Opowieści o wojnie

Bolesław Nieczuja-Ostrowski, bohater powieści Tomasza Stężały „Porucznicy 1939”, istniał naprawdę: był jego dziadkiem.
Czyta się kilka minut

Stężała – z zawodu nauczyciel, a z zamiłowania historyk-regionalista z Elbląga i autor książek związanych z dziejami tego miasta – napisał więc powieść, która z jednej strony jest klasyczną powieścią historyczną, z drugiej zaś przyczynkiem do (własnej) historii rodzinnej.

Główną jej osią, wokół której budowana jest narracja – o młodych oficerach trzech armii walczących we wrześniu 1939 r., Polski, III Rzeszy i ZSRR – jest właśnie postać Ostrowskiego i jego autentyczne losy latem i jesienią 1939 r. Ten młody, zdolny i ambitny oficer Wojska Polskiego, rocznik 1907, w chwili wybuchu wojny był wykładowcą Ośrodka Wyszkolenia Rezerw Piechoty w Różanie nad Narwią. W kampanii wrześniowej dowodził zwykłą kompanią piechoty; podczas dwóch tygodni walk, w odwrocie, udało mu się doprowadzić swych żołnierzy w rejon Terespola nad Bugiem w takim stanie, że jako kompania walczyli do końca, do kapitulacji. Jeśli ktoś szuka odpowiedzi, jak to było możliwe, że w 1939 r. polscy żołnierze przemierzali czasem po 200-300 kilometrów na piechotę, w skrajnych warunkach, a mimo to walczyli – powinien sięgnąć po tę książkę.

Obok losów Ostrowskiego i jego kilku kolegów z Różana (też postacie autentyczne), Stężała buduje dwie opowieści równoległe: historie ich przeciwników, również młodych oficerów Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Stąd tytuł: „Porucznicy 1939” (Stężała zamierza kontynuować opowieść o ich losach w kolejnych latach wojny). Przy czym postaci Polaków i Niemców są najbardziej barwne i plastyczne, najbogatsze w szczegóły. Stężała mógł oprzeć się tu na historii swego dziadka (po wrześniu ’39 twórcy konspiracji w okupowanym przez ZSRR Lwowie, w 1944 r. dowódcy 106. Dywizji Piechoty AK, w PRL skazanego na karę śmierci, zamienioną na więzienie), a w przypadku swych niemieckich bohaterów na dziejach przedwojennego Elbląga, gdzie ich umiejscawia.

Elbląg zaś jest Stężale świetnie znany: to jego rodzinne miasto. Jego dzieje w 1945 r. – obronę i dramat mieszkańców po „wyzwoleniu” przez Armię Czerwoną – opisał w powieści „Elbing 1945”, opartej na autentycznych wspomnieniach (intensywność walk o Elbing/Elbląg w 1945 r. porównuje się do bitwy o Berlin czy Wrocław). „Porucznicy 1939” – to zatem Wrzesień ’39 widziany „od dołu”, oczami ludzi trzydziestoletnich, młodych dowódców.

Zupełnie inny charakter ma „Matterhorn” – powieść Karla Marlantesa o wojnie w Wietnamie. A właściwie nie tyle o tej wojnie, lecz o jednej kompanii amerykańskiej piechoty morskiej, walczącej na pograniczu Wietnamów Południowego i Północnego oraz Laosu. A także o jednym z jej dowódców. Waino Mellas ma niewiele ponad 20 lat i jest zupełnie zielonym podporucznikiem, który prosto ze szkoły oficerskiej trafia do dżungli. Wolno sądzić, że pierwowzorem tej postaci jest sam Marlantes, który służył w Wietnamie, początkowo jako dowódca plutonu – kilka razy ranny, był wielokrotnie odznaczany za odwagę.

W „Matterhornie” (taki kryptonim nosi wzgórze, o które walczy kompania Mellasa) nie ma żadnej polityki – to wojna w skali mikro, przejmująca nie tylko siłą opisu, ale też wyobcowaniem jej uczestników ze świadomości uczestnictwa w większej czy mniejszej historii. Gdyby szukać porównań, najbliżej tej książce do „Cienkiej czerwonej linii” Jamesa Jonesa.

Przy czym trudno uznać „Matterhorn” za powieść antywojenną. Albo inaczej: jeśli ktoś zechce dojrzeć w niej książkę antywojenną, znajdzie ku temu podstawy. Ale rację będzie mieć także ten, kto potraktuje ją jako opowieść usytuowaną na zupełnie odmiennym biegunie niż tak antywojenne filmy jak „Pluton”. Bo jest to opowieść o zwykłych żołnierzach, którzy wprawdzie nie interesują się polityką i emocjonalnie równą niechęcią darzą żołnierzy sojuszniczego Wietnamu Południowego, co wrogiej Północy (tych drugich przynajmniej szanują, jako twardych przeciwników), ale mimo to, a także mimo strachu i cierpienia, są gotowi ryzykować, poświęcać się. Dlaczego? Bynajmniej nie z powodu jakiejś sprawy, ale przede wszystkim dla przyjaciół, dla ludzi z tego samego plutonu czy drużyny. W tym sensie „Matterhorn” przypomina inną wydaną niedawno książkę: „Restrepo” Sebastiana Jungera, ów reportaż o wojnie w Afganistanie.

„Porucznicy 1939” i „Matterhorn”: dwie opowieści napisane z zupełnie odmiennych punktów widzenia – a mimo wszystko jakoś podobne, historie „ludzi na wojnie”. WOJCIECH PIĘCIAK


TOMASZ STĘŻAŁA „Porucznicy 1939. Trzy armie”, Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2011

KARL MARLANTES „Matterhorn. Powieść o wojnie w Wietnamie”, z angielskiego przeł. Paweł Cichawa, Wyd. Sonia Draga, Katowice 2012

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2012