewnym momencie wymiana uprzejmości dotyczyła kwestii, kto nie czytał ustawy zasadniczej. O tempora, o mores…


Dotychczas środowisko prawniczych autorytetów było w Polsce ostoją rozsądku. Odpowiedzialności za słowo. Wypranego ze zbędnych emocji namysłu nad państwem, sprawiedliwością, dobrem wspólnym, racją stanu. To nie znaczy, że prawnicy mówili jednym głosem – nie, i to bardzo dobrze. Ale spór wiedli na poziomie, bez histerii i wycieczek osobistych. Z przyjemnością wspominam choćby rozmowę o klauzuli sumienia sprzed dwóch lat, którą dla „Tygodnika” moderowałem między profesorami Osiatyńskim i Zollem. Opinie padały czasem skrajnie rozbieżne, ale wiedza, styl argumentacji i klasa – niespotykane w kraju, w którym publiczna debata z reguły przypomina młócenie cepem.
A teraz? Znikąd już nadziei?

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2015